No cóż, będę dzisiaj nieobiektywna, ale muszę pochwalić samorząd miasta w którym mieszkam i pracuję, czyli Warszawy.

Stolica przywiązuje naprawdę dużą wagę do tego, by poprawić liczbę miejsc w żłobkach, w ostatnich latach, przybyło dużo nowych miejsc, zwłaszcza w dzielnicach, które szybko się rozbudowują, zapominając chyba jednak nieco o innych (na Ochocie chyba nie wybudowano żadnego nowego żłobka).

Opłata za wpis do rejestru

Zgodnie z przepisami ustawy o opiece nad dziećmi gmina może pobierać opłaty od podmiotów niegminnych, za wpis do rejestru żłobków. Wysokość opłaty ustala sama, uchwałą, jednakże nie może być to kwota wyższa niż 1.000 zł.

Przy całkowitych kosztach założenia żłobka tysiąc złotych nie jest dużą kwotą, ale podoba mi się, że radni warszawscy zdecydowali się zmniejszyć to obciązenie do minimum, czyli do 1 zł 🙂

Biorąc pod uwagę, że w tym roku mają ruszczyć unijne dotacje związane z opiek nad dziećmi do lat 3, koszty założenia olacówki będą mogły jeszcze spaść.

Ciekawym wsparciem, które oferują poszczególne dzielnice Warszawy, jest najem lokali użytkowych z zasobów gminnych, które spełniają wymogi do prowadzenia w nich żłobka po preferencyjnych stawkach.

O tym jak Warszawa realizuje opiekę nad najmłodszymi mieszkańcami mozesz przeczytać tutaj.

A jak jest w innych gminach? Możecie się pochwalić w komentarzach 🙂

 

 

Wczoraj Minister Rafalska ogłosiła, że tegoroczny konkurs Maluch + został rozstrzygnięty.

Przykładowo  w tym roku wysokość dofinansowania na funkcjonowanie miejsc opieki wynosi 150 zł miesięcznie na dziecko, co oznacza, że rodzice posyłający dziecko do placówki, która otrzymała środki na funkcjonowaniez MALUCHA będzie płacił czesne niższe o 150 zł. Gdy do tego dołożymy np. bon żłobkowy (np. w Warszawie) to dofinansowanie będzie spore.

Wszystkie wyniki są podane na stronie MRPiPS.

Maluch+2018 – rekordowa pula pieniędzy do rozdania

Podobnie jak w ubiegłym roku  Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło konkurs na dofinansowanie miejsc opieki nad dziećmi do lat 3 (utworzenie i funkcjonowanie miejsc) na rok przyszły. Maluch plus 2018 będzie rozstrzygnięty już w styczniu (termin składania wniosków jest bardzo krótki – dla podmiotów niegminnych to np.17 listopada 2017!).

Wnioski

Ogłoszenie konkursowe wraz ze wszystkimi dokumentami jest już na stronie MRPiPS.

Uważam osobiście, że to bardzo dobrze, że program na kolejny rok rusza tak wcześnie. Da to większą stabilność finansową placówkom biorącym w nim udział, a rodzicom informację, o ile zmniejszą się koszty miesięczne czesnego w żłobku.

Instytucje opieki nad dziećmi do lat 3 muszą więc teraz szybko podejmować decyzje, żeby na spokojnie złożyć stosowne wnioski (choć jak znam życie i historie z lat ubiegłych wnioski pisane na ostatnią chwilę pewnie też się zdarzą).

Jeżeli masz jakieś pytania lub potrzebujesz pomocy – skorzystaj z formularza 🙂

 

Dzisiaj wpis obejmujący dwie moje specjalizacje: ubezpieczenia społeczne i opiekę nad małymi dziećmi 🙂

Ostatnio mam wrażenie, że program 500+ tak drenuje nasz budżet, że rząd szuka oszczędności wszędzie – na dzieciach również.

Szykuje się nam bowiem spora zmiana w zatrudnianiu niań na umowy uaktywniające.

Do tej pory, gdy rodzice zatrudniali nianię, to składki na ubezpieczenie społeczne do wysokości pensji minimalnej opłacał budżet państwa.  Od nadwyżki – rodzice malucha. Była to zachęta – i dla niani (na legalne zatrudnienie z pełnymi świadczeniami) i dla rodziców, których zatrudnienie niani kosztowało mniej. Nawet biurokrację ZUS dawało się okiełznać (deklaracje i zarejestrowanie) bo pracownicy tej instytucji są pomocni.

Rząd jednak chce to zmienić i od stycznia 2018 r. chce wprowadzić ograniczenie – z budżetu ma być pokrywana tylko połowa składek od najniżej pensji.

Projekt zmian zakłada, że w ustawie o opiece nad dziećmi do lat 3:

w art. 51 w ust. 1 pkt 1 i 2 otrzymują brzmienie:

 „1)   Zakład Ubezpieczeń Społecznych – od podstawy stanowiącej kwotę nie wyższą niż 50% wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę ustalonego zgodnie z przepisami o minimalnym wynagrodzeniu za pracę,

2)   rodzic (płatnik składek) – od podstawy stanowiącej kwotę nadwyżki nad kwotą 50% minimalnego wynagrodzenia”;

Jeżeli jesteś beneficjentem programy 500+ i zatrudniasz nianię na umowę uaktywniającą to już wiesz, na co te 500 zł będziesz od przyszłego roku wydatkował 😉

W ten sposób część kwot wypłacanych w ramach świadczenia w prosty sposób wróci do budżetu państwa.

Więcej na ten temat można przeczytać w artykule Opłacalność legalnego zatrudnienia niani.

Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej przed długim majowym weekendem zaprezentowało projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw związanych z systemami wsparcia rodzin. Wśród nowelizowanych ustaw znalazła się również ustawa o opiece nad dziećmi do lat 3.

Nowelizacja m. in. ustawy żłobkowej miałaby wejść w życie 1 stycznia 2018 r.

Moim zdaniem  zaproponowane zmiany możemy podzielić na dobre i złe.
Do tych dobrych zaliczyłabym możliwość utworzenia rady rodziców, która będzie mogła np. wizytować pomieszczenia placówki, czy też finansowanie placówek z Funduszu Pracy.
Złą propozycją jest natomiast zwiększenie liczby dzieci przypadającej na jednego opiekuna w żłobku (do 10, gdy dzieci w grupie mają powyżej 2 lat i nie ma w niej dziecka niepełnosprawnego), jak i liczby dzieci, które pod opieką może mieć dzienny opiekun.
Obecnie limity są wysokie, a ich zwiększenie pogorszy jakość opieki, albo podniesie koszty tej opieki, jeżeli rodzice będą chcieli aby ich dzieci były w mniejszej grupie. Jeden opiekun nie jest w stanie zapanować nad taką gromadką dzieci.
Wydaje się, że projekt w tym zakresie ma za zadanie zwiększenie liczby miejsc w placówkach bez nakładów ze strony państwa.  Co ciekawe nadal dotacja celowa z budżetu gminy na dziecko będzie tylko możliwa (nie obowiązkowa jak w przypadku przedszkoli).
Sporo zmian czeka także kluby dziecięce (np. ograniczenie liczby dzieci, czy zapewnienie im wyżywienia). Właścicielom placówek ma dojść obowiązek finansowania szkoleń personelu z udzielania dzieciom pierwszej pomocy.
Do tematu zmian w ustawie oczywiście będę wracała.
A teraz odsyłam Was do lektury artykułu Katarzyny Wójcik w Rzeczpospolitej, z moim głosem w sprawie.

e06c798500008b794d075900Absurdy w sprawach z Zus = mijać się z prawdą – to  takie proste

Dzisiaj będzie wpis o tym, że mówiąc delikatnie – ZUS pisze nieprawdę.

W jednej ze spraw, które ostatnio prowadzę sąd przysłał odpowiedź ZUS na nasze odwołanie. Sprawa dotyczy zakwestionowania podstawy wymiaru składek pracownicy (a mówiąc krótko – ZUS uznał, że Klientka zarabia za dużo) i przyznania świadczenia w kwocie dużo niższej, która zdaniem ZUS jest adekwatna. O tym, że ZUS tak postępuje pisałam choćby w tym wpisie: Jak ważny jest sprawnie działający Trybunał Konstytucyjny

Odpowiedź na odwołanie w dużej mierze była powtórzeniem decyzji i praktycznie nie wnosiła nic nowego do sprawy. Pełnomocnik procesowy  – radca prawny – napisał tam jednak coś, co sprawiło, że postanowiłam przygotować dzisiejszy wpis.

 Ze zdumieniem przeczytałam, że:

„również Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że art. 83 ust 1 pkt 1 w zw. z art. 41 ust 12 (…) ustawy o sus jest zgodny z Konstytucją”

Pomyślałam sobie, jak mogłam przegapić tak ważne orzeczenie! Wchodzę więc na stronę Trybunału i szukam tego orzeczenia. Co się okazało? Że Trybunał Konstytucyjny jeszcze nie orzekał w tej sprawie.

Do tej pory spotykałam się głównie ze złymi decyzjami (rzadziej z pismami procesowymi), w których brakowało dobrej podstawy prawnej, a w uzasadnieniu powoływano się na orzeczenia, które nie pasowały do charakteru sprawy.

A tu teraz taki wstyd. Czyżby pełnomocnik liczył na to, że sąd czy też ja tego nie sprawdzimy?

Jak to mówi stare porzekadło: Kłamstwo ma krótkie nogi.

pieniądzeChcieć to móc. I takie właśnie działanie zaprezentował właśnie prezydent Duda. Choć uczciwie trzeba przyznać, że w sprawie, która nie wepchnie Pana prezydenta w nurt kolizyjny z szefem PIS.

Po kolei. Dwadzieścia dwa dni temu ruszył program #Rodzina500+. Każda rodzina z dwójką dzieci, a także część rodzin z jednym dzieckiem stała się beneficjentem programu.

Celem świadczenia wychowawczego ma być częściowe pokrycie wydatków związanych z wychowywaniem dziecka, w tym z opieką nad nim i zaspokojeniem jego potrzeb życiowych.

I chyba z tej ustawowej definicji wynikają problemy głównie samotnych matek starających się o alimenty. Podobno obserwuje się też zwiększoną liczbę pozwów o obniżenie alimentów, właśnie z powodu tego nowego świadczenia.

Państwowe wsparcie należy traktować jako dodatkową pomoc, nie zaś zwolnienie z obowiązku alimentacyjnego rodzica, tym bardziej, że ściągalność alimentów w Polsce to ok. 17%.

Moim zdaniem żadne wsparcie Państwa (zasiłki) nie powinno wpływać negatywnie na obowiązek rodzica jakim jest utrzymywanie niesamodzielnego dziecka. Bo jest to wsparcie dodatkowe, główny ciężar zawsze spoczywa na rodzicach i rodzinie. Tłumaczenie, że matka może wystąpić o świadczenie w wysokości 500 zł nie może być żadnym argumentem do tego aby alimenty obniżyć lub zasądzić je w niższej kwocie!

Na szczęście prezydent skierował już do Sejmu projekt ustawy zmieniającej Kodeks rodzinny i opiekuńczy oraz inne ustawy. Zamysł jest bardzo dobry – zmiany wyraźnie wskazują, że na zakres obowiązku alimentacyjnego nie wpływa nie tylko świadczenie wychowawcze ale również świadczenia rodzinne, świadczenia z pomocy społecznej, funduszu alimentacyjnego czy świadczenia przysługujące na dzieci umieszczone w pieczy zastępczej.

Mam nadzieję, że Sejm podejmie prace nad projektem błyskawicznie i uchwali je na najbliższym posiedzeniu.

Na marginesie warto także dodać, że w Sejmie leży jeszcze jeden projekt zmian dotyczący 500+. Chodzi o wprowadzenie obowiązującego przy świadczeniach rodzinnych systemu „złotówka za złotówkę”, zgodnie z którym przekroczenie kryterium dochodowego, powoduje obniżenie wysokości otrzymywanych świadczeń zamiast odmowy ich przyznania. O tym, że należałoby wprowadzić ten mechanizm do ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci pisałam TUTAJ.

Od kilku dni jak kraj długi i szeroki trwa składanie wniosków o świadczenie wychowawcze w ramach programu #Rodzina500+.

Rodziny, które posiadają jedno dziecko muszą dobrze policzyć, czy „łapią się” na wyznaczony próg dochodowy – 800 zł.

A jak to sprawdzić i wyliczyć – wyjaśniam w Rzeczpospolitej.

W jednym z poprzednich moich wpisów zapowiadałam omówienie  ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Chodzi o słynny już projekt PIS  – zapowiadany w kampanii wyborczej #Rodzina500plus

Zacznijmy zatem od tego, że ustawa ma traktować o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Tymczasem z art. 1 proponowanej ustawy wynika coś zupełnie innego:

Art. 1. 1. Ustawa określa warunki nabywania prawa do świadczenia wychowawczego oraz zasady przyznawania i wypłacania tego świadczenia.

O wychowywaniu ani słowa. Może lepiej byłoby tak: ustawa o świadczeniu wychowawczym finansowanym z budżetu państwa?

Art. 4. 1. Celem świadczenia wychowawczego jest częściowe pokrycie wydatków związanych z wychowaniem dziecka, w tym z opieką nad nim i zaspokojeniem jego potrzeb życiowych.
2. Świadczenie wychowawcze przysługuje matce, ojcu, opiekunowi faktycznemu dziecka albo opiekunowi prawnemu dziecka.
3. Świadczenie wychowawcze przysługuje osobom, o których mowa w ust. 2, do dnia ukończenia przez dziecko 18. roku życia.
Art. 5. 1. Świadczenie wychowawcze przysługuje osobom, o których mowa w art. 4 ust. 2, w wysokości 500,00 zł miesięcznie na dziecko w rodzinie.

Art. 9. W przypadku gdy osoba, o której mowa w art. 4 ust. 2, marnotrawi wypłacane jej świadczenie wychowawcze lub wydatkuje je niezgodnie z celem, organ właściwy przekazuje należne osobie świadczenie wychowawcze w całości lub w części w formie rzeczowej lub w formie opłacania usług.

Tyle najważniejsze przepisy.

Od 1 kwietnia rodziny ochoczo ruszą po świadczenia. Tyle, że ta ustawa nie spełni pokładanych w niej oczekiwań. Dzięki 500 zł ma się urodzić więcej dzieci. Nic z tego. Bo jak zachęcić młodych ludzi do posiadania potomstwa, gdy na pierworodnego nic się nie należy? Każdy młody rodzic wie, że pierwsza wyprawka kosztuje najwięcej, a 1000 zł becikowego (gdy się należy) można wydać na dziecko w 5 minut. Oszukani mogą się czuć samotni rodzice zarabiający niewiele ponad pensję minimalną – wielu z nich nie załapie się na świadczenie wychowawcze na pierwsze dziecko. W wielu przypadkach można było temu zaradzić wprowadzając system „złotówka za złotówkę”, który już obowiązuje.

Po pierwsze trzeba jasno powiedzieć, że nasza sytuacja demograficzna dzięki #Rodzina500plus nie ulegnie diametralnej poprawie. Co prawda przyrost naturalny drgnął w górę w 2014 r. (to raczej efekt dobrego klimatu, jaki zapanował w 2013 r. czyli roku rodziny), jednakże dane statystyczne za 2015 r. mówią o spadku liczby narodzin. Przede wszystkim ten spadek trzeba zahamować, inaczej coraz mniej kobiet będzie rodziło coraz mniejszą liczbę dzieci.

Po drugie system wsparcia dla rodzin powinien być jednolity i klarowny. Teraz mamy 4 progi dochodowe uprawniające do różnych świadczeń i dwa systemy – ustawę o świadczeniach rodzinnych (wszystkie dodatkowe świadczenia nowelizowały tę ustawę) i zupełnie  nowe, odrębne świadczenie wychowawcze. Żeby wszystko działało sprawnie (bez nowej rzeszy urzędników) wystarczyłby jeden próg dochodowy – kto byłby  raz w roku zweryfikowany miałby otwarte drzwi do sięgania po odpowiednie świadczenia.

Po trzecie świadczenie powinno objąć wszystkie rodziny. Skoro nas nie stać po 500 zł na każde dziecko, to czemu nie wprowadzić kwot zależnych od liczby dzieci? 300 zł na pierwsze dziecko, 900 zł dla dwojga, 1500 dla trójki dzieci… No ale 500 zł na każde dziecko (tak zapowiadała kandydatka na premiera Beata Szydło, w programie PIS wyraźnie zapisano 500 zł na drugie i kolejne dziecko oraz próg dochodowy odcinający od świadczenia najbogatszych) brzmi dużo lepiej.

Po czwarte świadczenie sprawi, że wielu kobietom nie będzie opłacało się pracować. Minister Marczuk podczas debaty przyznał, że tak może zadziałać świadczenie wychowawcze. Czy ktoś się zastanawiał jak będzie wyglądała sytuacja kobiet, które dzięki świadczeniu zostały w domu, gdy dzieci staną się pełnoletnie? Co z emeryturami takich kobiet?

Po piąte (ostatnie, żeby nie przedłużać) rodzice decydując się na dziecko wymagają jako takiej stabilizacji – pewności zatrudnienia czy miejsca dla dziecka w żłobku. Co prawda minister Marczuk (też w tej samej debacie) mówił, że zdaniem MRPiPS wzrośnie teraz podaż np. miejsc opieki dla dzieci do lat 3. Być może Pan minister ma rację – przybędzie nowych żłobków, ale jak znam życie to ceny czesnego mogą wzrosnąć. A na wsi jak żłobków nie było, tak dalej nie będzie (w 90% gmin wiejskich nie ma żadnej placówki opieki).

Czy czeka nas w Polsce baby boom? Być może, ale jeszcze nie teraz. Póki polityka prorodzinna w Polsce będzie robiona doraźnie, wpadkowo, bez planowania na przyszłość (ot choćby skasowanie programu in vitro) póty liczebnie będzie nas coraz mniej.

Uwag do systemu polityki prorodzinnej mam więcej, blog nie jest jednak miejscem na dłuuugie wywody. Niebawem więc światło dzienne ujrzy pewna publikacja dotycząca tego tematu. Więcej informacji już niebawem – zaglądajcie więc  tu często.

A tymczasem pozdrawiamy 🙂

Rodzina 500+ Czy czeka nas nowy „Baby Boom”? – taki tytuł nosi konferencja w Instytucie Spraw Publicznych, która odbędzie się już za dwa dni – 17 lutego o 15.00.

Wśród gości minister Bartosz Marczuk – odpowiedzialny za program – z Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej.

Zapisy jeszcze trwają. Może się na tej konferencji spotkamy?

Potrzebujesz porady? Zadzwoń!