gazetyTe prawie 6 lat prowadzenia bloga Temida Jest Kobietą sprawiły, że moje wpisy śledzi wielu dziennikarzy zajmujących się tematyką ubezpieczeń społecznych, polityki prorodzinnej czy szeroko pojętego biznesu.

Mój wpis o tym jak ważny jest sprawnie działający Trybunał Konstytucyjny (na przykładzie sprawy przeciwko ZUS) stał się inspiracją dla dziennikarki Rzeczpospolitej. Katarzyna Nowosielska zajęła się tematem kontroli przeprowadzanych przez ZUS u pracodawców zatrudniających kobiety w ciąży.  Artykuł możecie przeczytać tutaj.

Tematem zajął się również Paweł Bednarz, dziennikarz Onet Biznes, który poprosił mnie o komentarz do swojego tekstu. Jego artykuł można przeczytać tutaj.

e06c798500008b794d075900Ponieważ prowadzę mnóstwo spraw sądowych swoich Klientów przeciwko Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych (różne typy spraw) postanowiłam zainicjować nowy cykl związany z absurdami tego typu postępowań – począwszy od kontroli czy postępowania wyjaśniającego przed ZUS po postępowanie dowodowe przed sądem.

Na dobry początek – przykład z sali sądowej w bardzo dużym Sądzie Okręgowym. Dowód dopuszczony z urzędu przez sędziego (mężczyzna, i to chyba tylko go tłumaczy). W tej sprawie ZUS stwierdził, że moja Klientka nie podlega ubezpieczeniom społecznym z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej, a następnie odmówił wypłaty zasiłku macierzyńskiego (Pani pracowała do końca ciąży, urodziła już dziecko i pracuje nadal). Złożono odwołania od obu decyzji.

Postanowienie sędziego brzmi tak:

  1. dopuścić dowód z opinii biegłego sądowego specjalisty z zakresu ginekologii-położnictwa

celem ustalenia:

czy w okresie od ……..2015 roku odwołująca […….] była zdolna do prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej w związku z ciążą

  1. zobowiązać biegłego do sporządzenia opinii na piśmie w terminie 7 dni, w trzech egzemplarzach, na podstawie akt sprawy, dokumentacji przedłożonej przez odwołującą – po przeprowadzeniu badania lekarskiego,
  2. na termin badania wezwać odwołującą, którą zobowiązać do dostarczenia na termin badania posiadanej dokumentacji lekarskiej.

W tego typu postępowaniach często dokumentacja medyczna trafia do biegłego ginekologa celem określenia zdolności do prowadzenia działalności gospodarczej przez kobietę w ciąży. Zazwyczaj taki wniosek dowodowy składa pełnomocnik ZUS, ja wnoszę o jego oddalenie, bo moim zdaniem taka opinia nic nie wnosi do sprawy. Sądy jednak (dla świętego spokoju, żeby nie narazić się na zarzut w apelacji, że nie przeprowadzono ważnego dowodu – proszę sobie wybrać właściwe) przeprowadzają te dowody. Ściągają z przychodni, w której prowadziła ciążę odwołująca się kopię dokumentacji medycznej i dają do oceny biegłemu.

W każdej z tego typu spraw, w której byłam lub jestem pełnomocnikiem opinia była jednoznaczna – że w okresie, w którym lekarz prowadzący nie wysyłał ciężarnej na zwolnienie lekarskie była zdolna do prowadzenia działalności gospodarczej. Gdyby biegły stwierdził inaczej to moje Klientki miałyby powody aby domagać się od swoich lekarzy zadośćuczynienia za narażenie ich zdrowia (bo nie powinny pracować).

Nigdy jednak sądy nie żądały przeprowadzenia badania – tym bardziej ginekologicznego! Biorąc pod uwagę fakt, że na etapie postępowania przed sądem zazwyczaj te kobiety są już w połogu, albo nawet po połogu to takie badanie jest bez sensu i niczego nie wnosi. Osobę można poddać badaniu, ale na okoliczność stanu jej zdrowia obecnie, a nie przed np. rokiem! Jak przeprowadzić badanie na okoliczność zdrowia w ciąży kobiety, która w ciąży już nie jest – ja nie wiem.

Co ciekawe dowód  przeprowadzany jest w drodze pomocy prawnej przez biegłego będącego na liście biegłych innego Sądu Okręgowego! Jak się dowiedziałam od Pani w sekretariacie wydziału – w sądzie właściwym nie ma na liście biegłych tej specjalności i muszą się podpierać innymi z sąsiednich okręgów.

Jest to nieprawda, bo jest jeden biegły z zakresu ginekologii i położnictwa, bardzo znany profesor, ale jego zwyczajnie „szkoda” do takiej opinii, bo on opiniuje głownie w sprawach błędów okołoporodowych.

 Ciąg dalszy nastąpi…

pieniądzeChcieć to móc. I takie właśnie działanie zaprezentował właśnie prezydent Duda. Choć uczciwie trzeba przyznać, że w sprawie, która nie wepchnie Pana prezydenta w nurt kolizyjny z szefem PIS.

Po kolei. Dwadzieścia dwa dni temu ruszył program #Rodzina500+. Każda rodzina z dwójką dzieci, a także część rodzin z jednym dzieckiem stała się beneficjentem programu.

Celem świadczenia wychowawczego ma być częściowe pokrycie wydatków związanych z wychowywaniem dziecka, w tym z opieką nad nim i zaspokojeniem jego potrzeb życiowych.

I chyba z tej ustawowej definicji wynikają problemy głównie samotnych matek starających się o alimenty. Podobno obserwuje się też zwiększoną liczbę pozwów o obniżenie alimentów, właśnie z powodu tego nowego świadczenia.

Państwowe wsparcie należy traktować jako dodatkową pomoc, nie zaś zwolnienie z obowiązku alimentacyjnego rodzica, tym bardziej, że ściągalność alimentów w Polsce to ok. 17%.

Moim zdaniem żadne wsparcie Państwa (zasiłki) nie powinno wpływać negatywnie na obowiązek rodzica jakim jest utrzymywanie niesamodzielnego dziecka. Bo jest to wsparcie dodatkowe, główny ciężar zawsze spoczywa na rodzicach i rodzinie. Tłumaczenie, że matka może wystąpić o świadczenie w wysokości 500 zł nie może być żadnym argumentem do tego aby alimenty obniżyć lub zasądzić je w niższej kwocie!

Na szczęście prezydent skierował już do Sejmu projekt ustawy zmieniającej Kodeks rodzinny i opiekuńczy oraz inne ustawy. Zamysł jest bardzo dobry – zmiany wyraźnie wskazują, że na zakres obowiązku alimentacyjnego nie wpływa nie tylko świadczenie wychowawcze ale również świadczenia rodzinne, świadczenia z pomocy społecznej, funduszu alimentacyjnego czy świadczenia przysługujące na dzieci umieszczone w pieczy zastępczej.

Mam nadzieję, że Sejm podejmie prace nad projektem błyskawicznie i uchwali je na najbliższym posiedzeniu.

Na marginesie warto także dodać, że w Sejmie leży jeszcze jeden projekt zmian dotyczący 500+. Chodzi o wprowadzenie obowiązującego przy świadczeniach rodzinnych systemu „złotówka za złotówkę”, zgodnie z którym przekroczenie kryterium dochodowego, powoduje obniżenie wysokości otrzymywanych świadczeń zamiast odmowy ich przyznania. O tym, że należałoby wprowadzić ten mechanizm do ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci pisałam TUTAJ.

TrybunałWiele osób gubi się już wokół całego zamieszania dotyczącego Trybunału Konstytucyjnego. A to, czy Trybunał działa sprawnie jest ważne dla każdego „Kowalskiego”. Zaraz wytłumaczę dlaczego, na przykładzie, który może dotyczyć każdej osoby zatrudnionej na umowie o pracę.

W przypadku, gdy rząd będzie nadal twierdził, że wydawane przez #TrybunałKonstytucyjny wyroki to „spotkania sędziów przy kawie i ciasteczkach” może dojść do dysonansu. Rząd i administracja (np. też ZUS) nie będą uznawały wyroków i będą wydawać decyzje z pominięciem najnowszych orzeczeń. Wówczas obywatel będzie kierował sprawę do sądu, który rozpatrując ją będzie brał pod uwagę odpowiedni wyrok Trybunału.

Prowadzę wiele spraw, w których ZUS kwestionuje podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne i ustala własną podstawę, od której wylicza świadczenia (np. zasiłek chorobowy czy macierzyński), lub która ma potem znaczenie przy ustalaniu wysokości renty czy emerytury.

Robi tak w przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę. Rzecz nie dotyczy tylko osób, które przeszły na świadczenia, coraz częściej spotykam przypadki, gdy ZUS ingeruje w umowę zawartą między pracodawcą, a pracownikiem twierdząc, że zgodnie z zasadami współżycia społecznego pensja jest za wysoka, podstawa wymiaru i pobierane składki też. Robi tak najczęściej gdy wszczyna kontrolę sam, lub po czyimś zawiadomieniu.

Taką dużą swobodę daje ZUS art. 83 ust. 1 i 2 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Art. 83. 1. Zakład wydaje decyzje w zakresie indywidualnych spraw dotyczących w szczególności:
1)   zgłaszania do ubezpieczeń społecznych;
2)   przebiegu ubezpieczeń;
3)   ustalania wymiaru składek i ich poboru, a także umarzania należności z tytułu składek;
3a)  ustalania wymiaru składek na Fundusz Emerytur Pomostowych i ich poboru, a także umarzania należności z tytułu tych składek;
4)   ustalania uprawnień do świadczeń z ubezpieczeń społecznych;
5)   wymiaru świadczeń z ubezpieczeń społecznych.
2. Od decyzji Zakładu przysługuje odwołanie do właściwego sądu w terminie i według zasad określonych w przepisach Kodeksu postępowania cywilnego.

Wystarczy jednak przejść do przepisu, który wskazuje, co tak naprawdę ZUS wolno kontrolować:

Art. 86. 1. Kontrolę wykonywania zadań i obowiązków w zakresie ubezpieczeń społecznych przez płatników składek przeprowadzają inspektorzy kontroli Zakładu.
2. Kontrola może obejmować w szczególności:
1)   zgłaszanie do ubezpieczeń społecznych;
2)   prawidłowość i rzetelność obliczania, potrącania i opłacania składek oraz innych składek i wpłat, do których pobierania zobowiązany jest Zakład;
3)   ustalanie uprawnień do świadczeń z ubezpieczeń społecznych i wypłacanie tych świadczeń oraz dokonywanie rozliczeń z tego tytułu;
4)   prawidłowość i terminowość opracowywania wniosków o świadczenia emerytalne i rentowe;
5)   wystawianie zaświadczeń lub zgłaszanie danych dla celów ubezpieczeń społecznych;
6)   dokonywanie oględzin składników majątku płatników składek zalegających z opłatą należności z tytułu składek.

Z tego przepisu  moim zdaniem wcale nie wynika  uprawnienie ZUS do ingerowania w umowę o pracę i „ustalania” podstawy wymiaru składek.

Przepisy te mimo, iż nie  wynika to z nich wprost  stanowią jednak podstawę kompetencyjną dla organu ZUS  do ustalania wysokości podstawy wymiaru składki ZUS na ubezpieczenie chorobowe poprzez weryfikację. wysokości wynagrodzenia pracownika mimo istnienia ważnej i wykonanej umowy.

Znalazł się jednak sędzia Sądu Okręgowego w Częstochowie, który zadał pytanie prawne – czy te przepisy interpretowane jako podstawa kompetencyjna do takiej ingerencji nie naruszają ustawy zasadniczej.

Sprawa w Trybunale Konstytucyjnym ma sygnaturę P 9/15 i czeka na rozpatrzenie.

I teraz najważniejsze – jeżeli Trybunał orzeknie, że te przepisy są niezgodne z konstytucją, a administracji „nie będzie wolno” stosować się do wyroków TK (wystarczy wskazać na wypowiedzi choćby Ministra Sprawiedliwości i jego słynny już list do Prezesa Trybunału), to będziemy mieć sytuację kuriozalną.

ZUS nadal będzie sobie wydawał decyzje pisząc w nich, że czyjeś zarobki są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (wierzcie mi, że ZUS potrafi „tak po prostu” obniżyć podstawę wymiaru składek np. absolwentowi studiów do minimalnej pensji krajowej twierdząc, że 2500 zł brutto to dla absolwenta za dużo, a doświadczenie życiowe wskazuje, że pierwsza umowa o pracę opiewa na pensję minimalną), będzie ucinał podstawy i wypłacał niższe świadczenia. Od takiej decyzji obywatel będzie musiał składać odwołanie do sądu, a ten zmieni decyzję, bo uzna, że przepisy na których oparł się ZUS zgodnie z wyrokiem TK są niezgodne z konstytucją.

Może Ci się wydawać, że spór o Trybunał jest sztuczny, że to wojna rządu i PIS z prawnikami, czy oderwanym wreszcie od władzy „gorszym sortem”. Tak nie jest. Trybunał Konstytucyjny chroni nas – obywateli przed „głupotą władzy” i bublami prawnymi. Stoi na straży naszych wolności i praw, a prędzej czy później jakieś jego orzeczenie będzie miało rzeczywisty wpływ na Twoją sytuację prawną. Ot choćby w sprawie przeciwko ZUS.

Od kilku dni jak kraj długi i szeroki trwa składanie wniosków o świadczenie wychowawcze w ramach programu #Rodzina500+.

Rodziny, które posiadają jedno dziecko muszą dobrze policzyć, czy „łapią się” na wyznaczony próg dochodowy – 800 zł.

A jak to sprawdzić i wyliczyć – wyjaśniam w Rzeczpospolitej.

8 marca został opublikowany raport Kongresu Kobiet i Stowarzyszenia Równość i Nowoczesność będący niejako podsumowaniem 100 dni nowego rządu i polityki Prawa i Sprawiedliwości. Raport składa się z rozdziałów poświęconych zmianom ustrojowym, edukacji, polityce prorodzinnej oraz prawom kobiet.

Wraz z dr. Ewą Rumińską-Zimny zajęłyśmy się  przeglądem polityki społecznej w naszym kraju oraz programu PIS  w tym zakresie- zwłaszcza  sztandarowego projektu 500+. Wnioski do jakich doszłyśmy nie napawają niestety optymizmem. Efekty wprowadzenia drogiego programu będą krótkotrwałe i niewielkie.

Cały raport dostępny jest  do pobrania na stronie Kongresu Kobiet.

indeks 3

W jednym z poprzednich moich wpisów zapowiadałam omówienie  ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Chodzi o słynny już projekt PIS  – zapowiadany w kampanii wyborczej #Rodzina500plus

Zacznijmy zatem od tego, że ustawa ma traktować o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Tymczasem z art. 1 proponowanej ustawy wynika coś zupełnie innego:

Art. 1. 1. Ustawa określa warunki nabywania prawa do świadczenia wychowawczego oraz zasady przyznawania i wypłacania tego świadczenia.

O wychowywaniu ani słowa. Może lepiej byłoby tak: ustawa o świadczeniu wychowawczym finansowanym z budżetu państwa?

Art. 4. 1. Celem świadczenia wychowawczego jest częściowe pokrycie wydatków związanych z wychowaniem dziecka, w tym z opieką nad nim i zaspokojeniem jego potrzeb życiowych.
2. Świadczenie wychowawcze przysługuje matce, ojcu, opiekunowi faktycznemu dziecka albo opiekunowi prawnemu dziecka.
3. Świadczenie wychowawcze przysługuje osobom, o których mowa w ust. 2, do dnia ukończenia przez dziecko 18. roku życia.
Art. 5. 1. Świadczenie wychowawcze przysługuje osobom, o których mowa w art. 4 ust. 2, w wysokości 500,00 zł miesięcznie na dziecko w rodzinie.

Art. 9. W przypadku gdy osoba, o której mowa w art. 4 ust. 2, marnotrawi wypłacane jej świadczenie wychowawcze lub wydatkuje je niezgodnie z celem, organ właściwy przekazuje należne osobie świadczenie wychowawcze w całości lub w części w formie rzeczowej lub w formie opłacania usług.

Tyle najważniejsze przepisy.

Od 1 kwietnia rodziny ochoczo ruszą po świadczenia. Tyle, że ta ustawa nie spełni pokładanych w niej oczekiwań. Dzięki 500 zł ma się urodzić więcej dzieci. Nic z tego. Bo jak zachęcić młodych ludzi do posiadania potomstwa, gdy na pierworodnego nic się nie należy? Każdy młody rodzic wie, że pierwsza wyprawka kosztuje najwięcej, a 1000 zł becikowego (gdy się należy) można wydać na dziecko w 5 minut. Oszukani mogą się czuć samotni rodzice zarabiający niewiele ponad pensję minimalną – wielu z nich nie załapie się na świadczenie wychowawcze na pierwsze dziecko. W wielu przypadkach można było temu zaradzić wprowadzając system „złotówka za złotówkę”, który już obowiązuje.

Po pierwsze trzeba jasno powiedzieć, że nasza sytuacja demograficzna dzięki #Rodzina500plus nie ulegnie diametralnej poprawie. Co prawda przyrost naturalny drgnął w górę w 2014 r. (to raczej efekt dobrego klimatu, jaki zapanował w 2013 r. czyli roku rodziny), jednakże dane statystyczne za 2015 r. mówią o spadku liczby narodzin. Przede wszystkim ten spadek trzeba zahamować, inaczej coraz mniej kobiet będzie rodziło coraz mniejszą liczbę dzieci.

Po drugie system wsparcia dla rodzin powinien być jednolity i klarowny. Teraz mamy 4 progi dochodowe uprawniające do różnych świadczeń i dwa systemy – ustawę o świadczeniach rodzinnych (wszystkie dodatkowe świadczenia nowelizowały tę ustawę) i zupełnie  nowe, odrębne świadczenie wychowawcze. Żeby wszystko działało sprawnie (bez nowej rzeszy urzędników) wystarczyłby jeden próg dochodowy – kto byłby  raz w roku zweryfikowany miałby otwarte drzwi do sięgania po odpowiednie świadczenia.

Po trzecie świadczenie powinno objąć wszystkie rodziny. Skoro nas nie stać po 500 zł na każde dziecko, to czemu nie wprowadzić kwot zależnych od liczby dzieci? 300 zł na pierwsze dziecko, 900 zł dla dwojga, 1500 dla trójki dzieci… No ale 500 zł na każde dziecko (tak zapowiadała kandydatka na premiera Beata Szydło, w programie PIS wyraźnie zapisano 500 zł na drugie i kolejne dziecko oraz próg dochodowy odcinający od świadczenia najbogatszych) brzmi dużo lepiej.

Po czwarte świadczenie sprawi, że wielu kobietom nie będzie opłacało się pracować. Minister Marczuk podczas debaty przyznał, że tak może zadziałać świadczenie wychowawcze. Czy ktoś się zastanawiał jak będzie wyglądała sytuacja kobiet, które dzięki świadczeniu zostały w domu, gdy dzieci staną się pełnoletnie? Co z emeryturami takich kobiet?

Po piąte (ostatnie, żeby nie przedłużać) rodzice decydując się na dziecko wymagają jako takiej stabilizacji – pewności zatrudnienia czy miejsca dla dziecka w żłobku. Co prawda minister Marczuk (też w tej samej debacie) mówił, że zdaniem MRPiPS wzrośnie teraz podaż np. miejsc opieki dla dzieci do lat 3. Być może Pan minister ma rację – przybędzie nowych żłobków, ale jak znam życie to ceny czesnego mogą wzrosnąć. A na wsi jak żłobków nie było, tak dalej nie będzie (w 90% gmin wiejskich nie ma żadnej placówki opieki).

Czy czeka nas w Polsce baby boom? Być może, ale jeszcze nie teraz. Póki polityka prorodzinna w Polsce będzie robiona doraźnie, wpadkowo, bez planowania na przyszłość (ot choćby skasowanie programu in vitro) póty liczebnie będzie nas coraz mniej.

Uwag do systemu polityki prorodzinnej mam więcej, blog nie jest jednak miejscem na dłuuugie wywody. Niebawem więc światło dzienne ujrzy pewna publikacja dotycząca tego tematu. Więcej informacji już niebawem – zaglądajcie więc  tu często.

A tymczasem pozdrawiamy 🙂

Rodzina 500+ Czy czeka nas nowy „Baby Boom”? – taki tytuł nosi konferencja w Instytucie Spraw Publicznych, która odbędzie się już za dwa dni – 17 lutego o 15.00.

Wśród gości minister Bartosz Marczuk – odpowiedzialny za program – z Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej.

Zapisy jeszcze trwają. Może się na tej konferencji spotkamy?

Kilka dni temu, 28.01.2016 r. do kancelarii trafiła kopia decyzji. O taka:

scan_Page_1

Powiecie – decyzja taka sama jak każda inna. Przyjrzyjcie się zatem uważnie:

  1. Data wydania decyzji – 14 grudnia 2015 r.
  2. Decyzja jest wykonaniem wyroku II instancji (czyli prawomocnego) z dnia 28 sierpnia 2015 (czyli wydanego niemal 4 miesiące wcześniej!)
  3. Co ciekawe urzędniczka pisze, że świadczenie zostało przekazane dnia 21.12.2015 r. [pytanie jak mogło zostać przekazane, skoro zgodnie z datą wydania decyzji przekazanie środków miało się odbyć dokładnie tydzień później?]

Kto myśli, że decyzję wydano z datą wsteczną ręka w górę 😉

Domyślam się skąd wzięła się data 14.12.2015 r. Akurat tego dnia wysłałam do ZUS pismo ponaglające 😉

Zastanawiające jest także to, że skoro decyzja została wydana 14 grudnia 2015 r. to czemu wysłano ją do kancelarii dopiero 26 stycznia 2016 r.?

scan_Page_2

Już w najbliższy piątek tj. 29 stycznia 2016 r. w Instytucie Spraw Publicznych w Warszawie  o godz. 10.00 odbędzie się bardzo ciekawe seminarium poświęcone ubóstwu emerytalnemu kobiet pt:  Ubóstwo emerytalne kobiet – dlaczego w polskim systemie emerytalnym płeć ma znaczenie?

 Niestety to smutna prawda,  a  reformy w stylu „obniżenie wieku emerytalnego”, czy program 500+ (w praktyce zachęcający matki do pozostania w domu, zwłaszcza te, których pensja nie byłaby wysoka) mogą sprawić, że różnice w wysokość emerytur kobiet i mężczyzn jeszcze mogą się pogłębić.

Zainteresowani tematem jeszcze mogą się zgłaszać. Zapisy do środy, 27.01.2016 r.