DSC05263Czasami znajomi albo klienci pytają mnie jaka była najdziwniejsza sprawa, którą prowadziłam. Były to różne sprawy, ale ta, w której reprezentowałam pozwanego w tym tygodniu przed sądem była chyba najbardziej kuriozalna.

Pozwanym była Fundacja Azyl dla Królików, która przy toruńskim schronisku dla bezdomnych zwierząt urządziła przytulisko dla królików. Trafiają do niego króliki z interwencji, znalezione w torbie na ulicy, na klatkach schodowych czy śmietnikach (jak Lawenda, króliczka na zdjęciu, którą znaleziono w wigilię 2013 r. w śmietniku) podrzucone przez płot  schroniska czy…do wolontariuszek Azylu.

Sprawa dotyczyła wydania dwóch królików „właścicielce”. Powódka wykupiła lub dostała dwa chore króliki od terrarysty lub sklepu zoologicznego w Warszawie (różne wersje wydarzeń) i oddała je wolontariuszom Azylu. Znaleziono transport i króliki przyjechały do Torunia, gdzie trafiły pod opiekę „profesora od królików” i Dr. Dollitle w jednym. Uszate zostały wyleczone i w ramach umów adopcyjnych trafiły do nowych domów, w których szczęśliwe mieszkają do dzisiaj.

Po pewnym czasie powódka zażądała zwrotu zwierząt.

Ostatecznie sprawa trafiła do sądu. W pozwie Pani napisała, że króliki miały zostać tylko „przechowane na czas jej wakacyjnego wyjazdu”. Tymczasem Azyl to nie darmowy  wakacyjny hotel dla królików w połączeniu z bezpłatną opieką weterynaryjną. Dla zwierząt, które mają swoich właścicieli nie ma w nim zwyczajnie miejsca.

Pani wynajęła pełnomocnika, który na rozprawę przyjechał z Warszawy. Powódki oczywiście nie było. Momentami było wręcz groteskowo. W mowie końcowej Pan mecenas stwierdził, że należałoby uznać iż króliki zostały Azylowi darowane, a właścicielka darowiznę teraz odwołuje z powodu rażącej niewdzięczności (mina sędzi, moja i wiceprezes fundacji w tym momencie – bezcenna). Sędzia zapytała wobec kogo miałaby to być niewdzięczność – wobec powódki, czy królików?

Roszczenie o zwrot królików zostało oczywiście oddalone.

Najsmutniejsze jest to, że ta Pani wolała wydać duże pieniądze i zapłacić pełnomocnikowi za prowadzenie tak kuriozalnej sprawy (mamy nadzieję, że apelacji nie będzie) niż np. wpłacić dotację na Azyl czy inną fundację zajmującą się ochroną zwierząt. Skoro uważała się za właścicielkę to dlaczego nie zapytała nawet o to, ile kosztowało leczenie i utrzymanie „jej” królików?

Wychodzi na to, że te wszystkie porzucone, chore, zabiedzone zwierzaki są „darowane” przez właścicieli organizacjom ratującym zwierzaki.

Azyl otrzymał już ponad 700 takich darowizn. Całe szczęście, że może funkcjonować dzięki prawdziwym darczyńcom.

A skąd ja się znalazłam w całej tej sprawie? Bo kocham zwierzęta, znam założycielki fundacji, sama mam w domu dwa króliki z Azylu i wiem ile pracy i serca dziewczyny wkładają w to co robią.

Żeby było jeszcze ciekawiej właśnie rozpoczynam współpracę z ogrodem zoobotanicznym.

Przez przypadek zyskałam nową specjalizację – prawo ochrony zwierząt 🙂

Podobny wpis
Poczytaj w wolnej chwili, czyli ciekawe blogi prawnicze
Potrzebujesz porady? Zadzwoń!
Skontaktuj się z nami