Wielu obywateli uważa, że zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, czy obecnie w Sądzie Najwyższym go nie dotyczą. Czasami, o tym jak ważne jest niezawisłe sądownictwo przekonują się bardzo szybko.

W minionym tygodniu przekonała się o tym jedna z moich klientek, która już rok czeka na rozpatrzenie apelacji złożonej przez ZUS w sprawie, którą wygrałyśmy w I instancji.

Sprawa utknęła w Sądzie Apelacyjnym, z praktyki wiem, że od złożenia apelacji do daty rozprawy upływa w tym sądzie … 20 miesięcy. Dwa lata to sporo, zważywszy, że wcześniej sprawa toczyła się jeszcze przed Sądem Okręgowym.

Klientka pytała czy  jakoś można przyspieszyć sprawę np. pismem do sądu.

Owszem – napisać można, ale powód napisania pisma musiałby być wyjątkowy, żeby mógł odnieść skutek.

Możliwa jest jednak do wniesienia skarga na przewlekłość postępowania. Właściwie jest to skarga na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowyanym przez prokuratora i postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki.

W przypadku przewlekłości postępowania przed sądem apelacyjnym skargę należy wnieśc do Sądu Najwyższego.

I tu zaczynają się schody, bo obecnie mamy Sąd Najwyższy w zupełnej rozsypce. Nie wiadomo, którzy sędziowie są w stanie czynnym i mogą orzekać, jest wiele wakatów związanych z powstaniem zupełnie nowej izby i reorganizacją pozostałych izb. Autorzy ustawy twierdzą nawet, że obecnie Sąd Najwyższy nie ma I Prezesa!

Wydawać by się mogło, że to co dzieje się obecnie z Sądem Najwyższym jest bez znaczenia.

Gdyby moja klientka teraz zdecydowała by się wnieść skargę do Sądu Najwyszego to z dużym prawdopodobieństwem odniosłaby ona odwrotny skutek. Nie wiadomo kiedy Sąd Najwyższy by się sprawą zajął, czy nie będzie wątpliwości co do składu osobowego itd. Zamiast sprawę przyspieczyć skarga by ją spowolniła, nie wiadomo na jak długo akta sprawy przeleżałyby w Sądzie Najwyższym.

Ze skargi zrezygnowałyśmy i nadal czekamy na wyznaczenie terminu i rozpatrzenie apelacji ZUS.

Dlaczego o tym wspominam?

Wielu znas wydaje się, że to co się dzieje z Trybunałem Konstytucyjnym (wystarczy spojrzeć choćby na to jak bardzo spadła liczba rozpatrywanych spraw) Czy Sądem Najwyższym jest mało interesujące i obchodzi tylko prawników i polityków. No bo kto będzie sobie zaprzątał głowę kolejną nowelizacją ustawy o SN czy kwestią tzw. „sędziów dublerów” w TK, przecież te sądy nie zajmują się sprawami zwykłych obywateli.

Postrzeganie problemu zmienia się z momentem, gdy dokonywane zmiany uderzają rykoszetem w Nas samych.

 

 

Ten przewrotny tytuł zapowiada post o ekonomice procesowej i szybkości postępowania.

Każdy kto wnosi sprawę do sądu chce żeby była rozpatrzona szybko, bez wielorotnego stawiennictwa w sądzie, oraz jak to mówią prawnicy – bez pustych terminów, czyli takich na których w sprawie nie działo się nic merytorycznego.

Kodeks postępowania cywilnego zawiera nawet specjalny artykuł dotyczący szybkości postępowania:

art. 6 

§ 1. Sąd powinien przeciwdziałać przewlekaniu postępowania i dążyć do tego, aby rozstrzygnięcie nastąpiło na pierwszym posiedzeniu, jeżeli jest to możliwe bez szkody dla wyjaśnienia sprawy.
§ 2. Strony i uczestnicy postępowania obowiązani są przytaczać wszystkie okoliczności faktyczne i dowody bez zwłoki, aby postępowanie mogło być przeprowadzone sprawnie i szybko.
O ile przewlekanie sprawy przez przeciwnika mogę jakoś przeboleć i założyć, że to taka taktyka procesowa. Ale fakt, że to przez sąd zjawiłam się w imieniu klienta na pustym terminie – już nie bardzo.

Opowiem Wam historię:

Zawiadomienie o terminie rozprawy (termin w lipcu) przyszło do kancelarii z początkiem kwietnia. Sprawa z gatunku ubezpieczeniowych – ZUS w kilku decyzjach odmówił wypłaty świadczeń, a rzecz rozbija się o interpretację przepisów. Jedna sprawa zakończyła się już nieprawomocnie „naszą wygraną” czyli zmianą decyzji przez sąd, sprawa sprzed kilku dni dotyczy dwóch odwołań, kolejne dwie sprawy w toku.

Ekonomika procesowa i stanie w korku 😉

Dzień przed rozprawą dzwonię do sądu z zapytaniem czy sprawa się odbędzie. Jest na wokandzie. Odbędzie się.
No to jadę na tę rozprawę do sądu na drugim końcu Warszawy. Kilkanaście kilometrów jadę w porannym korku prawie godzinę. Drogę umila mi radio (aktualnie Eska Rock). Nawet udaje mi się zaparkować na przedostatnim wolnym miejscu na parkingu sądowym.
Sprawa na wokandzie wisi jako pierwsza, tyle dobrego, że nie będzie opóźnienia. Ale jest. Dziesięć minut. Sąd na salę przychodzi punktualnie, ale chyba przegląda akta.
Sprawa wywołana. Wchodzę. Jestem sama, ze strony ZUS nikt się nie pojawił. Myślę sobie – będzie szybko, może nawet sąd wyda wyrok.
Co się okazało? Pełnomocnik ZUS nie został zawiadomiony! Co więcej akta nadesłane przez organ nie zawierają jednej decyzji, ani odpowiedzi na odwołanie.  Nie pozostało nic innego, jak odroczenie rozprawy na kolejny termin. Sąd zobowiązał ZUS do nadesłania brakującej decyzji, oraz ….odpowiedzi na odwołanie (ZUS powinien taką odpowiedź przesłać do sądu razem z odwołaniem).
Mamy więc klasyczny pusty termin, straciłam tylko czas. A całej stytuacji udałoby się uniknąć, gdyby sąd w kwietniu wyznaczając termin na lipiec dokładnie przejrzał akta i zobowiązał ZUS do tego do czego zobowiązał go teraz (uzupełnione akta miałby na rozprawie), a np. w czerwcu żeby ktoś sprawdził, czy zawiadomienia o rozprawie wysłano do stron.
Wracam więc, dalej w korku, bo ten poranny jeszcze nie minął.
Całe szczęście w radiu puścili najnowszy hit Dawida Podsiadły, którego bardzo lubię. Nawet udało mi się upolować bilety (rozeszły się jak ciepłe bułki) na jego grudniowy koncert w Warszawie. Może więc z kimś z Was spotkam się na Torwarze?

Humor mi się poprawił.
Tylko czy trzeba było zmarnować tyle czasu i pieniędzy (nawet jeżeli postępowanie jest bezpłatne, to jego koszty ponosi Skarb Państwa, czyli my wszyscy), żebym   mogła sobie posłuchać małomiasteczkowej piosenki stojąc w korku na wisłostradzie?
Z tym pytaniem zostawiam Państwa do kolejnego wpisu na TemidaJestKobieta.pl 🙂

Zus skontroluje pielęgniarki na zwolnieniach lekarskich, tak zapowiedział minister Szumowski. Chodzi o sprawę pielęgniarek jednego z lubelskich szpitali, które masowo udają się na zwolnienia lekarskie (jest to rodzaj formy protestu).

O co zatem chodzi w kontrolach  i co wolno ZUS w tym zakresie

Przede wszystkim musisz wiedzieć, że ZUS może sprawdzać:

  1. zasadność wystawienia zwolnienia lekarskiego, kierując chorego do lekarza orzecznika, który stwierdzi, czy zwolnienie było potrzebne;
  2. prawidłowość wykorzystywania zwolnienia przez ubezpieczonego (chorego).

Jeżeli ZUS będzie miał wątpliwość, czy „chory jest rzeczywiście chory” to prześle wezwanie do stawiennictwa u lekarza orzecznika ZUS. Jeżeli orzecznik potwierdzi diagnozę, ZUS wypłaci zasiłek chorobowy. Jeżeli orzecznik zwolnienie zakwestionuje można od takiego orzeczenia złożyć sprzeciw do komisji lekarskiej, złożonej z 3 lekarzy. Dopiero jej orzecznie będzie podstawą do odmowy lub wypłaty zasiłku przez ZUS.

Natomiast jeżeli chodzi o prawidłowość wykorzystywania zwolnienia lekarskiego chodzi o to, czy chory nie wykorzystuje zwolnienia niezgodnie z jego przeznaczeniem.

Przede wszystkim zakazana jest praca, ta dodatkowa także. W przypadku pielęgniarek podczas zwolnienia lekarskiego nie można brać np. dodatkowych dyżurów w innym szpitalu, czy opiekować się chorymi w ramach prowadzonej własnej działalności gospodarczej.

Oczywiście w grę nie wchodzi również żaden wyjazd wakacyjno-urlopowy w kraju i zagranicą. Wypad do kina, teatru, na wrenisaż także. Nawet jeżeli ma się zwolnienie, które nie jest tzw. zwolnieniem leżącym. Co więcej nawet aktywność na portalach społecznościowych może być podejrzana, o czym pisałam np. tutaj.

A co choremu wolno

Oczywiście wolno chodzić na kontrolne wizyty lekarskie czy badania, do apteki aby wykupić leki, na pocztę żeby wysłać zwolnienie lekarskie pracodawcy (lub do ZUS). Można także robić podstawowe zakupy, jeżeli nie ma możliwości aby zrobił je nam ktoś inny. W praktyce wolno wszystko to, co jest niezbędne choremu do normalnego funkcjonowania w trakcie choroby.

A na wezwanie ZUS nawet trzeba stawić się na badaniu u lekarza orzecznika.

Uprawnienia pracodawcy w przypadku choroby pracownika

W przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę w tak dużych podmiotach jak szpital (czyli u pracodawców zatrudniających powyżej 20 pracowników) warto wiedzieć, że za pierwsze 33 dni zwolnienia lekarskiego w roku zasiłek chorobowy wypłaca pracodawca. Potem wypłatę przejmuje ZUS.

Trzeba też wiedzieć, że pracodawca w przypadku podejrzenia niewłaściwego wykorzystywania zwolnienia lekarskiego przez pracownika może wystąpić do ZUS o wyjaśnienie sprawy, a pracodawca zatrudniający powyżej 20 pracowników taką kontrolę może przeprowadzić sam.

Jak wygląda kontrola

Kontrolę przerowadzają inspektorzy ZUS (lub oddelegowanie pracownicy pracodawcy) w miejscu zamieszkania lub pobytu chorego. Kontrolować można także w kolejnej pracy, czy w miejscu, w którym prowadzona jest działalność gospodarcza.

Jeżeli w wyniku kontroli okaże się, że zwolnienie byłó wykorzystywane w sposób niezasadny to ZUS wyda decyzję o zwrocie świadczenia za cały okres tego zwolnienia.

Oczywiście od takiej decyzji przysługuje odwołanie do sądu, o czym możesz przeczytać w wielu wpisach na tym blogu.

 

 

 

 

 

Na wojnie z ZUS? Czy to konieczne?

Oczywiście to nie tak, ale  trochę taki jest wydźwięk artykułu, który ukazał się w INN:Poland w ubiegłym tygodniu (bo przecież tytuł musi być sensacyjny i przyciągać uwagę). Dziennikarz zapytał mnie jak to jest z wypłacaniem zasiłków przez ZUS, skoro jest tyle wyłudzeń.

Artykuł można przeczytać tutaj.

Kontrola

Moi drodzy – nie dajmy się zwariować. Przecież nie każda kontrola oznaczać będzie decyzję negatywną dla płatnika czy osoby ubezpieczonej.

Ale – do kontroli lub postępowania wyjaśniającego warto się przyłożyć. Niestety wielu przedsiębiorców traktuje ten etap postępowania jak natrętną muchę, od której trzeba się opędzić. Odpisują więc ZUS jednozdaniowe ogólniki, byle tylko na wezwanie odpowiedzieć. To niestety błąd, który potem perfekcyjnie wykorzystuje organ rentowy. Bo papier wszystko przyjmie, a nie każdy adresat decyzji się od niej odwoła do sądu.

 

Dochodzenie świadczeń z ubezpieczenia chorobowego to nie żadna wojna z ZUS, KRUS czy ZER. Każdy z tych organów ma prawo sprawdzać zasadność roszczeń, prawidłówość zgłoszeń czy opłacanie składek. W wyniku postępowania może wykluczyć z ubezpieczeń.

Walczyć na argumenty można nie tylko w odwołaniu od decyzji. Można to zrobić wcześniej, tylko mądrze, co może zaprocentować w przyszłości np. wypłatą odsetek za opóźnienie.

Ale to już temat na kolejny wpis. O tym jak skutecznie walczyć o odsetki od ZUS napiszę niebawem.

 

 BlogTemida Jest Kobietą – doceniona 🙂

Dzisiaj dostałam maila z agencji marketingowej widoczni.com, z informacją i gratulacjami 🙂  Agencja przeczesała prawniczą blogosferę i wybrała top 15 blogów prawniczych. Temida Jest Kobietą znalazła się w tym zestawieniu 🙂

Bardzo mnie to cieszy. Z kilku powodów.

Agencja sama wybrała blogi. Nie trzeba było się zgłaszać, wypełniać ankiet, ani pisać „reklamowych” peanów na cześć bloga. Zapewne miała w tym swój cel, ale co tam 😉

Poza tym mój blog jest chyba najstarszym w zestawieniu (prowadzę go od sierpnia 2010 r.!), a mimo to nadal jest atrakcyjny i chętnie przez Was czytany. Dziękuję!

Decyzja o jego prowadzeniu była jedną z najlepszych decyzji, jaką podjęłam. Ciężka praca i konsekwencja procentują.

Taki ranking zachęca do dalszego pisania. Muszę się Wam przyznać, że teraz kiedy jestem mamą dwójki małych dzieci znajdowanie czasu na pisanie jest nie lada wyzwaniem (nie mówiąc o samym pisaniu z córką na kolanach!). I to też jest motywacja do skończenia wreszcie zmian w moich blogach, które są zaplanowane od roku.

No i to jest niezwykle miłe, gdy koledzy po fachu mnie zaczepiają np. na konferencji, albo przed salą sądową i mówią „Ja Panią znam, czytam Pani blogi!”

Szczerze mówiąc, kiedy zaczynałam przygodę z blogowaniem, prawniczej blogosfery jeszcze nie było. A blogów prawniczych było kilka, może kilkanaście. Pewnie Rafał Chmielewski mógłby coś więcej na ten temat powiedzieć.

 

Ustawa dezubekizacyjna obniżyła świadczenia wielu byłym mundurowym. Dotknęła także osoby, które nigdy munduru nie nosiły (np. sportowców), dzieci czy wdowy lub wdowców po zmarłych funkcjonariuszach.

Nie będę tutaj opisywała dlaczego ustawa jest zła, sprzeczna z konstytucją i porządkiem prawnym. Bo ten post będzie trochę o czymś innym.

Będzie o tym jak „ciężko” pracują pracownicy Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA. Nie od dzisiaj wiadomo, że ZER został zalany odwołaniami od decyzji. Procedura jest bowiem taka, że odwołanie do sądu wypływa wpierw do ZER, który musi się do niego ustosunkować. Jeżeli odwołanie jest niezasadne zobowiązany jest przekazać sprawę do Sądu. Niestety ustawa nie precyzuje w jakim terminie ZER ma to zrobić. Więc ZER się zwyczajnie nie spieszy.

Zobaczcie sami.

Zapracowany ZER MSWiA

Oto odpowiedź ZER na odwołanie w sprawie jednego z moich klientów, które zostało złożone na początku lipca 2017 r., czyli 8 miesięcy temu.

Odpowiedź na odwołanie nosi datę 13.02.2018 r., dotarła do kancelarii dopiero w ubiegłym tygodniu, czyli teoretycznie po miesiącu od daty przygotowania pisma. ZER jest w tej sprawie reprezentowany przez dwóch pełnomocników: radcę prawnego i aplikanta radcowskiego występującego jako pracownik ZER. Obaj muszą być tak strasznie zapracowali, że przez miesiąc, który upłynął od powstania pisma, do jego wysyłki żaden nie zdążył go podpisać! Jestem bardzo ciekawa, czy sąd też odebrał pismo bez podpisu 😉

Ktoś powie – może się zdarzyć. Owszem może, zazwyczaj w pośpiechu, gdy goni nas termin. Tutaj nic nikogo nie goniło, a osób do złożenia podpisu było aż dwie.

To nie pierwszy przypadek, kiedy z ZER dostaję niepodpisane czy niekompletne pismo. Niedawno trafiło też do kancelarii takie z nalepioną żółtą karteczką z napisem „wysłać do pełnomocnika emeryta” 😉 Ale było podpisane 🙂

W kontekście tego, jak długo czekają Odwołujący na rozpatrzenie ich sprawy, z tych niedociągnięć i opieszałości urzędniczej  jawi się smutny obraz. W tym przypadku upłynęło aż 8 miesięcy zanim sprawa  wpłynęła do sądu 🙁

 

No cóż, będę dzisiaj nieobiektywna, ale muszę pochwalić samorząd miasta w którym mieszkam i pracuję, czyli Warszawy.

Stolica przywiązuje naprawdę dużą wagę do tego, by poprawić liczbę miejsc w żłobkach, w ostatnich latach, przybyło dużo nowych miejsc, zwłaszcza w dzielnicach, które szybko się rozbudowują, zapominając chyba jednak nieco o innych (na Ochocie chyba nie wybudowano żadnego nowego żłobka).

Opłata za wpis do rejestru

Zgodnie z przepisami ustawy o opiece nad dziećmi gmina może pobierać opłaty od podmiotów niegminnych, za wpis do rejestru żłobków. Wysokość opłaty ustala sama, uchwałą, jednakże nie może być to kwota wyższa niż 1.000 zł.

Przy całkowitych kosztach założenia żłobka tysiąc złotych nie jest dużą kwotą, ale podoba mi się, że radni warszawscy zdecydowali się zmniejszyć to obciązenie do minimum, czyli do 1 zł 🙂

Biorąc pod uwagę, że w tym roku mają ruszczyć unijne dotacje związane z opiek nad dziećmi do lat 3, koszty założenia olacówki będą mogły jeszcze spaść.

Ciekawym wsparciem, które oferują poszczególne dzielnice Warszawy, jest najem lokali użytkowych z zasobów gminnych, które spełniają wymogi do prowadzenia w nich żłobka po preferencyjnych stawkach.

O tym jak Warszawa realizuje opiekę nad najmłodszymi mieszkańcami mozesz przeczytać tutaj.

A jak jest w innych gminach? Możecie się pochwalić w komentarzach 🙂

 

 

To pytanie pada bardzo często w rozmowach z klientami, niezależnie od tego, czy chodzi o sprawę z zakresu ubezpieczeń społecznych, sprawę medyczną, czy inną sprawę cywilną.

Jakiś czas temu Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało „ranking sądów” wymieniając te, które radzą sobie z wpływającymi sprawami na bieżąco i te, które mają coraz większe zaległości. Informacje o tym, gdzie najdłużej czeka się na wyrok znajdziesz tutaj.

Ranking sądów

Moim zdaniem ranking Ministerstwa pokazuje tylko część prawdy i przedstawia sądy tylko od złej strony. Na opóźnienia w rozpatrywaniu spraw składa się wiele czynników, często przewlekaniu spraw winne są … same strony postępowania.

Ale do rzeczy.

Przede wszystkim w sądach brakuje sędziów. W całym kraju  mamy około 500 wakatów na tym stanowisku. I jest to wina Ministerstwa, nie sądów. Jasnym jest, że jeżeli w wydziale powinno orzekać 6 sędziów, a orzeka 4 to oczywistym jest, że zaległości będą.

Brakuje także wykwalifikowanych pracowników sądowych, tych, którzy pracują w sekretariatach wydziałów czy w Biurach Obsługi Interesanta.  Niedawno, kiedy po godzinie oczekiwania w kolejce połączyłam się z BOI Sądu Okręgowego w Krakowie usłyszałam, że panie pracują we dwie, a „klimat” w sądzie jest taki, że kto może to szuka sobie innej pracy.

Sprawnie działające sekretariaty to przynajmniej połowa sukcesu. Bo każdemu podniesie się ciśnienie, gdy usłyszy, że postanowienie w jego sprawie już wydano, ale nie ma kiedy go wysłać.

Z mojego doświadczenia wynika, że najdłużej na pierwszą rozprawę czeka się w apelacji warszawskiej. I nie chodzi tylko o sprawy apelacycjne, czy rozpoczynające się w Sądach Okręgowych w I instancji. Przykład? Na początku września 2017 r.  złożyłam wniosek o zawezwanie do próby ugodowej. Właśnie sąd wyznaczyl termin posiedzenia – na początek kwietnia 2018 r. Jak skwitował to mój klient: „siedem miesięcy czekania, na 10 minut roboty”.

 

 

Konstytucja biznesu

Konstytucja biznesu, czyli pakiet zmian sygnowany przez rząd premiera Morawieckiego ma wejść w życie już 1 marca 2018 r. Jako, że na blogu od lat opisuję i komentuję bieżące zmiany w prawie, trudno aby bez echa przeszła

Prawo przedsiębiorców, o ile zostaną zakończone nad nim prace (ustawa jest ponownie w Sejmie) zakłada zupełne odwrócenie zasady, że to obywatel jest dla urzędu. Od teraz frontem do obywatela ma być urząd i urzędnicy, a każda wątpliwość ma być rozstrzygana na korzyść przedsiębiorcy.

Osoby fizyczne zyskają możliwość prowadzenia działalności bez formalnego zgłoszenia do ewidencji, jeżeli comiesięczne przychody będą niższe niż połowa pensji minimalnej (w tym roku wynosi ona 2100 zł). To dobra wiadomość np. dla Pań trudniących się drobnym rękodziełem czy blogerów na początku drogi zarabiania na blogu.

Gdzie jest haczyk?

Haczyki są nawet dwa. Przede wszystkim, jeżeli w danym miesiącu przychód takiej osoby przekroczy kwotę wskazaną wyżej, to taka osoba ma obowiązek zarejestrowania się w CEiDG w terminie 7 dni od daty osiągnięcia wyższego przychodu. Od chwili pierwszego przekroczenia tej kwoty będzie to już działalność gospodarcza ze wszystkimi jej konsekwencjami, nawet jeżeli w kolejnych miesiącach przychód ponownie spadnie poniżej 50% pensji minimalnej.

Drugim haczykiem jest brak ubezpieczenia społecznego. Jeżeli taki przedsiębiorca-nieprzedsiębiorca nie będzie posiadał innego tytułu do ubezpieczeń, to nie będą mu przysługiwały żadne świadczenia z ZUS. Brak jakiejkolwiek rekompensaty np. z tytułu zachorowania może być dotkliwy.

Swoją drogą zastanawiam się, na podstawie jakich dokumentów, w przypadku ewentualnej kontroli ze strony ZUS lub Urzędu Skarbowego będzie ustalany ten przychód.

W kolejnym wpisie omówię nową ulgę w ubezpieczeniach dla młodych przedsiębiorców.

Jeżeli potrzebujesz podrady prawnej – napisz .

„Nie płaciłeś w terminie, będziesz chorował za darmo” – pisze Gazeta.pl

O co chodzi i czy blady strach powinien paść na przedsiębiorców?

Otóż gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, których ostatnimi czasy ZUS poszukuje u dłużników, z coraz większą werwą.

Wielu przesiębiorców (głównie małych, jednoosobowe działalności gospodarcze) ma zaległości w ZUS z tytułu opłacania składek. Po dwóch latach prowadzenia biznesu składki, które rosną z roku na rok bywały dużym obciążeniem, zwłaszcza, gdy przychody z działalności były niewielkie, albo w danym miesiącu nie było ich wcale. Są też tacy, którzy notorycznie nie płacą, nie korzystają z państwowej służby zdrowia i mają świadomość, że w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia i tak przyjmie ich każdy szpital.

Bat na przedsiębiorców?

Ponieważ od stycznia tego roku składki na ubezpieczenie płacimy na indywidualne rachunki, bez podziału na trzy odrębne składki, jak było dotychczas wszyscy dookoła mówią o tym, że dłunicy stracą prawo do świadczeń.

Trzeba jednak pamiętać, że do grudnia ubiegłego roku dobrowolną składkę chorobową opłacało się razem ze składką emerytalną i rentową. Zapłacenie tej składki w niepełnej wysokości, niezapłacenie jej lub zapłacenie po terminie wiązało się z wypadnięciem z ubezpieczenia chorobowego za ten miesiąc.

Zatem tak naprawdę, ktoś kto już był dłużnikiem ZUS już wcześniej nie uzyskałby prawa do świadczenia z ubezpieczenia chorobowego. Płacenie na jedno konto zamiast trzech nic tutaj nie zmieni.

Wielu przedsiębiorców zwraca się do mnie w sytuacji, gdy ZUS odmówił im świadczenia, właśnie ze względu na wypadnięcie ze składki chorobowej.

Dobra rada – jeżeli wiecie, że w najbliższym czasie możecie korzystać ze zwolnienia lekarskiego lub będziecie w szpitalu (bo np. macie zaplanowaną operację, na którą czekaliście ostatnie dwa lata w kolejce) to sprawdzcie w ZUS czy przypadkiem nie macie jakiegoś zadłużenia. To jest też dobry moment na złożenie wniosku o przywrócenie ciągłości składki chorobowej. Później raczej będzie na to za późno.

Jeżeli jesteś dłużnikiem ZUS i nie wiesz jak z tego zadłużenia wyjść – napisz aby otrzymać wycenę porady.