Zmiana tytułu ubezpieczenia – śmiało mogę powiedzieć, że w tym tygodniu to był dla mnie temat nr. 1 Rozmowy na ten temat prowadziłam w drodze powrotnej z rozprawy w Lublinie,

w samochodzie wracając z sądu w Siedlcach, w kancelarii i wreszcie dzisiaj w domu – kaszląc przy tym niemiłosiernie, bo przeziębienie trzyma mnie już dwa tygodnie. Wszystkie historie mają wspólny mianownik – ZUS źle wylicza podstawę wymiaru i wypłaca zaniżone zasiłki.

O tym problemie pisałam szeroko np. w tym wpisie:

Problematyczny art. 48a, czyli dlaczego ZUS nie umie liczyć

Tej tematyce był także poświęcony mój poprzedni wpis na tym blogu.

W sumie to nie bardzo wiem, dlaczego ZUS uparcie źle przelicza zasiłki  tym, którzy ubezpieczeni są składką chorobową dobrowolnie, a do okresu ubezpieczeniu wlicza im się okres ubezpieczenia z innego tytułu. Chyba liczy na to, że adresaci decyzji nie znają przepisów…bo sposób wyliczenia właściwej podstawy jest skomplikowany (zwracano na to uwagę  w Sejmie już na etapie projektu zmian). Jest też druga możliwość – urzędnicy nie potrafią poprawnie zastosować przepisu.

Całe szczęście – sądy stając po stronie moich Klientów w uzasadnieniach bardzo dobitnie tłumaczą ZUS jak powinien liczyć zasiłki w tego typu sprawach 🙂

 

Składki za kontrahentów z ulgą na start

ZUS potwierdził to,  o czym pisałam na tym blogu w piątek, a mianowicie, że w przypadku korzystania z usług młodych przedsiębiorców nieopłacających składek na ubezpieczenie społeczne (tzw. ulga na start) trzeba za nich te składki odprowadzić, tak jak od umów zlecenia.

Ulga na start obciąży kontrahentów młodych przedsiębiorców. Zapłacisz za nich ZUS.

Dzisiaj w artykule Mateusza Rzemka  rzecznik prasowy ZUS powierdza, że interpretacja, którą wydał w indywidualnej sprawie ZUS Oddział w Gdańsku jest oficjlnym stanowiskiem ZUS!

Tak więc zwolnienie z płacenia składek jest pozorne, zostało bowiem przerzucone na kontrahentów młodych przedsiębiorców.

Flagowy projekt premiera Morawieckiego to… fikcja.

Szczerze mówiąc, wypada chyba rekomendować przedsiębiorcom, mającym prawo do ulgi – do zrezygnowania z niej. Mogą bowiem nie mieć klientów. Współpraca z nimi stała się zbyt skomplikowana.

Jak rozpoznać młodego przedsiębiorcę z ulgą na start?

W CEIDG nie ma takiej informacji, czy przedsiębiorca płaci składki na ubezpieczenie społeczne, czy też nie. Ważną informacją jest jednak data założenia działalności. Jeżeli chcesz współpracować z przedsiębiorcą, który na rynku działa nie dłużej niż 3 mce, to zapytaj go wprost, czy z ulgi korzysta.

Składki

Jeżeli zdecydujesz się na współpracę z takim przedsiębiorcą to pamiętaj, że:

  1. najpierw zgłaszasz siebie jako płatnika składek do ZUS (druk ZUS ZFA). Masz na to 7 dni od zawarcia umowy.
  2. potem zgłaszasz młodego przedsiebiorcę jako ubezpieczonego (druk ZUS ZUA).
  3. kiedy zakończycie współpracę musisz siebie wyrejestrować jako płatnika składek (druk ZUS ZWPA) oraz kontrahenta jako ubezpieczonego (druk ZUS ZWUA)
  4. wystawiasz PIT dla kontrahenta

Wisienka na torcie

Podobno ZUS i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracują nad nową, korzystniejszą interpretacją przepisów!

A ja mówiąc szczerze zaczynam się bać. Przepisy powinny być jasne i czytelne, bez pola do interpretacji. Co jeżeli za chwilę pojawi się nowa „korzystna” interpetacja, czy to rozwiąże problem? Nie. Interpretację zawsze można zmienić, nie jest wiążąca. Za rok możemy mieć bowiem powtórkę z rozrywki.

Jedyny ratunek dla tych przepisów to ich nowelizacja.

Dzisiaj wpis przewrotny, bo o nie o prawie, a o gmachu sądu i pewnej sprawie sądowej.

Do gmachu Sądu Okręgowego przy alei Solidarności 127 w Warszawie prawnicy zazwyczaj wchodzą szybkim krokiem. Chwila w szatni, potem trzeba znaleźć wolną windę, która zawiezie nas na właściwe piętro. Jeszcze tylko trzeba pokonać gąszcz korytarzy (te stare, nieodnowione straszą, bardzo) i oto stajemy przed właściwą salą rozpraw. A jeżeli rozprawa jest przeniesiona do innej sali to mamy ciąg dalszy wycieczki… Czasu na podziwianie architektury  budynku jest mało, albo nie ma go wcale. A szkoda.

Mało kto wie, że gmach ten ma bardzo bogatą historię i że  ocalał z wojennej pożogi. Po wojnie przywrócono mu niemal pierwotny wygląd. Ja o tym wiem, bo jestem pozytywnie „zakręcona” na dwudziectolecie międzywojenne, zwłaszcza na kulturę i architekturę tamtego okresu, lubię chodzić na wykłady warsavianistów. Trochę wspominałam o tym na blogu w tym wpisie:

Pasje prawnika. Trochę o art deco i emancypacji kobiet

Sądy Grodzkie na Lesznie (nazwę wzięły od ulicy, przy której stał gmach – Leszno 53/55) do użytku oddano w czerwcu 1939 r.  Zaprojektował je Bohdan Pniewski, architekt związany głównie z Warszawą. Wówczas był to największy sąd w Europie. W czasie wojny sądy dzialały, choć w okrojonym zakresie. Budynek znajdował się po aryjskiej stronie, zewsząd otoczony gettem. Takie położenie sprawiło, że droga przez sąd była jednym z najłatwiejszych sposobów ucieczki z getta.

Główną fasadę zdobi napis: „Sprawiedliwość jest ostoją mocy i trwałości Rzeczypospolitej” Andrzeja Frycza Modrzewskiego, obecnie chyba aktualny jak nigdy w całej historii tego gmachu.

No dobrze, ale co sąd ma wspólnego z ciocią w gablocie zapytacie?

Otóż „akcja” teledysku do najnowszej piosenki Artura Andrusa „Ciocia w gablocie” dzieje się właśnie w gmachu tego sądu, dzięki czemu nie trzeba chodzić do tego sądu, żeby zobaczyć jak wygląda.

Chodzi oczywiście o  niezmiernie ciekawą sprawę sądową. Powódką jest Genowefa Szypka de Cyzja, lat 139 😉 Mnie do gustu najbardziej przypadły dowody prezentowane w sprawie.

Sami zobaczcie:

 BlogTemida Jest Kobietą – doceniona 🙂

Dzisiaj dostałam maila z agencji marketingowej widoczni.com, z informacją i gratulacjami 🙂  Agencja przeczesała prawniczą blogosferę i wybrała top 15 blogów prawniczych. Temida Jest Kobietą znalazła się w tym zestawieniu 🙂

Bardzo mnie to cieszy. Z kilku powodów.

Agencja sama wybrała blogi. Nie trzeba było się zgłaszać, wypełniać ankiet, ani pisać „reklamowych” peanów na cześć bloga. Zapewne miała w tym swój cel, ale co tam 😉

Poza tym mój blog jest chyba najstarszym w zestawieniu (prowadzę go od sierpnia 2010 r.!), a mimo to nadal jest atrakcyjny i chętnie przez Was czytany. Dziękuję!

Decyzja o jego prowadzeniu była jedną z najlepszych decyzji, jaką podjęłam. Ciężka praca i konsekwencja procentują.

Taki ranking zachęca do dalszego pisania. Muszę się Wam przyznać, że teraz kiedy jestem mamą dwójki małych dzieci znajdowanie czasu na pisanie jest nie lada wyzwaniem (nie mówiąc o samym pisaniu z córką na kolanach!). I to też jest motywacja do skończenia wreszcie zmian w moich blogach, które są zaplanowane od roku.

No i to jest niezwykle miłe, gdy koledzy po fachu mnie zaczepiają np. na konferencji, albo przed salą sądową i mówią „Ja Panią znam, czytam Pani blogi!”

Szczerze mówiąc, kiedy zaczynałam przygodę z blogowaniem, prawniczej blogosfery jeszcze nie było. A blogów prawniczych było kilka, może kilkanaście. Pewnie Rafał Chmielewski mógłby coś więcej na ten temat powiedzieć.

 

Playing kidsRusza Maluch plus 2017

Wreszcie Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło konkurs na dofinansowanie miejsc opieki nad dziećmi do lat 3 (utworzenie i funkcjonowanie miejsc). Maluch plus 2017 będzie rozstrzygnięty już w styczniu (termin składania wniosków jest bardzo krótki – dla podmiotów niegminnych to np. 9 grudnia 2016!), co oznacza, że pieniędzy z dotacji będzie można spodziewać się szybciej niż w poprzednich latach.

Ogłoszenie konkursowe wraz ze wszystkimi dokumentami pojawiło się dzisiaj na stronie MRPiPS.

 Więcej informacji o samym konkursie już niebawem na blogu!

Jeżeli masz jakieś pytania – skorzystaj z formularza 🙂

Kilka dni temu, 28.01.2016 r. do kancelarii trafiła kopia decyzji. O taka:

scan_Page_1

Powiecie – decyzja taka sama jak każda inna. Przyjrzyjcie się zatem uważnie:

  1. Data wydania decyzji – 14 grudnia 2015 r.
  2. Decyzja jest wykonaniem wyroku II instancji (czyli prawomocnego) z dnia 28 sierpnia 2015 (czyli wydanego niemal 4 miesiące wcześniej!)
  3. Co ciekawe urzędniczka pisze, że świadczenie zostało przekazane dnia 21.12.2015 r. [pytanie jak mogło zostać przekazane, skoro zgodnie z datą wydania decyzji przekazanie środków miało się odbyć dokładnie tydzień później?]

Kto myśli, że decyzję wydano z datą wsteczną ręka w górę 😉

Domyślam się skąd wzięła się data 14.12.2015 r. Akurat tego dnia wysłałam do ZUS pismo ponaglające 😉

Zastanawiające jest także to, że skoro decyzja została wydana 14 grudnia 2015 r. to czemu wysłano ją do kancelarii dopiero 26 stycznia 2016 r.?

scan_Page_2

sb10065747q-001.jpg
„Jak nas „pokażą” media, tak nas „zobaczy” społeczeństwo”
Ze zdumieniem przeczytałam wczorajszą opinię dziennikarki Pani Anny Popiołek opublikowaną na portalu wyborcza.biz. dnia 01.07.2015 r. (opinia znajduje się także w dzisiejszym papierowym wydaniu Gazety Wyborczej).
Zgodnie ze stanowiskiem autorki – w dniu wczorajszym Prezydent RP zaproponował, aby „oszustki” mogły przez kolejny rok wyłudzać zasiłki macierzyńskie.
Po pierwsze nie wiem co na to Kancelaria Pana Prezydenta, bo informacja przekazana do prasy po spotkaniu minister Wóycickiej z przedstawicielkami Matek na DG. Nie- dla prawa wstecz! brzmiała zupełnie inaczej.
Po drugie opinia Pani Popiołek zawiera błędy merytoryczne i świadczy o głębokiej nieznajomości tematu będącego przedmiotem tejże opinii.
Autorka powtarza stereotyp, w który kazało uwierzyć społeczeństwu Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przygotowując projekt zmian. Stereotyp, że matki prowadzące działalność gospodarczą to oszustki i wyłudzaczki, że dyskryminowane są kobiety na zatrudnione na etatach.
Pani Popiołek w swojej opinii pisze, że wystarczy założyć działalność gospodarczą, opłacić jedną składkę ZUS w wysokości ok. 3.000 zł, następnie działalność zawiesić, a dzięki temu będzie się dostawało ok. 7.000 zł miesięcznie zasiłku macierzyńskiego przez rok.
Jest to nieprawda.
Jeżeli ktoś najpierw założy działalność, a po miesiącu ją zamknie lub zawiesi to nie dostanie żadnego świadczenia. Nie będzie go bowiem w systemie ubezpieczeń społecznych. Nie wiem także skąd wzięła Pani sumę 7.000 zł płatnych co miesiąc przez rok. Nawet gdyby tyle najwyższy zasiłek dla osoby ubezpieczonej dobrowolnie wynosił (a tak nie jest), to maksymalnie można pobierać go przez pół roku, potem świadczenie spadnie zgodnie z przepisami do 60% tej kwoty.
Poza tym Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma możliwość prowadzenia kontroli i postępowań wyjaśniających. Często w wypadkach tak krótkiego prowadzenia działalności wydaje decyzję o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym (ma do tego prawo) lub decyzję obniżającą podstawę wymiaru składek (do tego akurat nie ma prawa). Sprawy z odwołania ciągną się w Sądach Okręgowych nawet do 2 lat, a w tym czasie odwołująca się nie zobaczy z ZUS ani złotówki.
Nie wiem czy autorka opinii jest zatrudniona na etacie czy może prowadzi własną działalność. Usługi dziennikarskie da się „łatwo” zawiesić. Prowadzenie wielu firm już nie – bo najpierw trzeba zwolnić choćby pracowników. Zawieszenie działalności sprawia jedynie, że nie trzeba odprowadzać obowiązkowej składki zdrowotnej, trzeba sobie wówczas poszukać alternatywy (np. dopisać się do ubezpieczenia męża, zarejestrować jako bezrobotna, albo opłacać tę składkę dobrowolnie) albo o bezpłatnej służbie zdrowia można zapomnieć.
Zawieszenie działalności nie sprawia, że zobowiązania firmy znikają. Nadal trzeba płacić bieżące zobowiązania np. raty kredytu firmowego czy leasingu.
Warto też podkreślić, że w sektorze mikro i małych przedsiębiorstw dominują firmy kobiece właśnie. Prócz składek na ZUS płacimy podatki i inne daniny publiczne. Na składki same musimy zarobić (za pracowników cześć składek płaci pracodawca).
Wątpię, żeby osoby pracujące na etacie chciałyby się dowiedzieć, że za trzy miesiące sposób naliczania ich zasiłków się zmieni. Że odtąd będą dostawać świadczenia np. od najniższej krajowej pensji + 1/12 różnicy między ich pensją właściwą a pensją minimalną za każdy przepracowany miesiąc.
Autorka zapomina także, że wiele kobiet aby dostać świadczenie uciekało w fikcyjne etaty. To też oszukiwanie.
Nie wolno wrzucać do jednego worka kobiet, które uczciwie płacą składki, z tymi zakładającymi fikcyjne firmy. Wiele z nich pracuje uczciwie, a do założenia działalności gospodarczej zmusiła je sytuacja (mowa o tzw. samozatrudnieniu).
Samo ewentualne wydłużenie vacatio legis ustawy oddala tylko problem, ale go nie rozwiązuje. Rozwiązanie kompleksowe powinno być wypracowane już po jesiennych wyborach.
Mnie cieszy jedno – że kobiety potrafią walczyć. Ruch Matki na DG wielu otworzył oczy na fakt, że proponowane zmiany nie są takie „różowe”, że uderzają w zasadę praw nabytych. Wielu naszych rozmówców tak naprawdę nie wiedziało jak funkcjonuje system ubezpieczeń społecznych. Że po zmianach matka prowadząca działalność gospodarczą i opłacająca składki od tej samej kwoty co pensja matki na etacie dostanie mniejszy zasiłek, mimo iż odprowadzi więcej do systemu.
Obecnie mówią o tym nawet Ci, którzy zmiany wprowadzali. Wyraz temu dała choćby Wicemarszałkini Sejmu Wanda Nowicka w swoim liście do Prezydenta RP.
Matkom na DG nie chodzi tylko o wydłużenie vacatio legis ustawy, która leży na biurku Prezydenta. Oczywiście trzymają Bronisława Komorowskiego „za słowo”. Cieszy fakt, że sprawą zainteresował się osobiście Minister Kosiniak-Kamysz oraz Cezary Tomczyk. Miejmy nadzieję, że oznacza to szybką ścieżkę legislacyjną, ale warto rozpocząć szeroką dyskusję o tym jak system ubezpieczeń społecznych dla przedsiębiorców powinien wyglądać.
Mamy nadzieję, że od teraz „nic o nas, bez nas”. I proszę przestać nas nazywać oszustkami.
Katarzyna Przyborowska, radca prawny, autorka bloga www.TemidaJestKobieta.pl
Edit: w godzinach porannych ta polemika została wysłana drogą mailową do Gazety Wyborczej z prośbą o publikację. Odpowiedzi brak.
Edit 2: z 03.07.2015 r. – odpowiedzi nie było, ale Wyborcza.biz opublikowała polemikę. Jest też odpowiedź dziennikarki o koleżance wyłudzaczce zasiłku.

Po tym, jak poprzedni wpis dotyczący matek prowadzących własną działalność spotkał się z ogromnym zainteresowaniem pora chyba na jego  drugą część.

 W ubiegły piątek  nad projektem zmian debatowała komisja senacka. Miałam na niej być, jednakże zatrzymały mnie obowiązki zawodowe. Gdy mogłam jechać na posiedzenie – było już po sprawie. Choć głos przedsiębiorczych kobiet został… wysłuchany.

Ustawy, jak własnej niepodległości bronił Minister Bucior z MPiPS. Bo przecież w Sejmie przeszła niemal jednogłośnie (w szaleństwie sejmowego uchwalania mało który poseł orientuje się dokładnie nad czym właśnie głosuje), bo trzeba ukrócić nadużycia robione przez „działaczy gospodarczych”. Kim działacz gospodarczy jest – ja nie wiem, ale takich słów używał Pan Minister. Zero uwag na temat jak matka z maleńkim dzieckiem ma sobie poradzić z prowadzeniem działalności (bo to chyba za duża abstrakcja).

I tu moja drobna uwaga – ustawa o o systemie ubezpieczeń społecznych obowiązuje od 1 stycznia 1999 r., a kluczowe zapisy dotyczące przedsiębiorców były niemal niezmieniane. Podobnie rzecz ma się z ustawą o o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, która weszła w życie od 1 września 1999 r.

Podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ubezpieczonych, o których mowa w art. 6 ust. 1 pkt 5, stanowi zadeklarowana kwota, nie niższa jednak niż 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego przyjętego do ustalenia kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek, ogłoszonego w trybie art. 19 ust. 10 na dany rok kalendarzowy. Składka w nowej wysokości obowiązuje od dnia 1 stycznia do dnia 31 grudnia danego roku.

Podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe osób, które ubezpieczeniu chorobowemu podlegają dobrowolnie, nie może przekraczać miesięcznie 250% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia, o którym mowa w art. 19 ust. 10. – ten zapis obowiązuje od 1999 roku!

Podnoszenie podstawy wymiaru i otrzymywanie wyższych świadczeń w przypadku przedsiębiorców było tematem tabu, dostępnym tylko wybranym. Aż ktoś wreszcie nabrał odwagi i sprawa dotarła aż do Sądu Najwyższego, który to utarł nosa ZUS.

Od tego czasu nastała era „naciągaczek” – jak ładnie wszyscy piszą o kobietach  biznesmenkach podnoszących składki (uwaga: mężczyźni też to robią!).

Tylko o jakie naciągaczki chodzi, skoro od 16 lat mamy takie przepisy?!!!

Tak Panie Ministrze – możliwość „manewrowania podstawą wymiaru składki” przedsiębiorca ma od lat 16! Zatem o jakim omijaniu systemu jest mowa? Na marginesie – maksymalna podstawa wymiaru składek jest wyższa, niż ta, którą Pan na posiedzeniu wymieniał…

Problem jest duży, bo….wydłużono okres, kiedy zasiłek macierzyński można pobierać. Kiedyś to było 20 tygodni, a teraz aż 52!

No to bum – walnijmy w przedsiębiorcze matki.

Więc jak to będzie wyglądać po zmianach?

Jeżeli przez rok będzie się opłacało składki dla młodych przedsiębiorców w wysokości 525,00 zł to netto zasiłek wyniesie 371,48 zł, 80 % zasiłku to netto 297,18zł

Dla przedsiębiorców, których podstawą jest kwota 2375,40zł (najniższa podstawa wymiaru składek) zasiłek wyniesie:

100%: 1680,78 zł
80%: 1344,62 zł

Należy pamiętać, że każdy przedsiębiorca musi zapłacić jeszcze składkę zdrowotną – 279,41 zł.

Ostateczna kwota zasiłku to zatem albo 17,77 zł, albo 1065,21 zł. I to ma być lepiej (wg. słów Pana Ministra) od bezrobotnej matki, która nie wkładając nic do systemu od stycznia 2016 r. będzie dostawała co miesiąc 1000 zł. Wychodzi na to, że Pan Minister wyliczeń nie zna…

I co z takimi pieniędzmi zrobić, jak żyć Pani Premier  kiedy działalność można prowadzić tylko osobiście i nie można jej zamknąć? {gdy zachoruję, albo urodzę dziecko to mój zasiłek nie pokryje nawet płaconego przeze mnie czynszu za wynajem kancelarii, więc jaka to rekompensata utraconych zarobków, gdzie to zabezpieczenie macierzyńskie?}

Mam wrażenie, że każda biznesmenka, której działalność nie będzie szczególnego rodzaju (nie będzie wymagane posiadanie określonych uprawnień – jak np. w przypadku prawników czy architektów) będąc w ciąży będzie wolała przepisać działalność na męża/partnera/siostrę/mamę (i ją w ten sposób prowadzić) będzie wolała zostać… bezrobotną.

Problem jest duży, ale raczej chyba nie jest medialny, bo próby zainteresowania tematem  dziennikarzy spełzły na niczym.

Środowisk kobiecych jest mnóstwo, a biznesmenki jakoś nie potrafią walczyć o swoje (zwłaszcza po tym, co usłyszały na komisji senackiej). Mało kto pamięta, że istnieje jeszcze np. Partia Kobiet (i pomyśleć, że na samym początku, jeszcze jako aplikantka, lata świetlne temu budowałam struktury tej partii w kuj-pom.), mamy nowe twory polityczne – antysystemowego Kukiza bez programu, czy NowoczesnaPL, która podobno prowadzi konsultacje społeczne.

Warto działać i coś robić niż tylko siedzieć, narzekać i zadawać pytania typu „czy jeżeli rodzę w grudniu to załapię się na stare przepisy?” Wśród małych i średnich przedsiębiorstw dominują te, których właścicielkami są kobiety, a i tak nadal o nas i za nas decydują głównie… faceci, czasami bezdzietni (jak Minister Pracy i Polityki Społecznej). Bieżące wydarzenia w kraju także komentują głownie mężczyźni, bo media są bez kobiet (#mediabezkobiet).

Może jesienne wybory i przemeblowanie sceny politycznej pozwolą wreszcie porozmawiać nad zmianami w systemie ubezpieczeń społecznych – wystarczy, że przedsiębiorcy będą płacić składki od uzyskiwanych przychodów i skończy się czas „manipulowania” abstrakcyjną podstawą wymiaru składek?

 

Dostaję sporo pytań typu: czy ZUS może skontrolować moją firmę, czy ZUS może kontrolować wstecz, co mam zrobić żeby ZUS mnie nie kontrolował….

Tak, ZUS może kontrolować płatników składek np. pracodawców czy osoby prowadzące jednoosobowe działalności gospodarcze, a także samych ubezpieczonych, gdy chodzi o zwolnienia lekarskie.

Panuje opinia, że ZUS kontroluje tylko ciężarne biznesmenki, zwłaszcza te, które prowadzą firmę bardzo krótko. Niestety to tylko pół prawdy. Drugie pół jest takie, że ZUS zaczyna prześwietlać firmy w sprawach pracowników zatrudnionych na umowę o pracę na potęgę.

Nie wierzycie? To przeczytajcie kilka historii, w których brałam udział. Wszystkie są z ubiegłego tygodnia i tak się składa, że dotyczą warszawskich oddziałów ZUS.

Historia 1happy end niedaleko

Historia ma prawie dwa lata i w ubiegłym tygodniu zakończyła się wydaniem korzystnego dla mojej Klientki wyroku  w Sądzie Okręgowym. Pełnej radości jeszcze nie ma, bo ZUS może jeszcze złożyć apelację.

Agencja reklamowa ma zdolną współpracowniczkę. Gdy ta chce się związać z konkurencją szef agencji postanawia ją zatrudnić. Jest zaświadczenie lekarza medycyny pracy, szkolenie bhp, wszystko zgodnie z kodeksem pracy. Jako ciekawostkę dodam, że kobieta w tym czasie rozpoczyna serię szczepień, bo w wakacje planuje wyprawę do Afryki. Obie stron zadowolone, kobieta rozpoczyna pracę. Po jakimś czasie dowiaduje się, że jest w ciąży (nie wiedziała o niej podpisując umowę), musi przerwać szczepienia, bo takowych w ciąży się nie robi. Pracuje jeszcze kilka miesięcy, potem lekarz wystawia jej zwolnienie. ZUS wypłacił zasiłek za dwa miesiące, a następnie wszczął postępowanie wyjaśniające, którego skutkiem była decyzja o niepodleganiu przez pracownicę ubezpieczeniom społecznym i chorobowemu z uwagi na pozorność zatrudnienia i złamanie zasad współżycia społecznego.

Odwołujemy się od decyzji, ale ZUS podtrzymuje swoje stanowisko. Na żadnej z rozpraw nie pojawia się pełnomocnik organu rentowego.

 W ustnym uzasadnieniu wyroku pani sędzia dobitnie wyjaśniła, że jeżeli umowa o pracę jest realizowana, to o pozorności nie może być mowy.

Za moją Klientką „murem” stał pracodawca będący na każdej rozprawie, który w czasie trwania procesu zdążył się przebranżowić i teraz „bawi się” w DOM. Klientka założyła zaś własną agencję reklamową.

 Historia 2młoda firma nie może zatrudniać ciężarnych

Mam znajomą, która zrzuciła togę i zapragnęła szyć różowe sukienki.

Firma rusza we wrześniu 2014 r. i od razu zaczyna zatrudniać pracowników, w tym dziewczynę w ciąży ( pracodawca wie o ciąży). No ale przecież mecenasem nie przestaje się być ot tak, koleżanka wie, że nie wolno dyskryminować kandydatów do pracy itd.  Zatrudniona dziewczyna niemal do dnia porodu wykonuje swoją pracę. Gdy do ZUS wpłynął wniosek o zasiłek macierzyński organ wszczyna postępowanie  i zostaje zasypany dowodami pracy. Nic to. Do koleżanki (i pracownicy też) przychodzi decyzja, w której można przeczytać, że obie działały na szkodę systemu i zawarły pozorną umowę o pracę. Jej zdumienie  jak ZUS może tak postępować jest olbrzymie. Dla mnie to kolejna tego typu decyzja, bardzo podobna w swej treści do wielu innych, które trafiały na moje biurko.

Historia 3 pracowniku, nie choruj!

Trafiła do mnie kobieta 50+ będąca pracownikiem w swoim fachu biegłym, z ogromnym doświadczeniem zawodowym, z innymi wygrywa wiedzą i… dyspozycyjnością.  Pech chciał, że wiosną 2014 r. traci pracę. Nie załamuje się, wysyła CV gdzie się da.  W końcu rejestruje się jako bezrobotna. W sierpniu idzie na rozmowę kwalifikacyjną, jednak pracy nie dostaje. Pod koniec września dzwoni pracodawca, u którego aplikowała w sierpniu. Okazało się, że zatrudniona dziewczyna nie dała sobie rady i odeszła, pracodawca chce bohaterkę tej historii zatrudnić. Umowa na okres próbny, z pensją 5.000 brutto (mniej niż w poprzedniej pracy). Pech „znowu”  chce, że po 3 tygodniach pracy bohaterce odnawia się stara choroba, ląduje na L4. Ale zasiłku nie ma, bo ZUS złożone wyjaśnienia nie przekonują. Decyzja o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym podyktowana jest tym, że bohaterka wspólnie i w porozumieniu z pracodawcą (ktoś się chyba naczytał kodeksu karnego) chciała wyłudzić zasiłek. Świadczy o tym zadeklarowana podstawa wymiaru składek, oraz fakt, iż bohaterka była przez kilka miesięcy bez pracy, a nawet dwa miesiące zarejestrowana jako bezrobotna.

Wychodzi na to, że ZUS nie ma pojęcia jaka jest sytuacja na rynku pracy dla osób 50+. Można też wysnuć wniosek, że lepiej było zostać bohaterce na „kuroniówce” albo być potem dalej beneficjentką opieki społecznej. Wszystko, byle to ZUS nie musiał płacić zasiłku.

Smutne, prawda?

Historia jakich wiele.

Kobieta od kilkunastu lat choruje na stwardnienie rozsiane. Przez 12 lat pobiera rentę ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Gdy składa kolejny wniosek lekarz orzecznik, a następnie komisja lekarska nie stwierdza całkowitej niezdolności do pracy, tylko częściową, co w praktyce oznacza obcięcie przyznawanego świadczenia o kilkaset złotych.

Kobieta kreśli kilka zdań odwołania, że decyzja jest krzywdząca i że się z nią nie zgadza. Prosi też sąd o wyznaczenie „obrońcy z urzędu”i zwolnienie od kosztów sądowych. Nie wie chyba, że sąd z kosztów jej nie zwolni, bo sprawy z zakresu ubezpieczeń społecznych są wolne od opłat sądowych.

Zgodnie z art. 117 kpc

§ 2. Osoba fizyczna, niezwolniona przez sąd od kosztów sądowych, może się domagać ustanowienia adwokata lub radcy prawnego, jeżeli złoży oświadczenie, z którego wynika, że nie jest w stanie ponieść kosztów wynagrodzenia adwokata lub radcy prawnego bez uszczerbku utrzymania koniecznego dla siebie i rodziny.

§ 5. Sąd uwzględni wniosek, jeżeli udział adwokata lub radcy prawnego w sprawie uzna za potrzebny.

W tej sprawie sąd  najpierw wezwał kobietę do złożenia stosownego oświadczenia na odpowiednim formularzu, a także przedstawienia „ostatniego odcinka renty” (decyzję o wysokości świadczenia mając w aktach) i faktur poświadczających ponoszone koszty utrzymania. Po otrzymaniu dokumentów sąd odmówił przyznania  tej kobiecie pełnomocnika z urzędu uznając, iż kobietę stać na pełnomocnika z wyboru:

[pisownia oryginalna]

„Osoba dochodząca zatem swych praw przed sądem winna zatem, licząc się z koniecznością poniesienia wydatków poczynić najpierw odpowiednie oszczędności we własnych wydatkach, a dopiero gdyby okazało się to niewystarczające zwrócić się o pomoc do Państwa”.

i dalej

„W szczególności, co wymaga podkreślenia – koszt takiej pomocy stanowi kwotę 60 zł wg paragrafu 12 ust.2 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu z dnia 28 września 2002 roku. W ocenie Sądu wnioskodawczyni jest w stanie uiścić takową kwotę”.

C0 z tego wynika?

Sąd uznał, że tę Panią stać na pełnomocnika z wyboru, bo jego pomoc kosztować ją będzie… 60 zł. Zapomniał jednak, że pełnomocników z wyboru stawki z rozporządzenia  ustalone prawie 13 lat temu nie obowiązują, a honorarium reguluje umowa z klientem.

Potrzebujesz porady? Zadzwoń!