Ten przewrotny tytuł zapowiada post o ekonomice procesowej i szybkości postępowania.

Każdy kto wnosi sprawę do sądu chce żeby była rozpatrzona szybko, bez wielorotnego stawiennictwa w sądzie, oraz jak to mówią prawnicy – bez pustych terminów, czyli takich na których w sprawie nie działo się nic merytorycznego.

Kodeks postępowania cywilnego zawiera nawet specjalny artykuł dotyczący szybkości postępowania:

art. 6 

§ 1. Sąd powinien przeciwdziałać przewlekaniu postępowania i dążyć do tego, aby rozstrzygnięcie nastąpiło na pierwszym posiedzeniu, jeżeli jest to możliwe bez szkody dla wyjaśnienia sprawy.
§ 2. Strony i uczestnicy postępowania obowiązani są przytaczać wszystkie okoliczności faktyczne i dowody bez zwłoki, aby postępowanie mogło być przeprowadzone sprawnie i szybko.
O ile przewlekanie sprawy przez przeciwnika mogę jakoś przeboleć i założyć, że to taka taktyka procesowa. Ale fakt, że to przez sąd zjawiłam się w imieniu klienta na pustym terminie – już nie bardzo.

Opowiem Wam historię:

Zawiadomienie o terminie rozprawy (termin w lipcu) przyszło do kancelarii z początkiem kwietnia. Sprawa z gatunku ubezpieczeniowych – ZUS w kilku decyzjach odmówił wypłaty świadczeń, a rzecz rozbija się o interpretację przepisów. Jedna sprawa zakończyła się już nieprawomocnie „naszą wygraną” czyli zmianą decyzji przez sąd, sprawa sprzed kilku dni dotyczy dwóch odwołań, kolejne dwie sprawy w toku.

Ekonomika procesowa i stanie w korku 😉

Dzień przed rozprawą dzwonię do sądu z zapytaniem czy sprawa się odbędzie. Jest na wokandzie. Odbędzie się.
No to jadę na tę rozprawę do sądu na drugim końcu Warszawy. Kilkanaście kilometrów jadę w porannym korku prawie godzinę. Drogę umila mi radio (aktualnie Eska Rock). Nawet udaje mi się zaparkować na przedostatnim wolnym miejscu na parkingu sądowym.
Sprawa na wokandzie wisi jako pierwsza, tyle dobrego, że nie będzie opóźnienia. Ale jest. Dziesięć minut. Sąd na salę przychodzi punktualnie, ale chyba przegląda akta.
Sprawa wywołana. Wchodzę. Jestem sama, ze strony ZUS nikt się nie pojawił. Myślę sobie – będzie szybko, może nawet sąd wyda wyrok.
Co się okazało? Pełnomocnik ZUS nie został zawiadomiony! Co więcej akta nadesłane przez organ nie zawierają jednej decyzji, ani odpowiedzi na odwołanie.  Nie pozostało nic innego, jak odroczenie rozprawy na kolejny termin. Sąd zobowiązał ZUS do nadesłania brakującej decyzji, oraz ….odpowiedzi na odwołanie (ZUS powinien taką odpowiedź przesłać do sądu razem z odwołaniem).
Mamy więc klasyczny pusty termin, straciłam tylko czas. A całej stytuacji udałoby się uniknąć, gdyby sąd w kwietniu wyznaczając termin na lipiec dokładnie przejrzał akta i zobowiązał ZUS do tego do czego zobowiązał go teraz (uzupełnione akta miałby na rozprawie), a np. w czerwcu żeby ktoś sprawdził, czy zawiadomienia o rozprawie wysłano do stron.
Wracam więc, dalej w korku, bo ten poranny jeszcze nie minął.
Całe szczęście w radiu puścili najnowszy hit Dawida Podsiadły, którego bardzo lubię. Nawet udało mi się upolować bilety (rozeszły się jak ciepłe bułki) na jego grudniowy koncert w Warszawie. Może więc z kimś z Was spotkam się na Torwarze?

Humor mi się poprawił.
Tylko czy trzeba było zmarnować tyle czasu i pieniędzy (nawet jeżeli postępowanie jest bezpłatne, to jego koszty ponosi Skarb Państwa, czyli my wszyscy), żebym   mogła sobie posłuchać małomiasteczkowej piosenki stojąc w korku na wisłostradzie?
Z tym pytaniem zostawiam Państwa do kolejnego wpisu na TemidaJestKobieta.pl 🙂

Zus skontroluje pielęgniarki na zwolnieniach lekarskich, tak zapowiedział minister Szumowski. Chodzi o sprawę pielęgniarek jednego z lubelskich szpitali, które masowo udają się na zwolnienia lekarskie (jest to rodzaj formy protestu).

O co zatem chodzi w kontrolach  i co wolno ZUS w tym zakresie

Przede wszystkim musisz wiedzieć, że ZUS może sprawdzać:

  1. zasadność wystawienia zwolnienia lekarskiego, kierując chorego do lekarza orzecznika, który stwierdzi, czy zwolnienie było potrzebne;
  2. prawidłowość wykorzystywania zwolnienia przez ubezpieczonego (chorego).

Jeżeli ZUS będzie miał wątpliwość, czy „chory jest rzeczywiście chory” to prześle wezwanie do stawiennictwa u lekarza orzecznika ZUS. Jeżeli orzecznik potwierdzi diagnozę, ZUS wypłaci zasiłek chorobowy. Jeżeli orzecznik zwolnienie zakwestionuje można od takiego orzeczenia złożyć sprzeciw do komisji lekarskiej, złożonej z 3 lekarzy. Dopiero jej orzecznie będzie podstawą do odmowy lub wypłaty zasiłku przez ZUS.

Natomiast jeżeli chodzi o prawidłowość wykorzystywania zwolnienia lekarskiego chodzi o to, czy chory nie wykorzystuje zwolnienia niezgodnie z jego przeznaczeniem.

Przede wszystkim zakazana jest praca, ta dodatkowa także. W przypadku pielęgniarek podczas zwolnienia lekarskiego nie można brać np. dodatkowych dyżurów w innym szpitalu, czy opiekować się chorymi w ramach prowadzonej własnej działalności gospodarczej.

Oczywiście w grę nie wchodzi również żaden wyjazd wakacyjno-urlopowy w kraju i zagranicą. Wypad do kina, teatru, na wrenisaż także. Nawet jeżeli ma się zwolnienie, które nie jest tzw. zwolnieniem leżącym. Co więcej nawet aktywność na portalach społecznościowych może być podejrzana, o czym pisałam np. tutaj.

A co choremu wolno

Oczywiście wolno chodzić na kontrolne wizyty lekarskie czy badania, do apteki aby wykupić leki, na pocztę żeby wysłać zwolnienie lekarskie pracodawcy (lub do ZUS). Można także robić podstawowe zakupy, jeżeli nie ma możliwości aby zrobił je nam ktoś inny. W praktyce wolno wszystko to, co jest niezbędne choremu do normalnego funkcjonowania w trakcie choroby.

A na wezwanie ZUS nawet trzeba stawić się na badaniu u lekarza orzecznika.

Uprawnienia pracodawcy w przypadku choroby pracownika

W przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę w tak dużych podmiotach jak szpital (czyli u pracodawców zatrudniających powyżej 20 pracowników) warto wiedzieć, że za pierwsze 33 dni zwolnienia lekarskiego w roku zasiłek chorobowy wypłaca pracodawca. Potem wypłatę przejmuje ZUS.

Trzeba też wiedzieć, że pracodawca w przypadku podejrzenia niewłaściwego wykorzystywania zwolnienia lekarskiego przez pracownika może wystąpić do ZUS o wyjaśnienie sprawy, a pracodawca zatrudniający powyżej 20 pracowników taką kontrolę może przeprowadzić sam.

Jak wygląda kontrola

Kontrolę przerowadzają inspektorzy ZUS (lub oddelegowanie pracownicy pracodawcy) w miejscu zamieszkania lub pobytu chorego. Kontrolować można także w kolejnej pracy, czy w miejscu, w którym prowadzona jest działalność gospodarcza.

Jeżeli w wyniku kontroli okaże się, że zwolnienie byłó wykorzystywane w sposób niezasadny to ZUS wyda decyzję o zwrocie świadczenia za cały okres tego zwolnienia.

Oczywiście od takiej decyzji przysługuje odwołanie do sądu, o czym możesz przeczytać w wielu wpisach na tym blogu.

 

 

 

 

 

Ustawa dezubekizacyjna obniżyła świadczenia wielu byłym mundurowym. Dotknęła także osoby, które nigdy munduru nie nosiły (np. sportowców), dzieci czy wdowy lub wdowców po zmarłych funkcjonariuszach.

Nie będę tutaj opisywała dlaczego ustawa jest zła, sprzeczna z konstytucją i porządkiem prawnym. Bo ten post będzie trochę o czymś innym.

Będzie o tym jak „ciężko” pracują pracownicy Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA. Nie od dzisiaj wiadomo, że ZER został zalany odwołaniami od decyzji. Procedura jest bowiem taka, że odwołanie do sądu wypływa wpierw do ZER, który musi się do niego ustosunkować. Jeżeli odwołanie jest niezasadne zobowiązany jest przekazać sprawę do Sądu. Niestety ustawa nie precyzuje w jakim terminie ZER ma to zrobić. Więc ZER się zwyczajnie nie spieszy.

Zobaczcie sami.

Zapracowany ZER MSWiA

Oto odpowiedź ZER na odwołanie w sprawie jednego z moich klientów, które zostało złożone na początku lipca 2017 r., czyli 8 miesięcy temu.

Odpowiedź na odwołanie nosi datę 13.02.2018 r., dotarła do kancelarii dopiero w ubiegłym tygodniu, czyli teoretycznie po miesiącu od daty przygotowania pisma. ZER jest w tej sprawie reprezentowany przez dwóch pełnomocników: radcę prawnego i aplikanta radcowskiego występującego jako pracownik ZER. Obaj muszą być tak strasznie zapracowali, że przez miesiąc, który upłynął od powstania pisma, do jego wysyłki żaden nie zdążył go podpisać! Jestem bardzo ciekawa, czy sąd też odebrał pismo bez podpisu 😉

Ktoś powie – może się zdarzyć. Owszem może, zazwyczaj w pośpiechu, gdy goni nas termin. Tutaj nic nikogo nie goniło, a osób do złożenia podpisu było aż dwie.

To nie pierwszy przypadek, kiedy z ZER dostaję niepodpisane czy niekompletne pismo. Niedawno trafiło też do kancelarii takie z nalepioną żółtą karteczką z napisem „wysłać do pełnomocnika emeryta” 😉 Ale było podpisane 🙂

W kontekście tego, jak długo czekają Odwołujący na rozpatrzenie ich sprawy, z tych niedociągnięć i opieszałości urzędniczej  jawi się smutny obraz. W tym przypadku upłynęło aż 8 miesięcy zanim sprawa  wpłynęła do sądu 🙁

 

Mimo, że ubezpieczeniami społecznymi zajmuję się od bardzo dawna (sprawdźcie np. ile lat prowadzę tego bloga) to nadal trafiają do mnie sprawy, o bardzo ciekawym stanie faktycznym. Oto ciekawa wygrana sprawa.

Opowiem Wam o sprawie, w której ZUS dwukrotnie prowadził postępowanie wyjaśniające na tym samym materiale dowodowym. Tylko za drugim razem doszedl do odmiennych wniosków.

Pani X przez lata prowadziła działalność gospodarczą, z sukcesami. W 2013 roku ją zawiesiła z powodów rodzinnych. Ciężko chorowali jej rodzice, którymi musiała się sama opiekować, drugie dziecko wymagało większej niż standardowa opieki.

Mniej więcej po dwóch latach sytuacja ustabilizowała się, i Pani X jako, że nigdy nie była typem „kury domowej” zapragnęła znowu nosić teczkę i chodzić na szpilkach, czyli wrócić do biznesu. Wznowienie działalności zbiegło się z informacją, o trzeciej ciąży. Pani X prężnie zabrała się do pracy. Wynajęła biuro, odświeżyła stare kontakty, dzwoniła, mailowała, wysyłała oferty, startowała w kilku przetargach. I nic. Tylko koszty. Dwa lata w branży Pani X obfitowały w wielkie zmiany, a Pani X mówiąc krótko, wypadła z rynku…Starała się na ten rynek wrócić, do tego stopnia, że z niemowlakiem pojechała na targi branżowe!

Oczywiście, gdy wystąpiła z wnioskiem o wypłatę zasiłku macierzyńskiego ZUS wszczął postępowanie wyjaśniające, w którym otrzymał wszystkie dokumenty świadczące o prowadzeniu działalności gospodarczej. Trochę to trwało, ale postępowanie zostało umorzone, a zasiłek wypłacony.

Kiedy zasiłek się skończył, najmłodszy syn ruszył do żłobka, mama wróciła do pracy. Ale zaczął się sezon chorób, najmłodsza latorośl więcej chorowała, niż była w placówce. Pani X więc kilka razy była na „opiece”.  ZUS widząc kolejny wniosek ponownie wszczął postępowanie, lecz tym razem odmówił wypłaty świadczeń, co więcej uznał, że działalność Pani X nie jest działalnością gospodarczą oraz, że „liczne zachorowania powodują, że nie jest zachowana ciągłość podejmowania działań niezbędna do uznania, że są one podejmowane w toku działalności gospodarczej” (czytaj: bo dzieci Pani chorują, to nie prowadzi Pani działalności). Tym samym ZUS uznał, że od chwili wznowienia prowadzenia działalności tak napawdę to jej nie prowadzi, a więc nie jest ubezpieczona.

Pani X się nie poddała, od decyzji wpłynęło odwołanie. Co więcej Pani X podjęła odważną decyzję i przygotowywała się do przebranżowienia firmy. Zabrało jej to kilka miesięcy (w tym czasie m. in. odbyła kursy i szkolenia), ale udało się. Żeby prowadzić nowy biznes wynajęła nawet większy lokal.Wyzdrowiała także mama Pani X, która w sytacjach awaryjnych może się zająć dziećmi Pani X.  I udało się! Firma zaczęła przynosić przychody. Z miesiąca na miesiąc są coraz większe, praca sprawia Pani X dużo radości (teraz Pani X pracuje z dziećmi). Do tego Pani X zaczęła szkolić innych, bierze udział w projekcie unijnym. Dzieje się dużo, dużo dobrego.

I teraz pytanie zasadnicze – czy naprawdę, tak jak uważa ZUS to nie jest działalność gospodarcza?

Sąd Okręgowy przyznał nam rację i uznał odwołanie za zasadne i zmienił decyzję ZUS (organ w postępowaniu sądowym był bierny). Zdaniem sądu prowadzenie działalności gospodarczej to nie tylko kwestia przychodu. Owszem, charakter zarobkowy jest ważny, ale często aby ten zarobek wypracować konieczne jest poniesienie wydatków (czyli kosztów), a strata w działalności, zwłaszcza w jej początkowym okresie jest zjawiskiem normalnym. To, że kobieta otwiera działalność (lub do niej powraca) chcąc mieć przy tym ochronę ubezpieczeniową jest działaniem racjonalnym. Fakt, że działalność jest nadal prowadzona, tylko potwierdza, że nie chodziło wyłącznie o ochronę ubezpieczeniową.

Wyrok jest nieprawomocny, ZUS może wnieść od niego apelację.

Jaki morał płynie z tej historii?

Taki, że nie zawsze działalność musi przynosić przychody, żeby uznać ma ona charakter zarobkowy.

Druga ważna rzecz – istotna jest ciągłość prowadzenia działalności. ZUS coraz częściej sprawdza osoby, które przez bardzo długi okres korzystały ze świadczeń. Zdarza się, że takie osoby dostają decyzje o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym nawet kilka lat wstecz, co oznacza także obowiązek zwrotu pobranych świadczeń.

 

 

Dzisiaj w sieci można przeczytać artykuł o byłym szefie BOR, którego, mówiąc kolokwialnie dopadła ustawa dezubekizacyjna.

To nie przypadek, ustawa jest tak napisana, że nawet oficerowie wybitnie zasłużeni dla naszego kraju po transformacji ustrojowej mogą spodziewać się obniżek świadczeń. Wystarczy bowiem jeden dzień pracy na rzecz „państwa totalitarnego” [pytanie retoryczne – czy Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem totalitarnym?] aby być objętym nowelizacją ustawy o  zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin.

Decyzja ministra

Co prawda w ustawie zapisano, że:

Minister właściwy do spraw wewnętrznych, w drodze decyzji, w szczególnie uzasadnionych przypadkach, może wyłączyć stosowanie art. 15c, art. 22a i art. 24a w stosunku do osób pełniących służbę, o której mowa w art. 13b, ze względu na:

1) krótkotrwałą służbę przed dniem 31 lipca 1990 r. oraz
2) rzetelne wykonywanie zadań i obowiązków po dniu 12 września 1989 r., w szczególności z narażeniem zdrowia i życia.

jednak powszechnie uważa się, że ten przepis (art. 8a ustawy) ma służyć ministrowi Błaszczakowi do zachowania uposażeń osób będących funkcjonariuszami w PRL, których  służba „podpada” pod definicję służby na rzecz państwa totalitarnego, a które obecnie są w partii rządzącej, lub są blisko z nią związane.

Kryteria są bardzo nieostre, bo nie wiadomo np. jak interpretować czasokres krótkotrwałej służby – miesiąc, rok, dwa, pięć? Dla każdej decyzji wydawanej przez Pana ministra ten okres może być inny. Bo być może ktoś po 1989 r. rzetelnie wykonywał zadania (np. podczas zagranicznych misji), ale służbę rozpoczął w 1988 r . i nie będzie to już krótkotrwała służba przed dniem 31.07.1990 r.

Odwołanie do sądu

W artykule wspomniano również o odwołaniach od decyzji do sądu. Mało kto wie, że oblężenie tak naprawdę przeżyje jeden wydział w Sądzie Okręgowym w Warszawie i zablokuje się pewnie na bardzo długi czas. Pisałam już o tym wcześniej we wpisie o tym gdzie odwołać się od decyzji ZER.

Decyzja ZER w Twojej skrzynce pocztowej

No i stało się – Zakład Emerytalno-Rentowy MSW zaczął wydawać decyzje o ponownym ustaleniu wysokości świadczeń (z urzędu), na podstawie nowelizacji ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin z dnia 16 grudnia 2016 r.

Każda taka decyzja jest nieprawomocna i można się od niej odwołać w ciągu 30 dni.

Odwołanie należy złożyć do Sądu Okręgowego XIII Wydział Ubezpieczeń w Warszawie. Ten wydział mieści się na ulicy Płockiej niedaleko nowo powstającej stacji metra, co powoduje trudności komunikacyjne w dotarciu do sądu.

Odwołania nie wysyłamy bezpośrednio do Sądu, ale za pośrednictwem Dyrektora ZER MSW.

Na decyzjach mamy także informację, że wszelką korespondencję  należy kierować do właściwego miejscowo (wg. miejsca zamieszkania) ZER MSW, co powoduje zamieszanie i trudność w ustaleniu komu i gdzie odwołanie wysłać.

  Decyzja ZER – gdzie zatem należy wysłać odwołanie?

W strukturze organizacyjnej ZER znajdują się Wydziały Ustalania Świadczeń (jest ich 5), a ich zadania są realizowane przez  16 zespołów regionalnych. Korespondencję należy prowadzić z właściwym wg. miejsca zamieszkania zespołem.

Odwołanie natomiast należy wnieść za pośrednictwem Dyrektora Zakładu Emerytalno-Rentowego.

Zgodnie z §  4 rozporządzenia Ministra MSWiA z dnia 2 marca 2004 r. w sprawie organu emerytalnego właściwego do ustalenia prawa do zaopatrzenia emerytalnego funkcjonariuszy Policji, Urzędu Ochrony Państwa, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu i Państwowej Straży Pożarnej oraz ich rodzin siedzibą Dyrektora ZER jest miasto Stołeczne Warszawa.

Zatem odwołanie należy złożyć w Warszawie, ul. Pawińskiego 17/21, .02-106 Warszawa

Gem, set, mecz. Będzie to wpis o zwycięstwie, ale nie o wygranym meczu tenisowym (takim jak np. ostatni pojedynek Agnieszki Radwańskiej).

A chodzi o emeryturę. Oczywiście nie moją, a mojej klientki (ja coraz mocniej powątpiewam w to, że gdy sama przejdę na emeryturę system zabezpieczenia społecznego będzie jeszcze istniał).

Wszystko zaczęło się zwyczajnie – od wniosku o emeryturę. ZUS w końcu przysłał decyzję o ustaleniu kapitału początkowego, a następnie decyzję o ustaleniu wysokości emerytury. Klientka (jak wielu świeżo upieczonych emerytów) doznała szoku czytając, ile dostanie co miesiąc świadczenia.

Przyszła do mnie z papierami. Co się okazało – że ZUS nie uznał jej pewnego ważnego okresu zatrudnienia. A powód był prozaiczny – brakowało imiennej pieczątki osoby podpisującej świadectwo pracy. I przez to jej emerytura była zaniżona.

Odwołanie

Oczywiście zostało przygotowane i wysłane do sądu (ale za pośrednictwem ZUS) odwołanie.

Nie wiem czy wiesz, ale każde odwołanie od decyzji najpierw trafia do ZUS i organ ten ma 30 dni na rozpatrzenie tego odwołania. Może się do niego przychylić i wówczas zmienia swoją decyzję (tak było np. w sprawie młodej lekarki), albo napisać odpowiedź na odwołanie i przesłać całą sprawę do sądu do rozpatrzenia. Tak dzieje się pewnie w 99% przypadków.

Dotychczas prowadziłam 3 sprawy, które udało się wygrać na etapie odwołania (bez postępowania sądowego).

Przy tej sprawie też mówiłam klientce żeby sobie nie robiła wielkich nadziei, że czeka nas batalia sądowa.

Zmiana decyzji

Tymczasem jednak ZUS przysłał jej nowe decyzje – o ponownym przeliczeniu kapitału początkowego i o przeliczeniu emerytury.

Wzrósł jej kapitał i wysokość świadczenia 🙂

A co było koronnym dowodem i sprawiło, że urzędnik zmienił decyzje? 

Wzory podpisów członków zarządu spółki, w której kiedyś pracowała klientka.

Spółka istniała w latach 90-tych ubiegłego wieku i nigdy nie została wpisana do KRS. Figurowała tylko w starym rejestrze RHB. Ale papiery były i udało się  nam do nich dotrzeć 🙂 Zostały załączone jako dowód – do odwołania.

Gem,set, mecz. Sprawa zakończona, klientka szczęśliwa. I o to chodzi 🙂

e06c798500008b794d075900Absurdy w sprawach z Zus = mijać się z prawdą – to  takie proste

Dzisiaj będzie wpis o tym, że mówiąc delikatnie – ZUS pisze nieprawdę.

W jednej ze spraw, które ostatnio prowadzę sąd przysłał odpowiedź ZUS na nasze odwołanie. Sprawa dotyczy zakwestionowania podstawy wymiaru składek pracownicy (a mówiąc krótko – ZUS uznał, że Klientka zarabia za dużo) i przyznania świadczenia w kwocie dużo niższej, która zdaniem ZUS jest adekwatna. O tym, że ZUS tak postępuje pisałam choćby w tym wpisie: Jak ważny jest sprawnie działający Trybunał Konstytucyjny

Odpowiedź na odwołanie w dużej mierze była powtórzeniem decyzji i praktycznie nie wnosiła nic nowego do sprawy. Pełnomocnik procesowy  – radca prawny – napisał tam jednak coś, co sprawiło, że postanowiłam przygotować dzisiejszy wpis.

 Ze zdumieniem przeczytałam, że:

„również Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że art. 83 ust 1 pkt 1 w zw. z art. 41 ust 12 (…) ustawy o sus jest zgodny z Konstytucją”

Pomyślałam sobie, jak mogłam przegapić tak ważne orzeczenie! Wchodzę więc na stronę Trybunału i szukam tego orzeczenia. Co się okazało? Że Trybunał Konstytucyjny jeszcze nie orzekał w tej sprawie.

Do tej pory spotykałam się głównie ze złymi decyzjami (rzadziej z pismami procesowymi), w których brakowało dobrej podstawy prawnej, a w uzasadnieniu powoływano się na orzeczenia, które nie pasowały do charakteru sprawy.

A tu teraz taki wstyd. Czyżby pełnomocnik liczył na to, że sąd czy też ja tego nie sprawdzimy?

Jak to mówi stare porzekadło: Kłamstwo ma krótkie nogi.

pieniądze

Koszty zastępstwa prawnego

Pamiętacie mój wpis o tym, że sądy zasądzały 60 złotych tytułem kosztów zastępstwa procesowego w sprawach przeciwko ZUS?

Stawki te jakiś czas temu wzrosły do 180 zł, a następnie 360 zł, co i tak nie stanowiło kwot oszałamiających. Były to stawki znacznie odbiegające od cen rynkowych obsługi prawnej w sprawach o podleganie ubezpieczeniom społecznym. W praktyce to oznaczało, że odwołujący się po wygranej, za to, że wynajął sobie radcę prawnego lub adwokata otrzymywał wyrokiem sądu od ZUS owe 60 zł.

Do wczoraj.

Wczoraj bowiem Sąd Najwyższy podjął w składzie 7 sędziów następującą uchwałę:

W sprawie o ustalenie istnienia bądź nieistnienia stosunku ubezpieczenia społecznego lub jego zakresu (o objęcie obowiązkiem ubezpieczenia społecznego; o podleganie ubezpieczeniom społecznym) do niezbędnych kosztów procesu zalicza się wynagrodzenie reprezentującego stronę radcy prawnego, biorąc za podstawę zasądzenia opłaty za jego czynności z tytułu zastępstwa prawnego stawki minimalne określone w  § 6 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 28 września 2002 r. w sprawie opłat za czynności radców prawnych oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów pomocy prawnej udzielonej przez radcę prawnego ustanowionego z urzędu (jednolity tekst: Dz.U. z 2013 r., poz. 490 ze zm.).

Sąd Najwyższy nadał uchwale moc zasady prawnej oraz ustalił, że przedstawiona wykładnia wiąże od dnia podjęcia uchwały.

III UZP 2/16

Zatem we wszystkich sprawach, w których ZUS wydawał decyzję o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym koszty zastępstwa prawnego w zależności od wartości przedmiotu sporu powinny wynosić tyle:

Stawki minimalne wynoszą przy wartości przedmiotu sprawy:

1) do 500 zł – 60 zł;
2) powyżej 500 zł do 1.500 zł – 180 zł;
3) powyżej 1.500 zł do 5.000 zł – 600 zł;
4) powyżej 5.000 zł do 10.000 zł – 1.200 zł;
5) powyżej 10.000 zł do 50.000 zł – 2.400 zł;
6) powyżej 50.000 zł do 200.000 zł – 3.600 zł;
7) powyżej 200.000 zł – 7.200 zł.
Stawki te obowiązują w sprawach rozpoczętych do końca 2015 roku.
W sprawach, w których odwołanie od decyzji zostało złożone od 1 stycznia 2016 r. stawki te kształtują się następująco:

Stawki minimalne wynoszą przy wartości przedmiotu sprawy:

1) do 500 zł – 120 zł;
2) powyżej 500 zł do 1500 zł – 360 zł;
3) powyżej 1500 zł do 5000 zł – 1200 zł;
4) powyżej 5000 zł do 10 000 zł – 2400 zł;
5) powyżej 10 000 zł do 50 000 zł – 4800 zł;
6) powyżej 50 000 zł do 200 000 zł – 7200 zł;
7) powyżej 200 000 zł – 14 400 zł.
Takie koszty w przypadku przegranej będzie pokrywał ZUS.

Co to oznacza?

1. Moim zdaniem ZUS wreszcie przestanie wydawać decyzje w sprawach, w których dowody jednoznacznie wskazują, że nie ma racji. Do tej pory jedyne ryzyko, które ZUS ponosił było takie, że musiał dodatkowo wypłacić 60 -360 zł gdy przegrał.
2. Więcej osób otrzymujących decyzje o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym (obecnie ZUS często kwestionuje zatrudnienie) zdecyduje się wynająć pełnomocnika specjalizującego się w ubezpieczeniach społecznych i oddać sprawę do sądu. Wreszcie bowiem, jeżeli udowodni swoje racje „odzyska” także cały koszt lub znaczącą większość obsługi prawnej. To bardzo dobra wiadomość!

Dzisiaj kolejny wpis o absurdach w sprawach z ZUS. Poprzedni znajdziecie tutaj.

Ile można czekać na przekazanie przez ZUS naszego odwołania do Sądu? Okazuje się, że aż 533 dni, czyli o 503 za dużo!

Szczerze mówiąc nie bardzo mieściło mi się to w głowie, gdy o sprawie poinformowała mnie Czytelniczka bloga, ale to prawda.

Zgodnie z przepisami ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (art. 83 ust. 7) w przypadku wniesienia odwołania – ZUS ma dwie możliwości:

  1. albo rozpatrzyć sprawę pozytywnie dla Odwołującego się – zgodnie z odwołaniem (wówczas nie nadaje sprawie dalszego biegu);
  2. albo w terminie 30 dni przygotować na to odwołanie odpowiedź i przekazać je do właściwego sądu.

Nie ma tutaj mechanizmu  „kontrolnego” dla Odwołującego, jak w przypadku opieszałości przy wydawaniu decyzji (w takim przypadku można wnieść odwołanie od razu do sądu), nad ZUS nie wisi żaden „bacik”.

Osobiście, wydaje mi się, że ZUS zwyczajnie zgubił akta, albo trafiły gdzieś na dno wielkiej sterty spraw.

A sprawa nie byle jaka bo pracownicy ZUS obciął świadczenie uważając, że ta zarabia za dużo. To ulubiony ostatnio sposób ZUS na wypłatę zaniżonego świadczenia. Problem polegał na tym, że odwołanie od decyzji zaniżającej podstawę wymiaru składek odwołał się tylko pracodawca (i o sprawie też zapomniał), pracownica nie.

Kobieta po półtora roku zapytała ZUS kiedy wreszcie dostanie wyrównanie świadczenia… no i się zaczęło. Nagle sprawa została przekazana do sądu, a sąd postanowił…. odwołanie  przekazane z rażącym uchybieniem terminu ….rozpatrzyć jak gdyby nigdy nic, a ostatecznie – przyznać rację ZUS. Wyrok jest nieprawomocny.

Pytania w tej sprawie rodzą się co najmniej dwa:

  • czy sąd powinien orzekać, a jeżeli tak, to czy nie powinien uznać, że skoro od złożenia odwołania od decyzji minęło tyle czasu to należy Odwołującemu przyznać rację?
  • Czy Odwołujący może się starać o jakieś odszkodowanie/zadośćuczynienie z tytułu opieszałości urzędniczej?

O tym będzie mowa w jednym z kolejnych wpisów.