Playing kidsRusza Maluch plus 2017

Wreszcie Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło konkurs na dofinansowanie miejsc opieki nad dziećmi do lat 3 (utworzenie i funkcjonowanie miejsc). Maluch plus 2017 będzie rozstrzygnięty już w styczniu (termin składania wniosków jest bardzo krótki – dla podmiotów niegminnych to np. 9 grudnia 2016!), co oznacza, że pieniędzy z dotacji będzie można spodziewać się szybciej niż w poprzednich latach.

Ogłoszenie konkursowe wraz ze wszystkimi dokumentami pojawiło się dzisiaj na stronie MRPiPS.

 Więcej informacji o samym konkursie już niebawem na blogu!

Jeżeli masz jakieś pytania – skorzystaj z formularza 🙂

Kilka dni temu, 28.01.2016 r. do kancelarii trafiła kopia decyzji. O taka:

scan_Page_1

Powiecie – decyzja taka sama jak każda inna. Przyjrzyjcie się zatem uważnie:

  1. Data wydania decyzji – 14 grudnia 2015 r.
  2. Decyzja jest wykonaniem wyroku II instancji (czyli prawomocnego) z dnia 28 sierpnia 2015 (czyli wydanego niemal 4 miesiące wcześniej!)
  3. Co ciekawe urzędniczka pisze, że świadczenie zostało przekazane dnia 21.12.2015 r. [pytanie jak mogło zostać przekazane, skoro zgodnie z datą wydania decyzji przekazanie środków miało się odbyć dokładnie tydzień później?]

Kto myśli, że decyzję wydano z datą wsteczną ręka w górę 😉

Domyślam się skąd wzięła się data 14.12.2015 r. Akurat tego dnia wysłałam do ZUS pismo ponaglające 😉

Zastanawiające jest także to, że skoro decyzja została wydana 14 grudnia 2015 r. to czemu wysłano ją do kancelarii dopiero 26 stycznia 2016 r.?

scan_Page_2

sb10065747q-001.jpg
„Jak nas „pokażą” media, tak nas „zobaczy” społeczeństwo”
Ze zdumieniem przeczytałam wczorajszą opinię dziennikarki Pani Anny Popiołek opublikowaną na portalu wyborcza.biz. dnia 01.07.2015 r. (opinia znajduje się także w dzisiejszym papierowym wydaniu Gazety Wyborczej).
Zgodnie ze stanowiskiem autorki – w dniu wczorajszym Prezydent RP zaproponował, aby „oszustki” mogły przez kolejny rok wyłudzać zasiłki macierzyńskie.
Po pierwsze nie wiem co na to Kancelaria Pana Prezydenta, bo informacja przekazana do prasy po spotkaniu minister Wóycickiej z przedstawicielkami Matek na DG. Nie- dla prawa wstecz! brzmiała zupełnie inaczej.
Po drugie opinia Pani Popiołek zawiera błędy merytoryczne i świadczy o głębokiej nieznajomości tematu będącego przedmiotem tejże opinii.
Autorka powtarza stereotyp, w który kazało uwierzyć społeczeństwu Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przygotowując projekt zmian. Stereotyp, że matki prowadzące działalność gospodarczą to oszustki i wyłudzaczki, że dyskryminowane są kobiety na zatrudnione na etatach.
Pani Popiołek w swojej opinii pisze, że wystarczy założyć działalność gospodarczą, opłacić jedną składkę ZUS w wysokości ok. 3.000 zł, następnie działalność zawiesić, a dzięki temu będzie się dostawało ok. 7.000 zł miesięcznie zasiłku macierzyńskiego przez rok.
Jest to nieprawda.
Jeżeli ktoś najpierw założy działalność, a po miesiącu ją zamknie lub zawiesi to nie dostanie żadnego świadczenia. Nie będzie go bowiem w systemie ubezpieczeń społecznych. Nie wiem także skąd wzięła Pani sumę 7.000 zł płatnych co miesiąc przez rok. Nawet gdyby tyle najwyższy zasiłek dla osoby ubezpieczonej dobrowolnie wynosił (a tak nie jest), to maksymalnie można pobierać go przez pół roku, potem świadczenie spadnie zgodnie z przepisami do 60% tej kwoty.
Poza tym Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma możliwość prowadzenia kontroli i postępowań wyjaśniających. Często w wypadkach tak krótkiego prowadzenia działalności wydaje decyzję o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym (ma do tego prawo) lub decyzję obniżającą podstawę wymiaru składek (do tego akurat nie ma prawa). Sprawy z odwołania ciągną się w Sądach Okręgowych nawet do 2 lat, a w tym czasie odwołująca się nie zobaczy z ZUS ani złotówki.
Nie wiem czy autorka opinii jest zatrudniona na etacie czy może prowadzi własną działalność. Usługi dziennikarskie da się „łatwo” zawiesić. Prowadzenie wielu firm już nie – bo najpierw trzeba zwolnić choćby pracowników. Zawieszenie działalności sprawia jedynie, że nie trzeba odprowadzać obowiązkowej składki zdrowotnej, trzeba sobie wówczas poszukać alternatywy (np. dopisać się do ubezpieczenia męża, zarejestrować jako bezrobotna, albo opłacać tę składkę dobrowolnie) albo o bezpłatnej służbie zdrowia można zapomnieć.
Zawieszenie działalności nie sprawia, że zobowiązania firmy znikają. Nadal trzeba płacić bieżące zobowiązania np. raty kredytu firmowego czy leasingu.
Warto też podkreślić, że w sektorze mikro i małych przedsiębiorstw dominują firmy kobiece właśnie. Prócz składek na ZUS płacimy podatki i inne daniny publiczne. Na składki same musimy zarobić (za pracowników cześć składek płaci pracodawca).
Wątpię, żeby osoby pracujące na etacie chciałyby się dowiedzieć, że za trzy miesiące sposób naliczania ich zasiłków się zmieni. Że odtąd będą dostawać świadczenia np. od najniższej krajowej pensji + 1/12 różnicy między ich pensją właściwą a pensją minimalną za każdy przepracowany miesiąc.
Autorka zapomina także, że wiele kobiet aby dostać świadczenie uciekało w fikcyjne etaty. To też oszukiwanie.
Nie wolno wrzucać do jednego worka kobiet, które uczciwie płacą składki, z tymi zakładającymi fikcyjne firmy. Wiele z nich pracuje uczciwie, a do założenia działalności gospodarczej zmusiła je sytuacja (mowa o tzw. samozatrudnieniu).
Samo ewentualne wydłużenie vacatio legis ustawy oddala tylko problem, ale go nie rozwiązuje. Rozwiązanie kompleksowe powinno być wypracowane już po jesiennych wyborach.
Mnie cieszy jedno – że kobiety potrafią walczyć. Ruch Matki na DG wielu otworzył oczy na fakt, że proponowane zmiany nie są takie „różowe”, że uderzają w zasadę praw nabytych. Wielu naszych rozmówców tak naprawdę nie wiedziało jak funkcjonuje system ubezpieczeń społecznych. Że po zmianach matka prowadząca działalność gospodarczą i opłacająca składki od tej samej kwoty co pensja matki na etacie dostanie mniejszy zasiłek, mimo iż odprowadzi więcej do systemu.
Obecnie mówią o tym nawet Ci, którzy zmiany wprowadzali. Wyraz temu dała choćby Wicemarszałkini Sejmu Wanda Nowicka w swoim liście do Prezydenta RP.
Matkom na DG nie chodzi tylko o wydłużenie vacatio legis ustawy, która leży na biurku Prezydenta. Oczywiście trzymają Bronisława Komorowskiego „za słowo”. Cieszy fakt, że sprawą zainteresował się osobiście Minister Kosiniak-Kamysz oraz Cezary Tomczyk. Miejmy nadzieję, że oznacza to szybką ścieżkę legislacyjną, ale warto rozpocząć szeroką dyskusję o tym jak system ubezpieczeń społecznych dla przedsiębiorców powinien wyglądać.
Mamy nadzieję, że od teraz „nic o nas, bez nas”. I proszę przestać nas nazywać oszustkami.
Katarzyna Przyborowska, radca prawny, autorka bloga www.TemidaJestKobieta.pl
Edit: w godzinach porannych ta polemika została wysłana drogą mailową do Gazety Wyborczej z prośbą o publikację. Odpowiedzi brak.
Edit 2: z 03.07.2015 r. – odpowiedzi nie było, ale Wyborcza.biz opublikowała polemikę. Jest też odpowiedź dziennikarki o koleżance wyłudzaczce zasiłku.

Po tym, jak poprzedni wpis dotyczący matek prowadzących własną działalność spotkał się z ogromnym zainteresowaniem pora chyba na jego  drugą część.

 W ubiegły piątek  nad projektem zmian debatowała komisja senacka. Miałam na niej być, jednakże zatrzymały mnie obowiązki zawodowe. Gdy mogłam jechać na posiedzenie – było już po sprawie. Choć głos przedsiębiorczych kobiet został… wysłuchany.

Ustawy, jak własnej niepodległości bronił Minister Bucior z MPiPS. Bo przecież w Sejmie przeszła niemal jednogłośnie (w szaleństwie sejmowego uchwalania mało który poseł orientuje się dokładnie nad czym właśnie głosuje), bo trzeba ukrócić nadużycia robione przez „działaczy gospodarczych”. Kim działacz gospodarczy jest – ja nie wiem, ale takich słów używał Pan Minister. Zero uwag na temat jak matka z maleńkim dzieckiem ma sobie poradzić z prowadzeniem działalności (bo to chyba za duża abstrakcja).

I tu moja drobna uwaga – ustawa o o systemie ubezpieczeń społecznych obowiązuje od 1 stycznia 1999 r., a kluczowe zapisy dotyczące przedsiębiorców były niemal niezmieniane. Podobnie rzecz ma się z ustawą o o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, która weszła w życie od 1 września 1999 r.

Podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ubezpieczonych, o których mowa w art. 6 ust. 1 pkt 5, stanowi zadeklarowana kwota, nie niższa jednak niż 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego przyjętego do ustalenia kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek, ogłoszonego w trybie art. 19 ust. 10 na dany rok kalendarzowy. Składka w nowej wysokości obowiązuje od dnia 1 stycznia do dnia 31 grudnia danego roku.

Podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe osób, które ubezpieczeniu chorobowemu podlegają dobrowolnie, nie może przekraczać miesięcznie 250% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia, o którym mowa w art. 19 ust. 10. – ten zapis obowiązuje od 1999 roku!

Podnoszenie podstawy wymiaru i otrzymywanie wyższych świadczeń w przypadku przedsiębiorców było tematem tabu, dostępnym tylko wybranym. Aż ktoś wreszcie nabrał odwagi i sprawa dotarła aż do Sądu Najwyższego, który to utarł nosa ZUS.

Od tego czasu nastała era „naciągaczek” – jak ładnie wszyscy piszą o kobietach  biznesmenkach podnoszących składki (uwaga: mężczyźni też to robią!).

Tylko o jakie naciągaczki chodzi, skoro od 16 lat mamy takie przepisy?!!!

Tak Panie Ministrze – możliwość „manewrowania podstawą wymiaru składki” przedsiębiorca ma od lat 16! Zatem o jakim omijaniu systemu jest mowa? Na marginesie – maksymalna podstawa wymiaru składek jest wyższa, niż ta, którą Pan na posiedzeniu wymieniał…

Problem jest duży, bo….wydłużono okres, kiedy zasiłek macierzyński można pobierać. Kiedyś to było 20 tygodni, a teraz aż 52!

No to bum – walnijmy w przedsiębiorcze matki.

Więc jak to będzie wyglądać po zmianach?

Jeżeli przez rok będzie się opłacało składki dla młodych przedsiębiorców w wysokości 525,00 zł to netto zasiłek wyniesie 371,48 zł, 80 % zasiłku to netto 297,18zł

Dla przedsiębiorców, których podstawą jest kwota 2375,40zł (najniższa podstawa wymiaru składek) zasiłek wyniesie:

100%: 1680,78 zł
80%: 1344,62 zł

Należy pamiętać, że każdy przedsiębiorca musi zapłacić jeszcze składkę zdrowotną – 279,41 zł.

Ostateczna kwota zasiłku to zatem albo 17,77 zł, albo 1065,21 zł. I to ma być lepiej (wg. słów Pana Ministra) od bezrobotnej matki, która nie wkładając nic do systemu od stycznia 2016 r. będzie dostawała co miesiąc 1000 zł. Wychodzi na to, że Pan Minister wyliczeń nie zna…

I co z takimi pieniędzmi zrobić, jak żyć Pani Premier  kiedy działalność można prowadzić tylko osobiście i nie można jej zamknąć? {gdy zachoruję, albo urodzę dziecko to mój zasiłek nie pokryje nawet płaconego przeze mnie czynszu za wynajem kancelarii, więc jaka to rekompensata utraconych zarobków, gdzie to zabezpieczenie macierzyńskie?}

Mam wrażenie, że każda biznesmenka, której działalność nie będzie szczególnego rodzaju (nie będzie wymagane posiadanie określonych uprawnień – jak np. w przypadku prawników czy architektów) będąc w ciąży będzie wolała przepisać działalność na męża/partnera/siostrę/mamę (i ją w ten sposób prowadzić) będzie wolała zostać… bezrobotną.

Problem jest duży, ale raczej chyba nie jest medialny, bo próby zainteresowania tematem  dziennikarzy spełzły na niczym.

Środowisk kobiecych jest mnóstwo, a biznesmenki jakoś nie potrafią walczyć o swoje (zwłaszcza po tym, co usłyszały na komisji senackiej). Mało kto pamięta, że istnieje jeszcze np. Partia Kobiet (i pomyśleć, że na samym początku, jeszcze jako aplikantka, lata świetlne temu budowałam struktury tej partii w kuj-pom.), mamy nowe twory polityczne – antysystemowego Kukiza bez programu, czy NowoczesnaPL, która podobno prowadzi konsultacje społeczne.

Warto działać i coś robić niż tylko siedzieć, narzekać i zadawać pytania typu „czy jeżeli rodzę w grudniu to załapię się na stare przepisy?” Wśród małych i średnich przedsiębiorstw dominują te, których właścicielkami są kobiety, a i tak nadal o nas i za nas decydują głównie… faceci, czasami bezdzietni (jak Minister Pracy i Polityki Społecznej). Bieżące wydarzenia w kraju także komentują głownie mężczyźni, bo media są bez kobiet (#mediabezkobiet).

Może jesienne wybory i przemeblowanie sceny politycznej pozwolą wreszcie porozmawiać nad zmianami w systemie ubezpieczeń społecznych – wystarczy, że przedsiębiorcy będą płacić składki od uzyskiwanych przychodów i skończy się czas „manipulowania” abstrakcyjną podstawą wymiaru składek?

 

Dostaję sporo pytań typu: czy ZUS może skontrolować moją firmę, czy ZUS może kontrolować wstecz, co mam zrobić żeby ZUS mnie nie kontrolował….

Tak, ZUS może kontrolować płatników składek np. pracodawców czy osoby prowadzące jednoosobowe działalności gospodarcze, a także samych ubezpieczonych, gdy chodzi o zwolnienia lekarskie.

Panuje opinia, że ZUS kontroluje tylko ciężarne biznesmenki, zwłaszcza te, które prowadzą firmę bardzo krótko. Niestety to tylko pół prawdy. Drugie pół jest takie, że ZUS zaczyna prześwietlać firmy w sprawach pracowników zatrudnionych na umowę o pracę na potęgę.

Nie wierzycie? To przeczytajcie kilka historii, w których brałam udział. Wszystkie są z ubiegłego tygodnia i tak się składa, że dotyczą warszawskich oddziałów ZUS.

Historia 1happy end niedaleko

Historia ma prawie dwa lata i w ubiegłym tygodniu zakończyła się wydaniem korzystnego dla mojej Klientki wyroku  w Sądzie Okręgowym. Pełnej radości jeszcze nie ma, bo ZUS może jeszcze złożyć apelację.

Agencja reklamowa ma zdolną współpracowniczkę. Gdy ta chce się związać z konkurencją szef agencji postanawia ją zatrudnić. Jest zaświadczenie lekarza medycyny pracy, szkolenie bhp, wszystko zgodnie z kodeksem pracy. Jako ciekawostkę dodam, że kobieta w tym czasie rozpoczyna serię szczepień, bo w wakacje planuje wyprawę do Afryki. Obie stron zadowolone, kobieta rozpoczyna pracę. Po jakimś czasie dowiaduje się, że jest w ciąży (nie wiedziała o niej podpisując umowę), musi przerwać szczepienia, bo takowych w ciąży się nie robi. Pracuje jeszcze kilka miesięcy, potem lekarz wystawia jej zwolnienie. ZUS wypłacił zasiłek za dwa miesiące, a następnie wszczął postępowanie wyjaśniające, którego skutkiem była decyzja o niepodleganiu przez pracownicę ubezpieczeniom społecznym i chorobowemu z uwagi na pozorność zatrudnienia i złamanie zasad współżycia społecznego.

Odwołujemy się od decyzji, ale ZUS podtrzymuje swoje stanowisko. Na żadnej z rozpraw nie pojawia się pełnomocnik organu rentowego.

 W ustnym uzasadnieniu wyroku pani sędzia dobitnie wyjaśniła, że jeżeli umowa o pracę jest realizowana, to o pozorności nie może być mowy.

Za moją Klientką „murem” stał pracodawca będący na każdej rozprawie, który w czasie trwania procesu zdążył się przebranżowić i teraz „bawi się” w DOM. Klientka założyła zaś własną agencję reklamową.

 Historia 2młoda firma nie może zatrudniać ciężarnych

Mam znajomą, która zrzuciła togę i zapragnęła szyć różowe sukienki.

Firma rusza we wrześniu 2014 r. i od razu zaczyna zatrudniać pracowników, w tym dziewczynę w ciąży ( pracodawca wie o ciąży). No ale przecież mecenasem nie przestaje się być ot tak, koleżanka wie, że nie wolno dyskryminować kandydatów do pracy itd.  Zatrudniona dziewczyna niemal do dnia porodu wykonuje swoją pracę. Gdy do ZUS wpłynął wniosek o zasiłek macierzyński organ wszczyna postępowanie  i zostaje zasypany dowodami pracy. Nic to. Do koleżanki (i pracownicy też) przychodzi decyzja, w której można przeczytać, że obie działały na szkodę systemu i zawarły pozorną umowę o pracę. Jej zdumienie  jak ZUS może tak postępować jest olbrzymie. Dla mnie to kolejna tego typu decyzja, bardzo podobna w swej treści do wielu innych, które trafiały na moje biurko.

Historia 3 pracowniku, nie choruj!

Trafiła do mnie kobieta 50+ będąca pracownikiem w swoim fachu biegłym, z ogromnym doświadczeniem zawodowym, z innymi wygrywa wiedzą i… dyspozycyjnością.  Pech chciał, że wiosną 2014 r. traci pracę. Nie załamuje się, wysyła CV gdzie się da.  W końcu rejestruje się jako bezrobotna. W sierpniu idzie na rozmowę kwalifikacyjną, jednak pracy nie dostaje. Pod koniec września dzwoni pracodawca, u którego aplikowała w sierpniu. Okazało się, że zatrudniona dziewczyna nie dała sobie rady i odeszła, pracodawca chce bohaterkę tej historii zatrudnić. Umowa na okres próbny, z pensją 5.000 brutto (mniej niż w poprzedniej pracy). Pech „znowu”  chce, że po 3 tygodniach pracy bohaterce odnawia się stara choroba, ląduje na L4. Ale zasiłku nie ma, bo ZUS złożone wyjaśnienia nie przekonują. Decyzja o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym podyktowana jest tym, że bohaterka wspólnie i w porozumieniu z pracodawcą (ktoś się chyba naczytał kodeksu karnego) chciała wyłudzić zasiłek. Świadczy o tym zadeklarowana podstawa wymiaru składek, oraz fakt, iż bohaterka była przez kilka miesięcy bez pracy, a nawet dwa miesiące zarejestrowana jako bezrobotna.

Wychodzi na to, że ZUS nie ma pojęcia jaka jest sytuacja na rynku pracy dla osób 50+. Można też wysnuć wniosek, że lepiej było zostać bohaterce na „kuroniówce” albo być potem dalej beneficjentką opieki społecznej. Wszystko, byle to ZUS nie musiał płacić zasiłku.

Smutne, prawda?

Historia jakich wiele.

Kobieta od kilkunastu lat choruje na stwardnienie rozsiane. Przez 12 lat pobiera rentę ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Gdy składa kolejny wniosek lekarz orzecznik, a następnie komisja lekarska nie stwierdza całkowitej niezdolności do pracy, tylko częściową, co w praktyce oznacza obcięcie przyznawanego świadczenia o kilkaset złotych.

Kobieta kreśli kilka zdań odwołania, że decyzja jest krzywdząca i że się z nią nie zgadza. Prosi też sąd o wyznaczenie „obrońcy z urzędu”i zwolnienie od kosztów sądowych. Nie wie chyba, że sąd z kosztów jej nie zwolni, bo sprawy z zakresu ubezpieczeń społecznych są wolne od opłat sądowych.

Zgodnie z art. 117 kpc

§ 2. Osoba fizyczna, niezwolniona przez sąd od kosztów sądowych, może się domagać ustanowienia adwokata lub radcy prawnego, jeżeli złoży oświadczenie, z którego wynika, że nie jest w stanie ponieść kosztów wynagrodzenia adwokata lub radcy prawnego bez uszczerbku utrzymania koniecznego dla siebie i rodziny.

§ 5. Sąd uwzględni wniosek, jeżeli udział adwokata lub radcy prawnego w sprawie uzna za potrzebny.

W tej sprawie sąd  najpierw wezwał kobietę do złożenia stosownego oświadczenia na odpowiednim formularzu, a także przedstawienia „ostatniego odcinka renty” (decyzję o wysokości świadczenia mając w aktach) i faktur poświadczających ponoszone koszty utrzymania. Po otrzymaniu dokumentów sąd odmówił przyznania  tej kobiecie pełnomocnika z urzędu uznając, iż kobietę stać na pełnomocnika z wyboru:

[pisownia oryginalna]

„Osoba dochodząca zatem swych praw przed sądem winna zatem, licząc się z koniecznością poniesienia wydatków poczynić najpierw odpowiednie oszczędności we własnych wydatkach, a dopiero gdyby okazało się to niewystarczające zwrócić się o pomoc do Państwa”.

i dalej

„W szczególności, co wymaga podkreślenia – koszt takiej pomocy stanowi kwotę 60 zł wg paragrafu 12 ust.2 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu z dnia 28 września 2002 roku. W ocenie Sądu wnioskodawczyni jest w stanie uiścić takową kwotę”.

C0 z tego wynika?

Sąd uznał, że tę Panią stać na pełnomocnika z wyboru, bo jego pomoc kosztować ją będzie… 60 zł. Zapomniał jednak, że pełnomocników z wyboru stawki z rozporządzenia  ustalone prawie 13 lat temu nie obowiązują, a honorarium reguluje umowa z klientem.

Christmas decoration

Dokładnie cztery lata temu umieściłam pierwszy wpis na tym blogu.

Prawnicze blogowanie wówczas niemal nie istniało. Szybko okazało się jednak, że taka forma przekazu wiedzy i informacji się Wam spodobała 🙂

Dzisiaj od wielu Klientów słyszę: trafiłam/trafiłem do Pani przez Pani bloga.

Przez te cztery lata powstała w Polsce prawnicza blogosfera, nowe blogi wciąż się pojawiają. Myślę,że jedne z najlepszych znajdziesz na Lexmonitor.pl (w tym też pozostałe moje blogi).

Ostatnio dziennikarka zapytała mnie co bym poradziła  np. młodym prawnikom chcącym prowadzić swojego bloga.

Myślę, że pisanie bloga bo tak wypada lub jest trendy to zła droga. Pisanie pod przymusem nigdy nie będzie dobre.

Blog trzeba pisać z pasją i mieć do niego serce. Prowadzenie bloga daje też dużą satysfakcję.

U mnie chyba się to sprawdza, bo przez te cztery lata doszłam do prowadzenia … 4 blogów .

Niedawno na blogu pojawił się taki komentarz Czytelniczki:

A czy takie programy mają jakieś przełożenie na zwykłego śmiertelnika?

W sensie mam lobbować w żłobku żeby szanownie spróbowali ubiegać się o dotację czy lepiej odpuścić?

Komentarz dotyczył ministerialnego konkursu Maluch 2014.

Cóż mogę poradzić – oczywiście, należy pytać prowadzących żłobek czy klub malucha czy startują w najnowszej edycji konkursu.

Dlaczego to jest takie ważne dla rodziców dzieci do lat 3?

Teoretycznie Maluch 2014 r. nie rozdaje pieniędzy rodzicom, a właścicielom placówek.

Ale…

kwoty, które właściciel żłobka, klubu dziecięcego czy podmiot zatrudniający dziennego opiekuna uzyska, muszą pomniejszać opłatę rodziców za pobyt dziecka w placówce!

Co to oznacza w praktyce.

Załóżmy, że za pobyt swojego dziecka w żłobku niepublicznym płacisz 950 zł miesięcznie (wraz z wyżywieniem).

Maksymalna dotacja z Malucha 2014 to 300 zł miesięcznie na jedno dziecko objęte opieką, przy czym warunkiem otrzymania dofinansowania jest pomniejszenie o przyznaną kwotę dotacji opłaty ponoszonej przez rodziców za 1 dziecko.

Oznacza to, że właściciel placówki, który dostanie dotację będzie musiał obniżyć ponoszoną przez Ciebie opłatę, o kwotę którą otrzyma. Maksymalnie o 300 zł. Zatem miesięcznie będziesz płacić np. nie 950 zł a 650 zł!

W tegorocznym Maluchu można starać się o dofinansowanie za cały 2014 rok (pod warunkiem, że placówka ma wpis do rejestru cały rok).

Jeżeli zatem żłobek/klub będzie miał dofinansowanie na cały rok to dostaniesz zwrot za „nadpłacone miesiące” lub będziesz płacił mniejsze czesne.

Podsumowując – tak, warto namawiać właścicieli do startu w Maluchu – placówka mająca niższe czesne jest bardziej konkurencyjna 🙂

 

Właśnie został ogłoszony kolejny resortowy program MALUCH 2014, w którym właściciele żłobków i klubów dziecięcych mogą uzyskać dofinansowanie do kosztów działalności placówki. O dotację mogą się również ubiegać podmioty zatrudniające dziennych opiekunów.

W tym roku po raz kolejny zmienił się termin konkursu oraz zasady przyznawania dotacji.

Dlaczego warto starać się o dotację w konkursie MALUCH 2014?

  1. Dotacja otrzymana w konkursie obniża czesne płacone przez rodziców, przez co placówka z takim dofinansowaniem jest atrakcyjniejsza na lokalnym rynku żłobków i klubów dziecięcych 🙂
  2. Co więcej otrzymanie dotacji w MALUCHU 2014 pozwala również o staranie się o dofinansowanie z innych miejsc – np. pobieranie dotacji gminnej (tam, gdzie gminy dofinansowują placówki opieki nad dziećmi do lat 3).

Jeżeli chciałbyś starać się o dotację dla swojej placówki, a nie wiesz jak to zrobić – zapisz się na specjalny warsztat (14.03 w Warszawie):

WARSZTAT – MALUCH 2014

lub skontaktuj się za pomocą poniższego formularza:

UWAGA!

O dotację mogą ubiegać się wyłącznie placówki wpisane do rejestru gminnego. Jeżeli Twój żłobek lub klub nie ma jeszcze wpisu – zostało na to niewiele czasu. Jeżeli nie wiesz jak wpisać placówkę do rejestru przeczytaj Ostatni dzwonek na wpis żłobka i klubu dziecięcego do rejestru gminnego!