Gem, set, mecz. Będzie to wpis o zwycięstwie, ale nie o wygranym meczu tenisowym (takim jak np. ostatni pojedynek Agnieszki Radwańskiej).

A chodzi o emeryturę. Oczywiście nie moją, a mojej klientki (ja coraz mocniej powątpiewam w to, że gdy sama przejdę na emeryturę system zabezpieczenia społecznego będzie jeszcze istniał).

Wszystko zaczęło się zwyczajnie – od wniosku o emeryturę. ZUS w końcu przysłał decyzję o ustaleniu kapitału początkowego, a następnie decyzję o ustaleniu wysokości emerytury. Klientka (jak wielu świeżo upieczonych emerytów) doznała szoku czytając, ile dostanie co miesiąc świadczenia.

Przyszła do mnie z papierami. Co się okazało – że ZUS nie uznał jej pewnego ważnego okresu zatrudnienia. A powód był prozaiczny – brakowało imiennej pieczątki osoby podpisującej świadectwo pracy. I przez to jej emerytura była zaniżona.

Odwołanie

Oczywiście zostało przygotowane i wysłane do sądu (ale za pośrednictwem ZUS) odwołanie.

Nie wiem czy wiesz, ale każde odwołanie od decyzji najpierw trafia do ZUS i organ ten ma 30 dni na rozpatrzenie tego odwołania. Może się do niego przychylić i wówczas zmienia swoją decyzję (tak było np. w sprawie młodej lekarki), albo napisać odpowiedź na odwołanie i przesłać całą sprawę do sądu do rozpatrzenia. Tak dzieje się pewnie w 99% przypadków.

Dotychczas prowadziłam 3 sprawy, które udało się wygrać na etapie odwołania (bez postępowania sądowego).

Przy tej sprawie też mówiłam klientce żeby sobie nie robiła wielkich nadziei, że czeka nas batalia sądowa.

Zmiana decyzji

Tymczasem jednak ZUS przysłał jej nowe decyzje – o ponownym przeliczeniu kapitału początkowego i o przeliczeniu emerytury.

Wzrósł jej kapitał i wysokość świadczenia 🙂

A co było koronnym dowodem i sprawiło, że urzędnik zmienił decyzje? 

Wzory podpisów członków zarządu spółki, w której kiedyś pracowała klientka.

Spółka istniała w latach 90-tych ubiegłego wieku i nigdy nie została wpisana do KRS. Figurowała tylko w starym rejestrze RHB. Ale papiery były i udało się  nam do nich dotrzeć 🙂 Zostały załączone jako dowód – do odwołania.

Gem,set, mecz. Sprawa zakończona, klientka szczęśliwa. I o to chodzi 🙂

Na jednej z facebookowych grup poradniczych dla młodych mam padło niedawno pytanie o kontrolę kobiet w ciąży przez ZUS. Chodziło o pozorność zatrudnienia (zbyt krótki okres od rozpoczęcia pracy do przejścia na zwolnienie lekarskie).  W komentarzach dobre rady – co zrobić, jak się przygotować do kontroli itp.

Są też takie, że to pracodawca powinien się tłumaczyć przed ZUS, nie pracownica.

Były też takie głosy (pisownia oryginalna):

Jak można kobiety w ciąży tak ganiać i stresować. Przecież to ma wpływ na dzieciątko. Szok. To się nadaje do trybunału praw człowieka w Strasburgu

Tym bardziej ganiać kobiety na L-4 gdzie te ciążę są zagrożone… Mnie pisma z urzędów stresują, a co dopiero kobietę w ciąży. Ale się zezłościłam. Trzeba napisać do Kaczyńskiego, on jest pro rodzinie, może pogoni te (…) w ZUS. Jak można kobiecie w ciąży opóźnić wypłatę świadczeń… albo co gorsza odmówić tych pieniędzy

Trzeba jasno powiedzieć, że w przypadku wątpliwości ZUS ma prawo przeprowadzić kontrolę lub postępowanie wyjaśniające. W tym czasie wypłata świadczenia przez ZUS może być wstrzymana lub świadczenie jest wypłacane od innej podstawy wymiaru niż pensja wynikająca z umowy o pracę.

Niestety bardzo często wydawanie decyzji jest przeciągane. Świadczenie jest wypłacane dopiero po wydaniu decyzji, lub po prawomocnym wyroku sądu (gdy się odwołujemy od decyzji), najczęściej bez odsetek, o które trzeba stoczyć osobną batalię.

I tak na marginesie – żeby przygotować skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka trzeba wpierw przejść drogę sądową w kraju (mieć prawomocne orzeczenie kończące postępowanie – np. wyrok sądowy).

Dzisiaj kolejny wpis o absurdach w sprawach z ZUS. Poprzedni znajdziecie tutaj.

Ile można czekać na przekazanie przez ZUS naszego odwołania do Sądu? Okazuje się, że aż 533 dni, czyli o 503 za dużo!

Szczerze mówiąc nie bardzo mieściło mi się to w głowie, gdy o sprawie poinformowała mnie Czytelniczka bloga, ale to prawda.

Zgodnie z przepisami ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (art. 83 ust. 7) w przypadku wniesienia odwołania – ZUS ma dwie możliwości:

  1. albo rozpatrzyć sprawę pozytywnie dla Odwołującego się – zgodnie z odwołaniem (wówczas nie nadaje sprawie dalszego biegu);
  2. albo w terminie 30 dni przygotować na to odwołanie odpowiedź i przekazać je do właściwego sądu.

Nie ma tutaj mechanizmu  „kontrolnego” dla Odwołującego, jak w przypadku opieszałości przy wydawaniu decyzji (w takim przypadku można wnieść odwołanie od razu do sądu), nad ZUS nie wisi żaden „bacik”.

Osobiście, wydaje mi się, że ZUS zwyczajnie zgubił akta, albo trafiły gdzieś na dno wielkiej sterty spraw.

A sprawa nie byle jaka bo pracownicy ZUS obciął świadczenie uważając, że ta zarabia za dużo. To ulubiony ostatnio sposób ZUS na wypłatę zaniżonego świadczenia. Problem polegał na tym, że odwołanie od decyzji zaniżającej podstawę wymiaru składek odwołał się tylko pracodawca (i o sprawie też zapomniał), pracownica nie.

Kobieta po półtora roku zapytała ZUS kiedy wreszcie dostanie wyrównanie świadczenia… no i się zaczęło. Nagle sprawa została przekazana do sądu, a sąd postanowił…. odwołanie  przekazane z rażącym uchybieniem terminu ….rozpatrzyć jak gdyby nigdy nic, a ostatecznie – przyznać rację ZUS. Wyrok jest nieprawomocny.

Pytania w tej sprawie rodzą się co najmniej dwa:

  • czy sąd powinien orzekać, a jeżeli tak, to czy nie powinien uznać, że skoro od złożenia odwołania od decyzji minęło tyle czasu to należy Odwołującemu przyznać rację?
  • Czy Odwołujący może się starać o jakieś odszkodowanie/zadośćuczynienie z tytułu opieszałości urzędniczej?

O tym będzie mowa w jednym z kolejnych wpisów.

 

gazetyTe prawie 6 lat prowadzenia bloga Temida Jest Kobietą sprawiły, że moje wpisy śledzi wielu dziennikarzy zajmujących się tematyką ubezpieczeń społecznych, polityki prorodzinnej czy szeroko pojętego biznesu.

Mój wpis o tym jak ważny jest sprawnie działający Trybunał Konstytucyjny (na przykładzie sprawy przeciwko ZUS) stał się inspiracją dla dziennikarki Rzeczpospolitej. Katarzyna Nowosielska zajęła się tematem kontroli przeprowadzanych przez ZUS u pracodawców zatrudniających kobiety w ciąży.  Artykuł możecie przeczytać tutaj.

Tematem zajął się również Paweł Bednarz, dziennikarz Onet Biznes, który poprosił mnie o komentarz do swojego tekstu. Jego artykuł można przeczytać tutaj.

e06c798500008b794d075900Ponieważ prowadzę mnóstwo spraw sądowych swoich Klientów przeciwko Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych (różne typy spraw) postanowiłam zainicjować nowy cykl związany z absurdami tego typu postępowań – począwszy od kontroli czy postępowania wyjaśniającego przed ZUS po postępowanie dowodowe przed sądem.

Na dobry początek – przykład z sali sądowej w bardzo dużym Sądzie Okręgowym. Dowód dopuszczony z urzędu przez sędziego (mężczyzna, i to chyba tylko go tłumaczy). W tej sprawie ZUS stwierdził, że moja Klientka nie podlega ubezpieczeniom społecznym z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej, a następnie odmówił wypłaty zasiłku macierzyńskiego (Pani pracowała do końca ciąży, urodziła już dziecko i pracuje nadal). Złożono odwołania od obu decyzji.

Postanowienie sędziego brzmi tak:

  1. dopuścić dowód z opinii biegłego sądowego specjalisty z zakresu ginekologii-położnictwa

celem ustalenia:

czy w okresie od ……..2015 roku odwołująca […….] była zdolna do prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej w związku z ciążą

  1. zobowiązać biegłego do sporządzenia opinii na piśmie w terminie 7 dni, w trzech egzemplarzach, na podstawie akt sprawy, dokumentacji przedłożonej przez odwołującą – po przeprowadzeniu badania lekarskiego,
  2. na termin badania wezwać odwołującą, którą zobowiązać do dostarczenia na termin badania posiadanej dokumentacji lekarskiej.

W tego typu postępowaniach często dokumentacja medyczna trafia do biegłego ginekologa celem określenia zdolności do prowadzenia działalności gospodarczej przez kobietę w ciąży. Zazwyczaj taki wniosek dowodowy składa pełnomocnik ZUS, ja wnoszę o jego oddalenie, bo moim zdaniem taka opinia nic nie wnosi do sprawy. Sądy jednak (dla świętego spokoju, żeby nie narazić się na zarzut w apelacji, że nie przeprowadzono ważnego dowodu – proszę sobie wybrać właściwe) przeprowadzają te dowody. Ściągają z przychodni, w której prowadziła ciążę odwołująca się kopię dokumentacji medycznej i dają do oceny biegłemu.

W każdej z tego typu spraw, w której byłam lub jestem pełnomocnikiem opinia była jednoznaczna – że w okresie, w którym lekarz prowadzący nie wysyłał ciężarnej na zwolnienie lekarskie była zdolna do prowadzenia działalności gospodarczej. Gdyby biegły stwierdził inaczej to moje Klientki miałyby powody aby domagać się od swoich lekarzy zadośćuczynienia za narażenie ich zdrowia (bo nie powinny pracować).

Nigdy jednak sądy nie żądały przeprowadzenia badania – tym bardziej ginekologicznego! Biorąc pod uwagę fakt, że na etapie postępowania przed sądem zazwyczaj te kobiety są już w połogu, albo nawet po połogu to takie badanie jest bez sensu i niczego nie wnosi. Osobę można poddać badaniu, ale na okoliczność stanu jej zdrowia obecnie, a nie przed np. rokiem! Jak przeprowadzić badanie na okoliczność zdrowia w ciąży kobiety, która w ciąży już nie jest – ja nie wiem.

Co ciekawe dowód  przeprowadzany jest w drodze pomocy prawnej przez biegłego będącego na liście biegłych innego Sądu Okręgowego! Jak się dowiedziałam od Pani w sekretariacie wydziału – w sądzie właściwym nie ma na liście biegłych tej specjalności i muszą się podpierać innymi z sąsiednich okręgów.

Jest to nieprawda, bo jest jeden biegły z zakresu ginekologii i położnictwa, bardzo znany profesor, ale jego zwyczajnie „szkoda” do takiej opinii, bo on opiniuje głownie w sprawach błędów okołoporodowych.

 Ciąg dalszy nastąpi…

TrybunałWiele osób gubi się już wokół całego zamieszania dotyczącego Trybunału Konstytucyjnego. A to, czy Trybunał działa sprawnie jest ważne dla każdego „Kowalskiego”. Zaraz wytłumaczę dlaczego, na przykładzie, który może dotyczyć każdej osoby zatrudnionej na umowie o pracę.

W przypadku, gdy rząd będzie nadal twierdził, że wydawane przez #TrybunałKonstytucyjny wyroki to „spotkania sędziów przy kawie i ciasteczkach” może dojść do dysonansu. Rząd i administracja (np. też ZUS) nie będą uznawały wyroków i będą wydawać decyzje z pominięciem najnowszych orzeczeń. Wówczas obywatel będzie kierował sprawę do sądu, który rozpatrując ją będzie brał pod uwagę odpowiedni wyrok Trybunału.

Prowadzę wiele spraw, w których ZUS kwestionuje podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne i ustala własną podstawę, od której wylicza świadczenia (np. zasiłek chorobowy czy macierzyński), lub która ma potem znaczenie przy ustalaniu wysokości renty czy emerytury.

Robi tak w przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę. Rzecz nie dotyczy tylko osób, które przeszły na świadczenia, coraz częściej spotykam przypadki, gdy ZUS ingeruje w umowę zawartą między pracodawcą, a pracownikiem twierdząc, że zgodnie z zasadami współżycia społecznego pensja jest za wysoka, podstawa wymiaru i pobierane składki też. Robi tak najczęściej gdy wszczyna kontrolę sam, lub po czyimś zawiadomieniu.

Taką dużą swobodę daje ZUS art. 83 ust. 1 i 2 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Art. 83. 1. Zakład wydaje decyzje w zakresie indywidualnych spraw dotyczących w szczególności:
1)   zgłaszania do ubezpieczeń społecznych;
2)   przebiegu ubezpieczeń;
3)   ustalania wymiaru składek i ich poboru, a także umarzania należności z tytułu składek;
3a)  ustalania wymiaru składek na Fundusz Emerytur Pomostowych i ich poboru, a także umarzania należności z tytułu tych składek;
4)   ustalania uprawnień do świadczeń z ubezpieczeń społecznych;
5)   wymiaru świadczeń z ubezpieczeń społecznych.
2. Od decyzji Zakładu przysługuje odwołanie do właściwego sądu w terminie i według zasad określonych w przepisach Kodeksu postępowania cywilnego.

Wystarczy jednak przejść do przepisu, który wskazuje, co tak naprawdę ZUS wolno kontrolować:

Art. 86. 1. Kontrolę wykonywania zadań i obowiązków w zakresie ubezpieczeń społecznych przez płatników składek przeprowadzają inspektorzy kontroli Zakładu.
2. Kontrola może obejmować w szczególności:
1)   zgłaszanie do ubezpieczeń społecznych;
2)   prawidłowość i rzetelność obliczania, potrącania i opłacania składek oraz innych składek i wpłat, do których pobierania zobowiązany jest Zakład;
3)   ustalanie uprawnień do świadczeń z ubezpieczeń społecznych i wypłacanie tych świadczeń oraz dokonywanie rozliczeń z tego tytułu;
4)   prawidłowość i terminowość opracowywania wniosków o świadczenia emerytalne i rentowe;
5)   wystawianie zaświadczeń lub zgłaszanie danych dla celów ubezpieczeń społecznych;
6)   dokonywanie oględzin składników majątku płatników składek zalegających z opłatą należności z tytułu składek.

Z tego przepisu  moim zdaniem wcale nie wynika  uprawnienie ZUS do ingerowania w umowę o pracę i „ustalania” podstawy wymiaru składek.

Przepisy te mimo, iż nie  wynika to z nich wprost  stanowią jednak podstawę kompetencyjną dla organu ZUS  do ustalania wysokości podstawy wymiaru składki ZUS na ubezpieczenie chorobowe poprzez weryfikację. wysokości wynagrodzenia pracownika mimo istnienia ważnej i wykonanej umowy.

Znalazł się jednak sędzia Sądu Okręgowego w Częstochowie, który zadał pytanie prawne – czy te przepisy interpretowane jako podstawa kompetencyjna do takiej ingerencji nie naruszają ustawy zasadniczej.

Sprawa w Trybunale Konstytucyjnym ma sygnaturę P 9/15 i czeka na rozpatrzenie.

I teraz najważniejsze – jeżeli Trybunał orzeknie, że te przepisy są niezgodne z konstytucją, a administracji „nie będzie wolno” stosować się do wyroków TK (wystarczy wskazać na wypowiedzi choćby Ministra Sprawiedliwości i jego słynny już list do Prezesa Trybunału), to będziemy mieć sytuację kuriozalną.

ZUS nadal będzie sobie wydawał decyzje pisząc w nich, że czyjeś zarobki są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (wierzcie mi, że ZUS potrafi „tak po prostu” obniżyć podstawę wymiaru składek np. absolwentowi studiów do minimalnej pensji krajowej twierdząc, że 2500 zł brutto to dla absolwenta za dużo, a doświadczenie życiowe wskazuje, że pierwsza umowa o pracę opiewa na pensję minimalną), będzie ucinał podstawy i wypłacał niższe świadczenia. Od takiej decyzji obywatel będzie musiał składać odwołanie do sądu, a ten zmieni decyzję, bo uzna, że przepisy na których oparł się ZUS zgodnie z wyrokiem TK są niezgodne z konstytucją.

Może Ci się wydawać, że spór o Trybunał jest sztuczny, że to wojna rządu i PIS z prawnikami, czy oderwanym wreszcie od władzy „gorszym sortem”. Tak nie jest. Trybunał Konstytucyjny chroni nas – obywateli przed „głupotą władzy” i bublami prawnymi. Stoi na straży naszych wolności i praw, a prędzej czy później jakieś jego orzeczenie będzie miało rzeczywisty wpływ na Twoją sytuację prawną. Ot choćby w sprawie przeciwko ZUS.

Od kilku dni jak kraj długi i szeroki trwa składanie wniosków o świadczenie wychowawcze w ramach programu #Rodzina500+.

Rodziny, które posiadają jedno dziecko muszą dobrze policzyć, czy „łapią się” na wyznaczony próg dochodowy – 800 zł.

A jak to sprawdzić i wyliczyć – wyjaśniam w Rzeczpospolitej.

8 marca został opublikowany raport Kongresu Kobiet i Stowarzyszenia Równość i Nowoczesność będący niejako podsumowaniem 100 dni nowego rządu i polityki Prawa i Sprawiedliwości. Raport składa się z rozdziałów poświęconych zmianom ustrojowym, edukacji, polityce prorodzinnej oraz prawom kobiet.

Wraz z dr. Ewą Rumińską-Zimny zajęłyśmy się  przeglądem polityki społecznej w naszym kraju oraz programu PIS  w tym zakresie- zwłaszcza  sztandarowego projektu 500+. Wnioski do jakich doszłyśmy nie napawają niestety optymizmem. Efekty wprowadzenia drogiego programu będą krótkotrwałe i niewielkie.

Cały raport dostępny jest  do pobrania na stronie Kongresu Kobiet.

indeks 3

W jednym z poprzednich moich wpisów zapowiadałam omówienie  ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Chodzi o słynny już projekt PIS  – zapowiadany w kampanii wyborczej #Rodzina500plus

Zacznijmy zatem od tego, że ustawa ma traktować o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Tymczasem z art. 1 proponowanej ustawy wynika coś zupełnie innego:

Art. 1. 1. Ustawa określa warunki nabywania prawa do świadczenia wychowawczego oraz zasady przyznawania i wypłacania tego świadczenia.

O wychowywaniu ani słowa. Może lepiej byłoby tak: ustawa o świadczeniu wychowawczym finansowanym z budżetu państwa?

Art. 4. 1. Celem świadczenia wychowawczego jest częściowe pokrycie wydatków związanych z wychowaniem dziecka, w tym z opieką nad nim i zaspokojeniem jego potrzeb życiowych.
2. Świadczenie wychowawcze przysługuje matce, ojcu, opiekunowi faktycznemu dziecka albo opiekunowi prawnemu dziecka.
3. Świadczenie wychowawcze przysługuje osobom, o których mowa w ust. 2, do dnia ukończenia przez dziecko 18. roku życia.
Art. 5. 1. Świadczenie wychowawcze przysługuje osobom, o których mowa w art. 4 ust. 2, w wysokości 500,00 zł miesięcznie na dziecko w rodzinie.

Art. 9. W przypadku gdy osoba, o której mowa w art. 4 ust. 2, marnotrawi wypłacane jej świadczenie wychowawcze lub wydatkuje je niezgodnie z celem, organ właściwy przekazuje należne osobie świadczenie wychowawcze w całości lub w części w formie rzeczowej lub w formie opłacania usług.

Tyle najważniejsze przepisy.

Od 1 kwietnia rodziny ochoczo ruszą po świadczenia. Tyle, że ta ustawa nie spełni pokładanych w niej oczekiwań. Dzięki 500 zł ma się urodzić więcej dzieci. Nic z tego. Bo jak zachęcić młodych ludzi do posiadania potomstwa, gdy na pierworodnego nic się nie należy? Każdy młody rodzic wie, że pierwsza wyprawka kosztuje najwięcej, a 1000 zł becikowego (gdy się należy) można wydać na dziecko w 5 minut. Oszukani mogą się czuć samotni rodzice zarabiający niewiele ponad pensję minimalną – wielu z nich nie załapie się na świadczenie wychowawcze na pierwsze dziecko. W wielu przypadkach można było temu zaradzić wprowadzając system „złotówka za złotówkę”, który już obowiązuje.

Po pierwsze trzeba jasno powiedzieć, że nasza sytuacja demograficzna dzięki #Rodzina500plus nie ulegnie diametralnej poprawie. Co prawda przyrost naturalny drgnął w górę w 2014 r. (to raczej efekt dobrego klimatu, jaki zapanował w 2013 r. czyli roku rodziny), jednakże dane statystyczne za 2015 r. mówią o spadku liczby narodzin. Przede wszystkim ten spadek trzeba zahamować, inaczej coraz mniej kobiet będzie rodziło coraz mniejszą liczbę dzieci.

Po drugie system wsparcia dla rodzin powinien być jednolity i klarowny. Teraz mamy 4 progi dochodowe uprawniające do różnych świadczeń i dwa systemy – ustawę o świadczeniach rodzinnych (wszystkie dodatkowe świadczenia nowelizowały tę ustawę) i zupełnie  nowe, odrębne świadczenie wychowawcze. Żeby wszystko działało sprawnie (bez nowej rzeszy urzędników) wystarczyłby jeden próg dochodowy – kto byłby  raz w roku zweryfikowany miałby otwarte drzwi do sięgania po odpowiednie świadczenia.

Po trzecie świadczenie powinno objąć wszystkie rodziny. Skoro nas nie stać po 500 zł na każde dziecko, to czemu nie wprowadzić kwot zależnych od liczby dzieci? 300 zł na pierwsze dziecko, 900 zł dla dwojga, 1500 dla trójki dzieci… No ale 500 zł na każde dziecko (tak zapowiadała kandydatka na premiera Beata Szydło, w programie PIS wyraźnie zapisano 500 zł na drugie i kolejne dziecko oraz próg dochodowy odcinający od świadczenia najbogatszych) brzmi dużo lepiej.

Po czwarte świadczenie sprawi, że wielu kobietom nie będzie opłacało się pracować. Minister Marczuk podczas debaty przyznał, że tak może zadziałać świadczenie wychowawcze. Czy ktoś się zastanawiał jak będzie wyglądała sytuacja kobiet, które dzięki świadczeniu zostały w domu, gdy dzieci staną się pełnoletnie? Co z emeryturami takich kobiet?

Po piąte (ostatnie, żeby nie przedłużać) rodzice decydując się na dziecko wymagają jako takiej stabilizacji – pewności zatrudnienia czy miejsca dla dziecka w żłobku. Co prawda minister Marczuk (też w tej samej debacie) mówił, że zdaniem MRPiPS wzrośnie teraz podaż np. miejsc opieki dla dzieci do lat 3. Być może Pan minister ma rację – przybędzie nowych żłobków, ale jak znam życie to ceny czesnego mogą wzrosnąć. A na wsi jak żłobków nie było, tak dalej nie będzie (w 90% gmin wiejskich nie ma żadnej placówki opieki).

Czy czeka nas w Polsce baby boom? Być może, ale jeszcze nie teraz. Póki polityka prorodzinna w Polsce będzie robiona doraźnie, wpadkowo, bez planowania na przyszłość (ot choćby skasowanie programu in vitro) póty liczebnie będzie nas coraz mniej.

Uwag do systemu polityki prorodzinnej mam więcej, blog nie jest jednak miejscem na dłuuugie wywody. Niebawem więc światło dzienne ujrzy pewna publikacja dotycząca tego tematu. Więcej informacji już niebawem – zaglądajcie więc  tu często.

A tymczasem pozdrawiamy 🙂

Rodzina 500+ Czy czeka nas nowy „Baby Boom”? – taki tytuł nosi konferencja w Instytucie Spraw Publicznych, która odbędzie się już za dwa dni – 17 lutego o 15.00.

Wśród gości minister Bartosz Marczuk – odpowiedzialny za program – z Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej.

Zapisy jeszcze trwają. Może się na tej konferencji spotkamy?