Witam po dłuższej przerwie.

Dzisiaj odeślę Was do artykułu, który ukazał się w poniedziałek w serwisie money.pl

Dziennikarz Jakub Ceglarz zajął się tematem decyzji ZUS, w których ubezpieczony pracownik (i jego pracodawca) dowiaduje się, że jego świadczenie będzie wypłacane od innej podstawy niż pobierana pensja i opłacone składki. Pan Jakub zapytał mnie, czy takie działanie ZUS jest zgodne z prawem i jak się bronić przed takimi decyzjami.

Problematyka tego typu decyzji była już poruszana przeze mnie na tym blogu np. w tym wpisie.

Całość  artykułu pana Ceglarza przeczytacie tutaj.

Po moim jednym z ostatnich wpisów – Gem,set,mecz. Wpis o zwycięstwie nad ZUS otrzymałam kilka telefonów od dziennikarzy z pytaniem, czy rzeczywiście brak pieczątki  na świadectwie pracy może mieć wpływ na wysokość pobieranej emerytury. Podobnie było z komentarzami pod wpisem.

Zatem dla niedowiarków – dowód:

Brak pieczątki na świadectwie pracy

Gem, set, mecz. Będzie to wpis o zwycięstwie, ale nie o wygranym meczu tenisowym (takim jak np. ostatni pojedynek Agnieszki Radwańskiej).

A chodzi o emeryturę. Oczywiście nie moją, a mojej klientki (ja coraz mocniej powątpiewam w to, że gdy sama przejdę na emeryturę system zabezpieczenia społecznego będzie jeszcze istniał).

Wszystko zaczęło się zwyczajnie – od wniosku o emeryturę. ZUS w końcu przysłał decyzję o ustaleniu kapitału początkowego, a następnie decyzję o ustaleniu wysokości emerytury. Klientka (jak wielu świeżo upieczonych emerytów) doznała szoku czytając, ile dostanie co miesiąc świadczenia.

Przyszła do mnie z papierami. Co się okazało – że ZUS nie uznał jej pewnego ważnego okresu zatrudnienia. A powód był prozaiczny – brakowało imiennej pieczątki osoby podpisującej świadectwo pracy. I przez to jej emerytura była zaniżona.

Odwołanie

Oczywiście zostało przygotowane i wysłane do sądu (ale za pośrednictwem ZUS) odwołanie.

Nie wiem czy wiesz, ale każde odwołanie od decyzji najpierw trafia do ZUS i organ ten ma 30 dni na rozpatrzenie tego odwołania. Może się do niego przychylić i wówczas zmienia swoją decyzję (tak było np. w sprawie młodej lekarki), albo napisać odpowiedź na odwołanie i przesłać całą sprawę do sądu do rozpatrzenia. Tak dzieje się pewnie w 99% przypadków.

Dotychczas prowadziłam 3 sprawy, które udało się wygrać na etapie odwołania (bez postępowania sądowego).

Przy tej sprawie też mówiłam klientce żeby sobie nie robiła wielkich nadziei, że czeka nas batalia sądowa.

Zmiana decyzji

Tymczasem jednak ZUS przysłał jej nowe decyzje – o ponownym przeliczeniu kapitału początkowego i o przeliczeniu emerytury.

Wzrósł jej kapitał i wysokość świadczenia 🙂

A co było koronnym dowodem i sprawiło, że urzędnik zmienił decyzje? 

Wzory podpisów członków zarządu spółki, w której kiedyś pracowała klientka.

Spółka istniała w latach 90-tych ubiegłego wieku i nigdy nie została wpisana do KRS. Figurowała tylko w starym rejestrze RHB. Ale papiery były i udało się  nam do nich dotrzeć 🙂 Zostały załączone jako dowód – do odwołania.

Gem,set, mecz. Sprawa zakończona, klientka szczęśliwa. I o to chodzi 🙂

e06c798500008b794d075900Absurdy w sprawach z Zus = mijać się z prawdą – to  takie proste

Dzisiaj będzie wpis o tym, że mówiąc delikatnie – ZUS pisze nieprawdę.

W jednej ze spraw, które ostatnio prowadzę sąd przysłał odpowiedź ZUS na nasze odwołanie. Sprawa dotyczy zakwestionowania podstawy wymiaru składek pracownicy (a mówiąc krótko – ZUS uznał, że Klientka zarabia za dużo) i przyznania świadczenia w kwocie dużo niższej, która zdaniem ZUS jest adekwatna. O tym, że ZUS tak postępuje pisałam choćby w tym wpisie: Jak ważny jest sprawnie działający Trybunał Konstytucyjny

Odpowiedź na odwołanie w dużej mierze była powtórzeniem decyzji i praktycznie nie wnosiła nic nowego do sprawy. Pełnomocnik procesowy  – radca prawny – napisał tam jednak coś, co sprawiło, że postanowiłam przygotować dzisiejszy wpis.

 Ze zdumieniem przeczytałam, że:

„również Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że art. 83 ust 1 pkt 1 w zw. z art. 41 ust 12 (…) ustawy o sus jest zgodny z Konstytucją”

Pomyślałam sobie, jak mogłam przegapić tak ważne orzeczenie! Wchodzę więc na stronę Trybunału i szukam tego orzeczenia. Co się okazało? Że Trybunał Konstytucyjny jeszcze nie orzekał w tej sprawie.

Do tej pory spotykałam się głównie ze złymi decyzjami (rzadziej z pismami procesowymi), w których brakowało dobrej podstawy prawnej, a w uzasadnieniu powoływano się na orzeczenia, które nie pasowały do charakteru sprawy.

A tu teraz taki wstyd. Czyżby pełnomocnik liczył na to, że sąd czy też ja tego nie sprawdzimy?

Jak to mówi stare porzekadło: Kłamstwo ma krótkie nogi.

Na jednej z facebookowych grup poradniczych dla młodych mam padło niedawno pytanie o kontrolę kobiet w ciąży przez ZUS. Chodziło o pozorność zatrudnienia (zbyt krótki okres od rozpoczęcia pracy do przejścia na zwolnienie lekarskie).  W komentarzach dobre rady – co zrobić, jak się przygotować do kontroli itp.

Są też takie, że to pracodawca powinien się tłumaczyć przed ZUS, nie pracownica.

Były też takie głosy (pisownia oryginalna):

Jak można kobiety w ciąży tak ganiać i stresować. Przecież to ma wpływ na dzieciątko. Szok. To się nadaje do trybunału praw człowieka w Strasburgu

Tym bardziej ganiać kobiety na L-4 gdzie te ciążę są zagrożone… Mnie pisma z urzędów stresują, a co dopiero kobietę w ciąży. Ale się zezłościłam. Trzeba napisać do Kaczyńskiego, on jest pro rodzinie, może pogoni te (…) w ZUS. Jak można kobiecie w ciąży opóźnić wypłatę świadczeń… albo co gorsza odmówić tych pieniędzy

Trzeba jasno powiedzieć, że w przypadku wątpliwości ZUS ma prawo przeprowadzić kontrolę lub postępowanie wyjaśniające. W tym czasie wypłata świadczenia przez ZUS może być wstrzymana lub świadczenie jest wypłacane od innej podstawy wymiaru niż pensja wynikająca z umowy o pracę.

Niestety bardzo często wydawanie decyzji jest przeciągane. Świadczenie jest wypłacane dopiero po wydaniu decyzji, lub po prawomocnym wyroku sądu (gdy się odwołujemy od decyzji), najczęściej bez odsetek, o które trzeba stoczyć osobną batalię.

I tak na marginesie – żeby przygotować skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka trzeba wpierw przejść drogę sądową w kraju (mieć prawomocne orzeczenie kończące postępowanie – np. wyrok sądowy).

Dzisiaj kolejny wpis o absurdach w sprawach z ZUS. Poprzedni znajdziecie tutaj.

Ile można czekać na przekazanie przez ZUS naszego odwołania do Sądu? Okazuje się, że aż 533 dni, czyli o 503 za dużo!

Szczerze mówiąc nie bardzo mieściło mi się to w głowie, gdy o sprawie poinformowała mnie Czytelniczka bloga, ale to prawda.

Zgodnie z przepisami ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (art. 83 ust. 7) w przypadku wniesienia odwołania – ZUS ma dwie możliwości:

  1. albo rozpatrzyć sprawę pozytywnie dla Odwołującego się – zgodnie z odwołaniem (wówczas nie nadaje sprawie dalszego biegu);
  2. albo w terminie 30 dni przygotować na to odwołanie odpowiedź i przekazać je do właściwego sądu.

Nie ma tutaj mechanizmu  „kontrolnego” dla Odwołującego, jak w przypadku opieszałości przy wydawaniu decyzji (w takim przypadku można wnieść odwołanie od razu do sądu), nad ZUS nie wisi żaden „bacik”.

Osobiście, wydaje mi się, że ZUS zwyczajnie zgubił akta, albo trafiły gdzieś na dno wielkiej sterty spraw.

A sprawa nie byle jaka bo pracownicy ZUS obciął świadczenie uważając, że ta zarabia za dużo. To ulubiony ostatnio sposób ZUS na wypłatę zaniżonego świadczenia. Problem polegał na tym, że odwołanie od decyzji zaniżającej podstawę wymiaru składek odwołał się tylko pracodawca (i o sprawie też zapomniał), pracownica nie.

Kobieta po półtora roku zapytała ZUS kiedy wreszcie dostanie wyrównanie świadczenia… no i się zaczęło. Nagle sprawa została przekazana do sądu, a sąd postanowił…. odwołanie  przekazane z rażącym uchybieniem terminu ….rozpatrzyć jak gdyby nigdy nic, a ostatecznie – przyznać rację ZUS. Wyrok jest nieprawomocny.

Pytania w tej sprawie rodzą się co najmniej dwa:

  • czy sąd powinien orzekać, a jeżeli tak, to czy nie powinien uznać, że skoro od złożenia odwołania od decyzji minęło tyle czasu to należy Odwołującemu przyznać rację?
  • Czy Odwołujący może się starać o jakieś odszkodowanie/zadośćuczynienie z tytułu opieszałości urzędniczej?

O tym będzie mowa w jednym z kolejnych wpisów.

 

gazetyTe prawie 6 lat prowadzenia bloga Temida Jest Kobietą sprawiły, że moje wpisy śledzi wielu dziennikarzy zajmujących się tematyką ubezpieczeń społecznych, polityki prorodzinnej czy szeroko pojętego biznesu.

Mój wpis o tym jak ważny jest sprawnie działający Trybunał Konstytucyjny (na przykładzie sprawy przeciwko ZUS) stał się inspiracją dla dziennikarki Rzeczpospolitej. Katarzyna Nowosielska zajęła się tematem kontroli przeprowadzanych przez ZUS u pracodawców zatrudniających kobiety w ciąży.  Artykuł możecie przeczytać tutaj.

Tematem zajął się również Paweł Bednarz, dziennikarz Onet Biznes, który poprosił mnie o komentarz do swojego tekstu. Jego artykuł można przeczytać tutaj.

TrybunałWiele osób gubi się już wokół całego zamieszania dotyczącego Trybunału Konstytucyjnego. A to, czy Trybunał działa sprawnie jest ważne dla każdego „Kowalskiego”. Zaraz wytłumaczę dlaczego, na przykładzie, który może dotyczyć każdej osoby zatrudnionej na umowie o pracę.

W przypadku, gdy rząd będzie nadal twierdził, że wydawane przez #TrybunałKonstytucyjny wyroki to „spotkania sędziów przy kawie i ciasteczkach” może dojść do dysonansu. Rząd i administracja (np. też ZUS) nie będą uznawały wyroków i będą wydawać decyzje z pominięciem najnowszych orzeczeń. Wówczas obywatel będzie kierował sprawę do sądu, który rozpatrując ją będzie brał pod uwagę odpowiedni wyrok Trybunału.

Prowadzę wiele spraw, w których ZUS kwestionuje podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne i ustala własną podstawę, od której wylicza świadczenia (np. zasiłek chorobowy czy macierzyński), lub która ma potem znaczenie przy ustalaniu wysokości renty czy emerytury.

Robi tak w przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę. Rzecz nie dotyczy tylko osób, które przeszły na świadczenia, coraz częściej spotykam przypadki, gdy ZUS ingeruje w umowę zawartą między pracodawcą, a pracownikiem twierdząc, że zgodnie z zasadami współżycia społecznego pensja jest za wysoka, podstawa wymiaru i pobierane składki też. Robi tak najczęściej gdy wszczyna kontrolę sam, lub po czyimś zawiadomieniu.

Taką dużą swobodę daje ZUS art. 83 ust. 1 i 2 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Art. 83. 1. Zakład wydaje decyzje w zakresie indywidualnych spraw dotyczących w szczególności:
1)   zgłaszania do ubezpieczeń społecznych;
2)   przebiegu ubezpieczeń;
3)   ustalania wymiaru składek i ich poboru, a także umarzania należności z tytułu składek;
3a)  ustalania wymiaru składek na Fundusz Emerytur Pomostowych i ich poboru, a także umarzania należności z tytułu tych składek;
4)   ustalania uprawnień do świadczeń z ubezpieczeń społecznych;
5)   wymiaru świadczeń z ubezpieczeń społecznych.
2. Od decyzji Zakładu przysługuje odwołanie do właściwego sądu w terminie i według zasad określonych w przepisach Kodeksu postępowania cywilnego.

Wystarczy jednak przejść do przepisu, który wskazuje, co tak naprawdę ZUS wolno kontrolować:

Art. 86. 1. Kontrolę wykonywania zadań i obowiązków w zakresie ubezpieczeń społecznych przez płatników składek przeprowadzają inspektorzy kontroli Zakładu.
2. Kontrola może obejmować w szczególności:
1)   zgłaszanie do ubezpieczeń społecznych;
2)   prawidłowość i rzetelność obliczania, potrącania i opłacania składek oraz innych składek i wpłat, do których pobierania zobowiązany jest Zakład;
3)   ustalanie uprawnień do świadczeń z ubezpieczeń społecznych i wypłacanie tych świadczeń oraz dokonywanie rozliczeń z tego tytułu;
4)   prawidłowość i terminowość opracowywania wniosków o świadczenia emerytalne i rentowe;
5)   wystawianie zaświadczeń lub zgłaszanie danych dla celów ubezpieczeń społecznych;
6)   dokonywanie oględzin składników majątku płatników składek zalegających z opłatą należności z tytułu składek.

Z tego przepisu  moim zdaniem wcale nie wynika  uprawnienie ZUS do ingerowania w umowę o pracę i „ustalania” podstawy wymiaru składek.

Przepisy te mimo, iż nie  wynika to z nich wprost  stanowią jednak podstawę kompetencyjną dla organu ZUS  do ustalania wysokości podstawy wymiaru składki ZUS na ubezpieczenie chorobowe poprzez weryfikację. wysokości wynagrodzenia pracownika mimo istnienia ważnej i wykonanej umowy.

Znalazł się jednak sędzia Sądu Okręgowego w Częstochowie, który zadał pytanie prawne – czy te przepisy interpretowane jako podstawa kompetencyjna do takiej ingerencji nie naruszają ustawy zasadniczej.

Sprawa w Trybunale Konstytucyjnym ma sygnaturę P 9/15 i czeka na rozpatrzenie.

I teraz najważniejsze – jeżeli Trybunał orzeknie, że te przepisy są niezgodne z konstytucją, a administracji „nie będzie wolno” stosować się do wyroków TK (wystarczy wskazać na wypowiedzi choćby Ministra Sprawiedliwości i jego słynny już list do Prezesa Trybunału), to będziemy mieć sytuację kuriozalną.

ZUS nadal będzie sobie wydawał decyzje pisząc w nich, że czyjeś zarobki są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (wierzcie mi, że ZUS potrafi „tak po prostu” obniżyć podstawę wymiaru składek np. absolwentowi studiów do minimalnej pensji krajowej twierdząc, że 2500 zł brutto to dla absolwenta za dużo, a doświadczenie życiowe wskazuje, że pierwsza umowa o pracę opiewa na pensję minimalną), będzie ucinał podstawy i wypłacał niższe świadczenia. Od takiej decyzji obywatel będzie musiał składać odwołanie do sądu, a ten zmieni decyzję, bo uzna, że przepisy na których oparł się ZUS zgodnie z wyrokiem TK są niezgodne z konstytucją.

Może Ci się wydawać, że spór o Trybunał jest sztuczny, że to wojna rządu i PIS z prawnikami, czy oderwanym wreszcie od władzy „gorszym sortem”. Tak nie jest. Trybunał Konstytucyjny chroni nas – obywateli przed „głupotą władzy” i bublami prawnymi. Stoi na straży naszych wolności i praw, a prędzej czy później jakieś jego orzeczenie będzie miało rzeczywisty wpływ na Twoją sytuację prawną. Ot choćby w sprawie przeciwko ZUS.

e06c798500008b794d075900Tak, tak – tytuł posta to najprawdziwsza prawda.

Widziałam już kilka decyzji ZUS odmawiających pracownikowi (zatrudnionemu na umowę o pracę) wypłaty zasiłku w wysokości odpowiadającej ustalonej podstawie wymiaru składek i ustalających tę podstawę na poziomie pensji minimalnej.

W oparciu o przepis art. 18 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe pracowników stanowi przychód, czyli pensja.

Tymczasem ZUS został wyposażony w upoważnienie do kontroli i ingerencji w podstawę wymiaru składek pracowników (wyrok Sądu Najwyższego ukrócił takie praktyki w stosunku do przedsiębiorców), gdy uzna, że wynagrodzenie jest za wysokie i narusza zasady współżycia społecznego. W takim przypadku wypłaca świadczenie zaniżone – od podstawy wymiaru składek, jaka uzna za słuszną – najczęściej jest to pensja minimalna.

Dodać trzeba, że pracodawca – płatnik składek odprowadzał za pracownika składki od rzeczywiście ustalonej umową o pracę pensji.

Mamy więc sytuację gdy np. pracownik zarabia 3.000 zł brutto (czyli poniżej średniej krajowej) – od takiej kwoty pracodawca odprowadza składki, ZUS je przyjmuje, a gdy otrzymuje wniosek o wypłatę zasiłku wówczas ZUS przyznaje świadczenie tylko od kwoty 1750 zł (pensja minimalna w 2015 r.).

Szczególnie narażeni na taką sytuację są przedsiębiorcy zatrudniający kogoś pierwszy raz na nowo utworzone stanowisko lub kogoś młodego – zwłaszcza absolwentów szkół.

Wychodzi na to, że inspektorom w ZUS nie mieści się w głowie, że można zatrudnić kogoś z pensją wyższą niż minimalna.

Nie wierzycie?

Poniżej fragment uzasadnienia decyzji ZUS, którą otrzymała moja klientka:

Zasada odpłatności płacy oznacza, że pracownikowi przysługuje wynagrodzenie godziwe, odpowiadające m. in. rodzajowi wykonywanej pracy i posiadanym kwalifikacjom (art. 78 k.p.)

W tej sytuacji trzeba wskazać, że niecodziennym jest, aby pracodawca zatrudniając pracownika „od razu” przyznawał mu wynagrodzenie w wysokości przekraczającej minimalne wynagrodzenie.

Dziwnym trafem ostatnio bardzo często ZUS za godziwą uznaje wyłącznie pensję minimalną.

A co można zrobić w takim przypadku?

Odwołać się od takiej decyzji do sądu za pośrednictwem ZUS – w terminie 30 dni od jej odebrania.

Czy rzeczywiście pracując na umowę o dzieło matka rodząca dziecko nie będzie mieć zapewnionego żadnego świadczenia?

Kilka dni temu przeczytałam artykuł Adriany Rozwadowskiej poświęcony tematyce dzietności w naszym kraju oraz rozwiązań zmierzających do poprawy tego stanu rzeczy.

Autorka pisze, że w Polsce nadal jest grupa kobiet bez prawa do świadczeń z tytułu urodzenia dziecka. Są to kobiety pracujące na umowę o dzieło.

Zwracam się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z pytaniem o ochronę ciąży kobiet na dziele. Odpowiedź resortu: „Osoby stale wykonujące umowy o dzieło mogą rozważyć możliwość prowadzenia działalności gospodarczej – wówczas będą miały możliwość przystąpienia do ubezpieczenia chorobowego dobrowolnie”.

Owszem, wiele kobiet to rozważa i zakłada działalność – tak jak sugeruje MRPiPS. Taką działalność trzeba jednak faktycznie prowadzić, w przeciwnym wypadku ZUS zamiast wypłacić zasiłek uzna fikcyjność prowadzenia biznesu, niepodleganie ubezpieczeniom społecznym oraz – złamanie zasad współżycia społecznego. A z założenia o fikcyjności swojej firmy dowie się bardzo wiele kobiet rozpoczynających prowadzenie własnego biznesu będąc już w ciąży. Ministerstwo jedno, a ZUS i tak swoje – nie wypłacimy pieniędzy,  bo działalność jest fikcyjna (czytaj: nie podlegasz ubezpieczeniom społecznym), a przedstawione dowody zazwyczaj „nie przekonują” ZUS. Zbyt wiele takich decyzji w swojej pracy zawodowej widziałam, żeby sądzić, że jest inaczej.

Autorka tekstu pisze także, że nowe świadczenie rodzicielskie nie obejmie matek prowadzących własną działalność.

Jest to powiedzmy – połowa prawdy.

Owszem – biznesmenka może liczyć na zasiłek macierzyński, którego wysokość jest zależna od zadeklarowanej  przez nią podstawy wymiaru składek. Natomiast te przedsiębiorcze Panie, które odprowadzały składki w wysokości preferencyjnej od stycznia 2016 r. będą otrzymywać wyrównanie zasiłku to kwoty 1000 zł, którą to będą otrzymywały matki bezrobotne, studentki i rolniczki, czyli osoby nieubezpieczone w ZUS. Szkoda tylko, że nie potraktowano wszystkich równo. Można było przecież przyznać każdej matce po 1000 zł przez 12 miesięcy od narodzin dziecka. A te osoby, które są ubezpieczone otrzymywałyby także swój wypracowany zasiłek macierzyński.

O nowym świadczeniu można również przeczytać tutaj.