Dzisiaj wpis przewrotny, bo o nie o prawie, a o gmachu sądu i pewnej sprawie sądowej.

Do gmachu Sądu Okręgowego przy alei Solidarności 127 w Warszawie prawnicy zazwyczaj wchodzą szybkim krokiem. Chwila w szatni, potem trzeba znaleźć wolną windę, która zawiezie nas na właściwe piętro. Jeszcze tylko trzeba pokonać gąszcz korytarzy (te stare, nieodnowione straszą, bardzo) i oto stajemy przed właściwą salą rozpraw. A jeżeli rozprawa jest przeniesiona do innej sali to mamy ciąg dalszy wycieczki… Czasu na podziwianie architektury  budynku jest mało, albo nie ma go wcale. A szkoda.

Mało kto wie, że gmach ten ma bardzo bogatą historię i że  ocalał z wojennej pożogi. Po wojnie przywrócono mu niemal pierwotny wygląd. Ja o tym wiem, bo jestem pozytywnie „zakręcona” na dwudziectolecie międzywojenne, zwłaszcza na kulturę i architekturę tamtego okresu, lubię chodzić na wykłady warsavianistów. Trochę wspominałam o tym na blogu w tym wpisie:

Pasje prawnika. Trochę o art deco i emancypacji kobiet

Sądy Grodzkie na Lesznie (nazwę wzięły od ulicy, przy której stał gmach – Leszno 53/55) do użytku oddano w czerwcu 1939 r.  Zaprojektował je Bohdan Pniewski, architekt związany głównie z Warszawą. Wówczas był to największy sąd w Europie. W czasie wojny sądy dzialały, choć w okrojonym zakresie. Budynek znajdował się po aryjskiej stronie, zewsząd otoczony gettem. Takie położenie sprawiło, że droga przez sąd była jednym z najłatwiejszych sposobów ucieczki z getta.

Główną fasadę zdobi napis: „Sprawiedliwość jest ostoją mocy i trwałości Rzeczypospolitej” Andrzeja Frycza Modrzewskiego, obecnie chyba aktualny jak nigdy w całej historii tego gmachu.

No dobrze, ale co sąd ma wspólnego z ciocią w gablocie zapytacie?

Otóż „akcja” teledysku do najnowszej piosenki Artura Andrusa „Ciocia w gablocie” dzieje się właśnie w gmachu tego sądu, dzięki czemu nie trzeba chodzić do tego sądu, żeby zobaczyć jak wygląda.

Chodzi oczywiście o  niezmiernie ciekawą sprawę sądową. Powódką jest Genowefa Szypka de Cyzja, lat 139 😉 Mnie do gustu najbardziej przypadły dowody prezentowane w sprawie.

Sami zobaczcie:

Nie wiem czy pamiętacie, ale siedem miesięcy temu opisywałam na tym blogu bardzo ciekawą wygraną sprawę z ZUS. Kiedy o niej pisałam, wyrok jeszcze nie był prawomocny.

Teraz „uprzejmie donoszę”, że wyrok jest już prawomocny. ZUS poprzestał tylko na pisemnym uzasadnieniu wyroku i nie wniósł apelacji. Takie zachowanie należy do rzadkości. Ale muszę przyznać, że Sąd Okręgowy napisał piękne uzasadnienie w tej sprawie, dokładnie wyjaśniając dlaczego ZUS nie miał racji.

Klientce zostały już wypłacone brakujące świadczenia, z odsetkami.

Bardzo ciekawa wygrana w sprawie przeciwko ZUS

Temida Jest Kobietą – wywiad

Dzisiaj dalszy ciąg nadrabiania zaległości na blogu.

Zaproszenie do rozmowy od Wróbli Temidy dostałam w kwietniu 2017 r. Wówczas musiałam odmówić, bowiem większość czasu spędzałam w szpitalu u mojej córki, która urodziła się w marcu, jako wcześniak.

Ostatecznie spotkaliśmy się na nagraniu w Państwomiasto w grudniu 2017 r. Materiał nagrany przez Panda TV jest już dostępny.

Jakub Przeorek i Paweł Śliwiński pytali mnie przede wszystkim o blogi i blogowanie, o wybór specjalizacji. Było trochę śmiesznie, trochę poważnie, ale głównie na luzie.

Jeżeli macie ochotę – zobaczcie:

 

Śmierć odwołującego to temat smutny, ale jak się niestety okazuje bardzo potrzeba wyjaśnień w kwestii – co dalej. Postanowiłam poruszyć ten temat na blogu, bowiem ostatnio pytają mnie o to najczęściej dzieci emerytowanych mundurowych, którzy sami wnosili swoje odwołania od decyzji ZER MSWiA lub BESW do sądu.

Decyzja ZER – gdzie się odwołać?

Podobnie się dzieje, gdy rodzina zawiadamia mnie, że mój Klient/klientka zmarł(a). Zazwyczaj padają wówczas pytania – co ze sprawą w sądzie, czy wszystko przepadło?

Sprawy z zakresu ubezpieczeń społecznych zazwyczaj mają wymiar fiskalny. Chodzi o pieniądze – świadczenie: emeryturę, rentę, zasiłek chorobowy, albo o wysokość tych świadczeń. Nawet sprawy o podleganie ubezpieczeniom społecznym mają wymiar pieniężny, bo wydano je odmawiając także świadczenia.

Gdy umiera strona procesu (w sprawach z zakresu ubezpieczeń społecznych będzie to zawsze odwołujący) sprawa sądowa wcale nie musi dobiec końca.

Zawieszenie postępowania

Najpierw sąd zawiesi ją z urzędu, na podstawie art. 174 k.p.c.

§ 1. Sąd zawiesza postępowanie z urzędu:
1) w razie śmierci strony lub jej przedstawiciela ustawowego, utraty przez nich zdolności procesowej, utraty przez stronę zdolności sądowej lub utraty przez przedstawiciela ustawowego charakteru takiego przedstawiciela;

Takie postępowanie może zostać wznowione z urzędu, gdy sąd dowie się, że ustała przyczyna zawieszenia:

art. 180 k.p.c.:

§ 1. Sąd postanowi podjąć postępowanie z urzędu, gdy ustanie przyczyna zawieszenia, w szczególności:
1) w razie śmierci strony – z chwilą zgłoszenia się lub wskazania następców prawnych zmarłego albo z chwilą ustanowienia we właściwej drodze kuratora spadku;
W takim przypadku postępowanie będzie się toczyło z udziałem spadkobierców. Oczywiście sprawa będzie dotyczyła tylko czasu do śmierci strony.

Jakie dokumenty są potrzebne

Przede wszystkim potrzebny jest akt zgonu, żeby sąd mógł zawiesić postępowanie. A następnie, aby je wznowić: poświadczenie dziedziczenia lub stwierdzenie nabycia spadku.

Kwestia wznowienia postępowania może być ważna zwłaszcza dla osób uprawnionych do renty po zmarłym.

Przykład:

W dniu 1 czerwca 2018 r. zmarł Pan Kazimierz, były policjant, który w ubiegłym roku otrzymał od ZER MSWiA decyzję obniżającą jego emeryturę od 1.10.2017 r. Pan Kazimierz  korzystając z pomocy złożył odwołanie od tej decyzji, jego sprawa trafiła do sądu.

Po jego śmierci żona Krystyna otrzymała rentę rodzinną, jednakże jest ona wypłacana na podstawie art. 24 a ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym (służb mundurowych). W przypadku Pani Krystyny wysokość renty rodzinnej ustala się na podstawie świadczenia, które przysługiwało zmarłemu. Gdyby natomiast w postępowaniu sądowym sąd uznał decyzję ZER MSWiA za niesłuszną i ją zmienił (tym samym przywracając pierwotny sposób naliczenia emerytury Pana Kazimierza) to na tym skorzysta też Pani Krystyna, której renta rodzinna by wzrosła. Pani Krystynie przysługiwałoby też wyrównanie świadczenia od daty nabycia prawa do niego.

Ten przykład w prosty sposób pokazuje, że śmierć strony postępowania sądowego nie musi oznaczać umorzenia postępowania.

Jeśli masz  jakieś pytania, potrzebujesz pomocy prawnej w swojej sprawie, napisz do mnie:

kancelaria@przyborowska.eu lub użyj poniższego formularza

Specjalizacja: ubezpieczenia społeczne

Ubezpieczenia społeczne nie są lubianą dziedziną wśród prawników. Choćby dlatego, że nie wystaczy tylko przeczytać jednej czy drugiej ustawy, potrzebne jest doświadczenie i znajomość specyfiki postępowania. W tym przypadku procedura administracyjna miesza się z cywilną. Koszty zastępstwa procesowego za poprowadzenie sprawy o emeryturę, rentę czy zasiłek są śmiesznie niskie (180 zł) i nie przystają do cen rynkowych za poprowadzenie sprawy. Klientami są osoby fizyczne, a nie klient biznesowy, z założenia – lepiej wypłacalny. „ZUS-y – srusy” tak powiedziała mi pewna młoda prawniczka, marząca o wielkiej karierze, na początku swojej drogi w zawodzie, gdy usłyszała jakie sprawy prowadzę.

Ja tam jednak lubię prowadzić takie sprawy, a najlepiej je wygrywać.

Bo za każdą taką sprawą kryje się konkretna osoba i jej potrzeby. Nic tak nie cieszy jak „wygrany” zasiłek macierzyński, gdy przez trzy lata ZUS nic nie wypłacił; czy „wygranie” dodatkowych 400 zł do  comiesięcznej emerytury.

Sprawa z zakresu ubezpieczeń społecznych, może „dotknąć” każdego z Nas. A to ZUS źle przeliczy kapitał początkowy,  albo nie uzna kogoś za ubezpieczonego, a to ZER MSWiA odmówi renty rodzinnej. Przykłady można mnożyć.

#wolnesądy

I dlatego dla każdego z Nas powinna być ważna niezawisłość sądownicza i trójpodział władzy, bez politycznego nacisku na sądy i sędziów. Reforma sądownictwa jest potrzebna, ale nie przepychana kolanem, po nocach, z kilkoma nowelizacjami po drodze, bo ustawodawca „o czymś zapomniał”, z „omijaniem” konstytucji, bez konsultacji społecznych i opinii środowiska prawniczego.

Nie jestem konstytucjonalistką, ani legislatorką więc nie mam zamiaru się wymądrzać. Ale proszę zastanówcie się, dlaczego władza ustawodawcza odgradza się od Suwerena barierkami i kordonem Policji?

Niezawisłe i sprawnie działające sądy są gwarancją rzetelnego procesu dla każdego z Nas. Jest to ważne w każdej sprawie z zakresu ubezpieczeń społecznych czy prawa pracy. Sądy muszą ważyć interes obywatela i państwa. Każda emerytura, renta czy zasiłek płacony jest przecież z naszych składek, ale z budżetu państwa. Wyrok zmieniający decyzję ZUS w praktyce często pociąga za sobą wypłatę pieniędzy dla obywatela.

Co się stanie, gdy sędziowie ulegną naciskom i interes fiskalny państwa będzie ważniejszy? Czy pracownik w sporze z pracodawcą – spółką skarbu państwa będzie miał szansę na obronę swoich racji? Czy pozew przeciwko szpitalowi publicznemu, w sytuacji błędu medycznego będzie miał jeszcze sens?

Sprawa z zakresu ubezpieczeń społecznych dotycząca unijnej koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego (gdy Polak lub Polka posiadał / nie posiadał ubezpieczenie społeczne w innym państwie członkowskim) stała się przyczyną do zadania przez SN pytań Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

O co pyta Sąd Najwyższy możecie przeczytać tutaj.

 

Problematyczny art. 48a

Gdy w styczniu 2016 r. w życie wchodziła nowelizacja ustawy zasiłkowej (ta, która miała ukrócić „wyłudzanie” wysokich zasiłków) na urzędników w ZUSie padl blady strach, bo nikt nie wiedział jak liczyć świadczenia na nowych zasadach.

Artykuł 48 a jest bowiem tak napisany, że mało kto na początku wiedział jak świadczenia ubezpieczonym dobrowolnie liczyć.

Zobaczcie sami:

Art.  48a. [Podstawa wymiaru zasiłku chorobowego]

  1. W przypadku ubezpieczonego, dla którego podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe stanowi zadeklarowana kwota, podlegającego ubezpieczeniu chorobowemu przez okres krótszy niż okres, o którym mowa w art. 48 ust. 1, podstawę wymiaru zasiłku chorobowego stanowi suma:

1) przeciętnej miesięcznej najniższej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, po odliczeniach, o których mowa w art. 3 pkt 4, za pełne miesiące kalendarzowe ubezpieczenia, z których przychód podlega uwzględnieniu w podstawie wymiaru zasiłku, oraz

2) kwoty stanowiącej iloczyn jednej dwunastej przeciętnej kwoty zadeklarowanej jako podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, w części przewyższającej najniższą podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, po odliczeniach, o których mowa w art. 3 pkt 4, za pełne miesiące kalendarzowe ubezpieczenia, z których przychód podlega uwzględnieniu w podstawie wymiaru zasiłku, oraz liczby tych miesięcy

2.Jeżeli okres ubezpieczenia chorobowego rozpoczął się po przerwie nieprzekraczającej 30 dni od ustania ubezpieczenia chorobowego z innego tytułu, w liczbie pełnych miesięcy kalendarzowych ubezpieczenia, o której mowa w ust. 1 pkt 2, uwzględnia się również pełne miesiące kalendarzowe ubezpieczenia z poprzedniego tytułu. Liczba pełnych miesięcy kalendarzowych ubezpieczenia uwzględnionych z poprzedniego i aktualnego tytułu nie może przekraczać 12.

3.W przypadku, o którym mowa w ust. 2, przy ustalaniu podstawy wymiaru zasiłku chorobowego przyjmuje się przeciętną miesięczną najniższą podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe oraz przeciętną kwotę zadeklarowaną jako podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe za pełne miesiące kalendarzowe ubezpieczenia, w części przewyższającej najniższą podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, o których mowa w ust. 1, za okres pełnych miesięcy kalendarzowych ubezpieczenia z aktualnego tytułu.

4. Jeżeli przerwa w ubezpieczeniu chorobowym, o której mowa w ust. 2, nie jest związana z ustaniem tytułu do ubezpieczeń społecznych, a związana jest jedynie z nieopłaceniem składki na ubezpieczenie chorobowe bądź z opóźnieniem w jej opłaceniu, w podstawie wymiaru zasiłku uwzględnia się również przeciętny miesięczny przychód za miesiące przed przerwą.

5. Jeżeli ubezpieczony przez cały okres wykonywania pozarolniczej działalności deklaruje podstawę wymiaru składek w kwocie nie niższej niż określona w art. 18 ust. 8 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, za najniższą podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, o której mowa w ust. 1, uważa się kwotę określoną w art. 18 ust. 8ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Wyliczenia

Najwięcej problemów jest z wyliczeniem zasiłków osobom, które opłacają dobrowolne ubezpieczenie chorobowe po zmianie tytułu tego ubezpieczenia (np. po zakończeniu umowy o pracę kontynuujemy ubezpieczenie chorobowe dobrowolnie z tytułu umowy zlecenia lub prowadząc działalność gospodarczą).

Gubią się księgowe, zapisy błędnie interpretuje też wielu prawników (trafiła do mnie klientka z błędną poradą udzieloną przez panią mecenas zajmującą się ubezpieczeniami społecznymi). ZUS też błędnie liczy, ale robi tak raczej z oszczędności, by często płacić niższe zasiłki, a nie z niewiedzy.

Bo w decyzji jest przecież jasno napisane jak ZUS to wyliczył i laik niestety może się w tym pogubić.

Odwołań od błędnych decyzji co do podstawy wymiaru świadczeń (oczywiście zaniżonych) przybywa „z siłą wodospadu”. Najczęściej bowiem ZUS wylicza świadczenie stosując art. 48 a ust. 1 zapominając, że dla osób kontynuujących ubezpieczenie zasiłki wylicza się stosując ust. 2 i 3 tego przepisu.

Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Podam Wam przykład jednej ze spraw, którą prowadziłam:

Moja Klientka prowadziła działalność gospodarczą i jednocześnie pracowała na etacie z pensją powyżej pensji minimalnej. Po zakończeniu umowy o pracę zaczęła oplacać składki na ubezpieczenie chorobowe, od najwyższej podstawy wymiaru składek. Po dwóch miesiącach zaczęła chorować.  Różnica w podstawie wymiaru zasiłku chorobowego ustalonej przez ZUS, a wywalczonej w sądzie wynosiła ponad 6 tys zł! I nie chodziło wcale o wysokość pensji podczas pracy na etacie, bowiem ta nie jest brana pod uwagę.

Co zrobi ZUS gdy sprawa trafi do sądu

Gdy piszę odwołanie od tego typu decyzji spotkałam się z trzema praktykami oddziałów ZUS:

  1. w trakcie procesu ZUS sam zmienia decyzję o podstawie wymiaru zasiłku, zwłaszcza gdy sąd nakłada na niego obowiązek wyliczenia hipotetycznego zasiłku zgodnie z żądaniem zawartym w odwołaniu. ZUS traktowany jest wówczas jako przegrany i ponosi koszty postępowania;
  2. po przegranym procesie w I instancji ZUS występuje tylko o uzasadnienie wyroku i nie składa apelacji;
  3. zdarzają się apelacje, w praktyce powtarzające argumentację zawartą w zaskarżonej decyzji.

Jeżeli płacicie składkę chorobową dobrowolnie, opłacacie składki od podstawy wyższej niż minimalna i przyjdzie Wam korzystać z zasiłku chorobowego, macierzyńskiego lub opieki na dziecko to uważnie czytajcie ten przepis, a potem policzcie czy ZUS wypłacił Wam tyle, ile trzeba.

Jeśli masz  jaieś pytania, potrzebujesz pomocy prawnej w swojej sprawie, napisz do mnie:

Wygrana z ZUS

Takie wygrane, jak ta, którą zaraz opiszę lubię najbardziej.

Sprawa znalazła swój szczęśliwy finał po ponad 3 latach od wydania decyzji.

Klientka trafiła do mnie kilka dni po tym, jak Sąd Okręgowy wydał wyrok oddalający jej odwołanie od decyzji ZUS. Kiedy przeczytałam protokoły rozraw, a następnie sporządzone przez sąd pisemne uzasadnienie wyroku to nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać… Oczywistym było, że składamy apelację, bo lista zarzutów do wyroku była spora….

Klientka przed założeniem działalności gospodarczej pracowała na umowę zlecenie. Pracując awansowała, aż w końcu pojawiła się propozycja kierowania zespołem osób, wiążąca się z dużą odpowiedzialnością oraz szeregiem nowych obowiązków. Strony umówiły się, że moja Klientka rozpocznie prowadzenie działalności i za wykonywane prace będzie wystawiać faktury. Wynagrodzenie co miesiąc było dużo wyższe, od dotychczasowego.

Ten fakt nie umknął ZUSowi, który argumentował, że przecież moja Klientka nigdy dotąd tyle nie zarabiała, więc teraz naciąga system na wypłatę wysokiego świadczenia. Argumentację tę poparł również sąd, który dal wiarę wszystkim świadkom, uznał ich zeznania za spójne i logiczne, uznał wszystkie dokumenty zgromadzone w sprawie, a następnie stwierdził, że co prawda praca była wykonywana, ale moja Klientka powinna ją dalej wykonywać jako zlecenie, nie zaś w ramach działalności gospodarczej. Stąd też odmówił prawa do ubezpieczenia z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej.  Wychodzi więc na to, że zdaniem ZUS i Sądu jeżeli kiedykolwiek pracowało się na umowę zlecenia to dalej powinno się w tej formie pracować, oczywiście bez podwyżki, bo inaczej od razu „naciągamy system”.

Apelacja

Apelacja wpłynęła do Sądu Apelacyjnego w grudniu 2016 r. i została rozpatrzona przez sąd w tym miesiącu. Co ciekawe ZUS nie wniósł odpowiedzi na apelację.

Sąd II instancji w całości zmienił rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego uznając, że w spornym okresie działalność gospodarcza jak najbardziej była prowadzona, co oznacza, że moja Klientka była objęta ubezpieczeniem emerytalnym, rentowym, zdrowotnym i dobrowolnym chorobowym.

Tłem całej sprawy była kwestia wypłaty zasiłku macierzyńskiego , którego ZUS nie wypłacił. Teraz będzie musiał zmienić decyzję odmowną i wypłacić to świadczenie, choć zapewne jeszcze trochę to potrwa.

Jestem bardzo ciekawa, czy wypłaci świadczenie z odsetkami, czy bez.

Na końcu pojawia się pytanie – czy ta sprawa musiała tyle trwać. Być może, gdyby Klientka miała pełnomocnika już w I instancji nie trzeba  byłoby pisać apelacji, choć wtedy apelację od wyroku złożyłby pewnie ZUS. Najdłużej sprawa toczyła się przed Sądem Apelacyjnym, bo od wpływu apelacji do jej rozpatrzenia minęło 20 miesięcy…

Trwa to tyle przez braki kadrowe i często wakaty sędziowskie. A skargi na przewlwkłość może „nie opłaca” się wnosić.

Wielu obywateli uważa, że zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, czy obecnie w Sądzie Najwyższym go nie dotyczą. Czasami, o tym jak ważne jest niezawisłe sądownictwo przekonują się bardzo szybko.

W minionym tygodniu przekonała się o tym jedna z moich klientek, która już rok czeka na rozpatrzenie apelacji złożonej przez ZUS w sprawie, którą wygrałyśmy w I instancji.

Sprawa utknęła w Sądzie Apelacyjnym, z praktyki wiem, że od złożenia apelacji do daty rozprawy upływa w tym sądzie … 20 miesięcy. Dwa lata to sporo, zważywszy, że wcześniej sprawa toczyła się jeszcze przed Sądem Okręgowym.

Klientka pytała czy  jakoś można przyspieszyć sprawę np. pismem do sądu.

Owszem – napisać można, ale powód napisania pisma musiałby być wyjątkowy, żeby mógł odnieść skutek.

Możliwa jest jednak do wniesienia skarga na przewlekłość postępowania. Właściwie jest to skarga na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowyanym przez prokuratora i postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki.

W przypadku przewlekłości postępowania przed sądem apelacyjnym skargę należy wnieśc do Sądu Najwyższego.

I tu zaczynają się schody, bo obecnie mamy Sąd Najwyższy w zupełnej rozsypce. Nie wiadomo, którzy sędziowie są w stanie czynnym i mogą orzekać, jest wiele wakatów związanych z powstaniem zupełnie nowej izby i reorganizacją pozostałych izb. Autorzy ustawy twierdzą nawet, że obecnie Sąd Najwyższy nie ma I Prezesa!

Wydawać by się mogło, że to co dzieje się obecnie z Sądem Najwyższym jest bez znaczenia.

Gdyby moja klientka teraz zdecydowała by się wnieść skargę do Sądu Najwyszego to z dużym prawdopodobieństwem odniosłaby ona odwrotny skutek. Nie wiadomo kiedy Sąd Najwyższy by się sprawą zajął, czy nie będzie wątpliwości co do składu osobowego itd. Zamiast sprawę przyspieczyć skarga by ją spowolniła, nie wiadomo na jak długo akta sprawy przeleżałyby w Sądzie Najwyższym.

Ze skargi zrezygnowałyśmy i nadal czekamy na wyznaczenie terminu i rozpatrzenie apelacji ZUS.

Dlaczego o tym wspominam?

Wielu znas wydaje się, że to co się dzieje z Trybunałem Konstytucyjnym (wystarczy spojrzeć choćby na to jak bardzo spadła liczba rozpatrywanych spraw) Czy Sądem Najwyższym jest mało interesujące i obchodzi tylko prawników i polityków. No bo kto będzie sobie zaprzątał głowę kolejną nowelizacją ustawy o SN czy kwestią tzw. „sędziów dublerów” w TK, przecież te sądy nie zajmują się sprawami zwykłych obywateli.

Postrzeganie problemu zmienia się z momentem, gdy dokonywane zmiany uderzają rykoszetem w Nas samych.

 

 

Ten przewrotny tytuł zapowiada post o ekonomice procesowej i szybkości postępowania.

Każdy kto wnosi sprawę do sądu chce żeby była rozpatrzona szybko, bez wielorotnego stawiennictwa w sądzie, oraz jak to mówią prawnicy – bez pustych terminów, czyli takich na których w sprawie nie działo się nic merytorycznego.

Kodeks postępowania cywilnego zawiera nawet specjalny artykuł dotyczący szybkości postępowania:

art. 6 

§ 1. Sąd powinien przeciwdziałać przewlekaniu postępowania i dążyć do tego, aby rozstrzygnięcie nastąpiło na pierwszym posiedzeniu, jeżeli jest to możliwe bez szkody dla wyjaśnienia sprawy.
§ 2. Strony i uczestnicy postępowania obowiązani są przytaczać wszystkie okoliczności faktyczne i dowody bez zwłoki, aby postępowanie mogło być przeprowadzone sprawnie i szybko.
O ile przewlekanie sprawy przez przeciwnika mogę jakoś przeboleć i założyć, że to taka taktyka procesowa. Ale fakt, że to przez sąd zjawiłam się w imieniu klienta na pustym terminie – już nie bardzo.

Opowiem Wam historię:

Zawiadomienie o terminie rozprawy (termin w lipcu) przyszło do kancelarii z początkiem kwietnia. Sprawa z gatunku ubezpieczeniowych – ZUS w kilku decyzjach odmówił wypłaty świadczeń, a rzecz rozbija się o interpretację przepisów. Jedna sprawa zakończyła się już nieprawomocnie „naszą wygraną” czyli zmianą decyzji przez sąd, sprawa sprzed kilku dni dotyczy dwóch odwołań, kolejne dwie sprawy w toku.

Ekonomika procesowa i stanie w korku 😉

Dzień przed rozprawą dzwonię do sądu z zapytaniem czy sprawa się odbędzie. Jest na wokandzie. Odbędzie się.
No to jadę na tę rozprawę do sądu na drugim końcu Warszawy. Kilkanaście kilometrów jadę w porannym korku prawie godzinę. Drogę umila mi radio (aktualnie Eska Rock). Nawet udaje mi się zaparkować na przedostatnim wolnym miejscu na parkingu sądowym.
Sprawa na wokandzie wisi jako pierwsza, tyle dobrego, że nie będzie opóźnienia. Ale jest. Dziesięć minut. Sąd na salę przychodzi punktualnie, ale chyba przegląda akta.
Sprawa wywołana. Wchodzę. Jestem sama, ze strony ZUS nikt się nie pojawił. Myślę sobie – będzie szybko, może nawet sąd wyda wyrok.
Co się okazało? Pełnomocnik ZUS nie został zawiadomiony! Co więcej akta nadesłane przez organ nie zawierają jednej decyzji, ani odpowiedzi na odwołanie.  Nie pozostało nic innego, jak odroczenie rozprawy na kolejny termin. Sąd zobowiązał ZUS do nadesłania brakującej decyzji, oraz ….odpowiedzi na odwołanie (ZUS powinien taką odpowiedź przesłać do sądu razem z odwołaniem).
Mamy więc klasyczny pusty termin, straciłam tylko czas. A całej stytuacji udałoby się uniknąć, gdyby sąd w kwietniu wyznaczając termin na lipiec dokładnie przejrzał akta i zobowiązał ZUS do tego do czego zobowiązał go teraz (uzupełnione akta miałby na rozprawie), a np. w czerwcu żeby ktoś sprawdził, czy zawiadomienia o rozprawie wysłano do stron.
Wracam więc, dalej w korku, bo ten poranny jeszcze nie minął.
Całe szczęście w radiu puścili najnowszy hit Dawida Podsiadły, którego bardzo lubię. Nawet udało mi się upolować bilety (rozeszły się jak ciepłe bułki) na jego grudniowy koncert w Warszawie. Może więc z kimś z Was spotkam się na Torwarze?

Humor mi się poprawił.
Tylko czy trzeba było zmarnować tyle czasu i pieniędzy (nawet jeżeli postępowanie jest bezpłatne, to jego koszty ponosi Skarb Państwa, czyli my wszyscy), żebym   mogła sobie posłuchać małomiasteczkowej piosenki stojąc w korku na wisłostradzie?
Z tym pytaniem zostawiam Państwa do kolejnego wpisu na TemidaJestKobieta.pl 🙂

Zus skontroluje pielęgniarki na zwolnieniach lekarskich, tak zapowiedział minister Szumowski. Chodzi o sprawę pielęgniarek jednego z lubelskich szpitali, które masowo udają się na zwolnienia lekarskie (jest to rodzaj formy protestu).

O co zatem chodzi w kontrolach  i co wolno ZUS w tym zakresie

Przede wszystkim musisz wiedzieć, że ZUS może sprawdzać:

  1. zasadność wystawienia zwolnienia lekarskiego, kierując chorego do lekarza orzecznika, który stwierdzi, czy zwolnienie było potrzebne;
  2. prawidłowość wykorzystywania zwolnienia przez ubezpieczonego (chorego).

Jeżeli ZUS będzie miał wątpliwość, czy „chory jest rzeczywiście chory” to prześle wezwanie do stawiennictwa u lekarza orzecznika ZUS. Jeżeli orzecznik potwierdzi diagnozę, ZUS wypłaci zasiłek chorobowy. Jeżeli orzecznik zwolnienie zakwestionuje można od takiego orzeczenia złożyć sprzeciw do komisji lekarskiej, złożonej z 3 lekarzy. Dopiero jej orzecznie będzie podstawą do odmowy lub wypłaty zasiłku przez ZUS.

Natomiast jeżeli chodzi o prawidłowość wykorzystywania zwolnienia lekarskiego chodzi o to, czy chory nie wykorzystuje zwolnienia niezgodnie z jego przeznaczeniem.

Przede wszystkim zakazana jest praca, ta dodatkowa także. W przypadku pielęgniarek podczas zwolnienia lekarskiego nie można brać np. dodatkowych dyżurów w innym szpitalu, czy opiekować się chorymi w ramach prowadzonej własnej działalności gospodarczej.

Oczywiście w grę nie wchodzi również żaden wyjazd wakacyjno-urlopowy w kraju i zagranicą. Wypad do kina, teatru, na wrenisaż także. Nawet jeżeli ma się zwolnienie, które nie jest tzw. zwolnieniem leżącym. Co więcej nawet aktywność na portalach społecznościowych może być podejrzana, o czym pisałam np. tutaj.

A co choremu wolno

Oczywiście wolno chodzić na kontrolne wizyty lekarskie czy badania, do apteki aby wykupić leki, na pocztę żeby wysłać zwolnienie lekarskie pracodawcy (lub do ZUS). Można także robić podstawowe zakupy, jeżeli nie ma możliwości aby zrobił je nam ktoś inny. W praktyce wolno wszystko to, co jest niezbędne choremu do normalnego funkcjonowania w trakcie choroby.

A na wezwanie ZUS nawet trzeba stawić się na badaniu u lekarza orzecznika.

Uprawnienia pracodawcy w przypadku choroby pracownika

W przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę w tak dużych podmiotach jak szpital (czyli u pracodawców zatrudniających powyżej 20 pracowników) warto wiedzieć, że za pierwsze 33 dni zwolnienia lekarskiego w roku zasiłek chorobowy wypłaca pracodawca. Potem wypłatę przejmuje ZUS.

Trzeba też wiedzieć, że pracodawca w przypadku podejrzenia niewłaściwego wykorzystywania zwolnienia lekarskiego przez pracownika może wystąpić do ZUS o wyjaśnienie sprawy, a pracodawca zatrudniający powyżej 20 pracowników taką kontrolę może przeprowadzić sam.

Jak wygląda kontrola

Kontrolę przerowadzają inspektorzy ZUS (lub oddelegowanie pracownicy pracodawcy) w miejscu zamieszkania lub pobytu chorego. Kontrolować można także w kolejnej pracy, czy w miejscu, w którym prowadzona jest działalność gospodarcza.

Jeżeli w wyniku kontroli okaże się, że zwolnienie byłó wykorzystywane w sposób niezasadny to ZUS wyda decyzję o zwrocie świadczenia za cały okres tego zwolnienia.

Oczywiście od takiej decyzji przysługuje odwołanie do sądu, o czym możesz przeczytać w wielu wpisach na tym blogu.